piątek, 21 grudnia 2018

„Scęśliwe Betlejem miasto Dazidowe”. Kilka słów o kolędzie kurpiowskiej


Kolędy są nieodłączną częścią świąt Bożego Narodzenia. Według tradycji katolickiej autorem pierwszych kolęd był św. Franciszek z Asyżu. Franciszkanom przypisuje się także stworzenie zwyczajów bożonarodzeniowych takich jak szopka i żłóbek. To dzięki Franciszkanom pojawiły się na ziemiach polskich kolędy, pierwotnie utwory hymniczne, z których za najstarszą uważana jest pieśń Bartłomieja z Jasła Buccinemus in hac die. W XV wieku powstają pierwsze kolędy w języku polskim, a w XV i XVI w. upowszechnia się sama nazwa „kolęda” na określenie wesołej pieśni bożonarodzeniowej, z których wiele było opartych na tańcach dworskich. W XVI w. powstaje m.in. znana do dziś kolęda Anioł Pasterzom mówił, będąca tłumaczeniem średniowiecznej pieśni Angelus pastoribus. Nie wchodząc w szczegóły przypomnijmy, że do dziś podczas Bożego Narodzenia śpiewamy takie kolędy jak W żłobie leży (przypisywana ks. Piotrowi Skardze), anonimowa Ach, ubogi żłobie czy Pieśń o Narodzeniu Pańskim zaczynająca się od słów „Bóg się rodzi…” autorstwa Franciszka Karpińskiego (1741-1825)[1].

Scęśliwe Betlejem miasto Dazidowe

(Rycina zdobiąca stronę tytułową "Gościa Puszczańskiego" 1919 nr 14.) 
Na przełomie XVIII i XIX wieku pojawiają się dzieła, w których spisano kolędy i pastorałki ludowe. Mają swoją pastorałkę Górale (Oj, maluśki, maluśki), mają też swoją kolędę Kurpie. Niniejszy tekst dotyczy kolędy zaczynającej się od słów „Scęśliwe Betlejem”, najczęściej określanej w źródłach po prostu jako Kolęda kurpiowska, Kolęda Kurpiów, czy według sformułowania Adama Chętnika: Stara kolęda kurpiowska.

Najstarszy zapis tej kolędy udało się znaleźć w dziele Kazimierza Władysława Wójcickiego (1807-1879) pt. Zarysy domowe (1842)[2]. Wójcicki przytoczył kolędę, którą nazwał „szczególniej charakterystyczną”. Zacytujmy jej tekst w całości, w zapisie podanym przez warszawskiego literata:

Scęśliwe Betlejem miasto Dazidowe,
Ze się nam zjawiło odkupienie nowe,
Chrystus się narodził,
By nas wyswobodził,
Od niewoli satańskiej.

Nom się nie dostało scęścia takowego,
Byśwa w nasej puscy mieli zrodzonego
Jezusa Chrystusa, 
Choćby nasa dusa 
Serdecnie go ućciła. 

U nas w Ostrołęckiem na puscy Starostwie, 
Nie byłbyś się rodził w takiem ubóstwie: 
Mawa izbów wiele, 
I ciepłe pościele 
Byłbyś lezał wygodnie. 

Choć nom Warci[3] w lasach, drzewa zabraniają,
Uzdy i siokiery w lasach zabierają,
Jednak byśwa byli
Choć w nocy zwozili.
Suche drewka dla ciebie!

Miołbyś buracki i kapustę ponie, 
Z tłustą wiepsowiną zawse na śniodanie. 
Mleko z jagiełkami, 
Chlebek z kartoflami; 
Z miodem wudki flasecki, 

A na obiad byśwa skrzecków[4] naskwazyli, 
I kasy grycanej tłusto nakrosili. 
Zając, kuropatwy, 
Choć połów nie łatwy, 
Byłby panie dla ciebie. 

Miołbyś pieluski z partu cieniuchnego, 
Sukmanek do kolan z sukna puścińskiego 
Faworek[5] niedrogi, 
Kurpiki na nogi 
Bylibyzwa z żądzili. 

A w Betlejem zydzi śmierdzące psiojuchy,
Tylko swym bachurom naposali bzuchy
I chłodno i głodno,
W nicem nie dogodno,
Tsymali cie nos panie!

A ze się tak panie podobało tobie!
I ześ cierpiał bidę w maluchnej osobie,
Psyjmij serce chęci,
Miej Kurpiów w pamięci,
Ty na puscy i Niebie!

Czas powstania

Zacytowaną kolędę podchwycili kolejni pisarze, piewcy i badacze Kurpiowskiej Puszczy Zielonej. Znawca dziejów polskich kolęd Jerzy Zathey twierdził, iż początek kurpiowskiej kolędy zaczerpnięty został z innej pieśni, zachowanej w Bibliotece Jagiellońskiej w rękopisie, a zaczynającej się od słów „Szczęśliwe miasto Betlejem, które świata Zbawicielem...“. Według Zatheya „możliwe, że kolęda kurpiowska jest w całości lub fragmencie w któryś z rkpsów BJ”[6]. Nie negując możliwości wzorowania się na innych utworach tego typu, spróbujmy przyjrzeć się kolędzie kurpiowskiej, biorąc pod uwagę opinie badaczy i pisarzy regionu. Po pierwsze, co warto podkreślić, dla większości autorów znających tekst zaczynający się od słów „Scęśliwe Betlejem”, jest to pieśń „o charakterze prawdziwie kurpiowskim”[7]. Z jednej strony na takie podejście wpływał być może zapis gwarowy, a z drugiej czynnik prawdopodobnie istotniejszy, a mianowicie realia, o których opowiada kolęda kurpiowska. To właśnie realia w kurpiowskiej kolędzie nakazują jednak ostrożnie patrzeć na jej dawne pochodzenie.

Tezę, iż kurpiowska kolęda mogła pochodzić z XVII wieku należy odrzucić[8]. Przeczy temu sam tekst, w którym czytamy: „Choć nom Warci w lasach, drzewa zabraniają, / Uzdy i siokiery w lasach zabierają (…)”. Czas zabraniania użytkowania barci i pozyskiwania drewna w lasach Puszczy Myszynieckiej datuje się na koniec XVIII i pierwszą połowę XIX wieku. Pierwsze ograniczenia wprowadzali Prusacy po III rozbiorze, a już w 1801 r. zniesiono prawo bartne. W 1816 r. władze rosyjskie skonfiskowały strzelcom kurpiowskim broń i zakazały polowań. W 1836 r. Komisja Rządowa Skarbu w Łomży polecała bartnikom likwidację barci, a z kolei w 1837 r. rząd carski nakazał uprzątnięcie do 1 kwietnia 1838 r. wszystkich barci, a także zabronił bartnikom wstępu do puszczy[9]. Literackie echa konfiskaty broni odnajdujemy w Piosnce Kurpia („Oj, bracia, łza łzę goni”), natomiast analogiczne echa likwidacji bartnictwa w Puszczy może oddawać owa kolęda kurpiowska. Tu jednak pojawia się problem jak interpretować słowo „warci”. Co prawda, późniejsze zapisy tłumaczą słowo „warci” nie jako barcie, a jako straż leśną[10] (w kolejnych wersjach jako „wartarze”[11]), to Wójcicki i wielu autorów wprost używa słowa „barć”. Tak czy inaczej, mówimy tu o okresie od końca XVIII w. do 1842 roku. Na rodowód XIX-wieczny może też wskazywać fakt, iż w XVIII wieku na określenie mieszkańców Puszczy Zielonej używano słowa „Kurpik” („Kurpikowie”), a hasło „kurp” było zarezerwowane dla łapci z lipowego łyka, co poświadcza m.in. Słownik języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego[12]. Tymczasem autor kolędy kurpiowskiej dokonał zabiegu odwrotnego: Pan Jezus miałby „kurpiki na nogi”, ale już w pamięci miał mieć nie Kurpików, ale Kurpiów!

Kto był autorem kolędy?

Kto więc mógł być autorem owej kolędy? Hipotez jest kilka i żadnej nie da się udowodnić bezspornie. Z jednej strony mogła być to pieśń anonimowa, autentyczny wytwór kultury kurpiowskiej, a Wójcicki był tylko tym, który ją spisał. Jeśli tak, byłaby to pieśń stosunkowo świeżej daty, gdyż między pierwszymi zarządzeniami władz zaborczych, dotyczącymi uprzątania barci i zakazu pozyskiwania drewna, a rokiem wydania Zarysów domowych (1842) minęło nieco ponad 40 lat. Za autentycznością kolędy przemawia relacja, ks. Władysława Skierkowskiego, według którego była śpiewana w domach po wieczerzy wigilijnej, zwykle jako pierwsza, a on sam zanotował ją 28 sierpnia 1932 r., wykonywaną przez wówczas 65-letniego Feliksa Orzoła z Rycicy[13]. Gdyby pieśń pozostała tylko na papierze, trudno byłoby oczekiwać jej znajomości wśród „zwykłych” Kurpiów. Autorem ogólniejszej refleksji na interesujący nas temat był Ludwik Krzywicki. W rozprawie Kurpie podjął na marginesie swych rozważań temat kolędy i twierdził: „Zbieracz jak tylko znajdzie w pieśni jakąś oryginalność, w tej chwili przypuszcza, że nie może to być dziełem Kurpika, ale kogoś z inteligencji... Tymczasem już prosty wzgląd na to, że oryginalność włościańską w należyty sposób oddać może jedynie człowiek, który z włościan wyszedł, już to jedno powinno powstrzymać od takiego niedowierzania, przeciwko któremu oświadcza się i historia, ów świadek butności kurpiowskiej”[14].

W autentyczność tej kolędy nie wątpił zresztą nikt, aż do Adama Zakrzewskiego, który jednak w początkowym okresie swoich zainteresowań Kurpiami, twierdził, że jest ona „nader charakterystyczna” i powszechnie znana wśród mieszkańców regionu[15]. W skrupulatnie przygotowanym haśle do Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej zmienił zdanie co do autentyczności pieśni i wyraził pogląd, zgodnie z którym kolęda miała być dziełem „z wielkim humorem” napisanym przez pewnego myszynieckiego aptekarza. Nie wiadomo niestety skąd Zakrzewski czerpał wiedzę o owym aptekarzu. Pewnym tropem okazują się słowa Krzywickiego, wzmiankującego: „Zaręczano mi jednak, iż kolędę ową napisał ktoś z inteligencji miejscowej”[16].

Pozostaje jeszcze hipoteza, według której to Wójcicki był autorem pieśni i sam ją stworzył. Przemawia za tym fakt, że nie udało się dotychczas odnaleźć starszego zapisu niż ten z 1842 roku. Co więcej, Wójcicki wprowadził do literatury kilka innych motywów, które przed nim się nie pojawiają. To dzięki niemu znamy niejakiego Konwę, który dopiero z czasem miał zyskać imię Stach i przejść do legendy, a także to on prawdopodobnie jako pierwszy zanotował przysłowie „Strzela jak Kurp”, mimo, że strzeleckie zdolności Kurpiów były znane od dawna[17]. Nie zapominajmy, że Wójcicki był przedstawicielem romantycznego podejścia do ludoznawstwa, nie stroniącego od „poprawek” twórczości ludowej. Wymienione motywy, które nie pojawiają się przed nim w piśmiennictwie, prowadzą do wniosku, że Wójcicki mógł być ich twórcą. Nie bez znaczenia jest również zaczerpnięcie – o czym wyżej była mowa – początkowych słów kolędy z innego utworu tego rodzaju. Wójcicki jako pracowity szperacz materiałów folklorystycznych mógł się przecież wzorować na materiale sobie wcześniej znanym. Przesłanką, która kieruje naszą uwagę ku Wójcickiemu jest również swego rodzaju promowanie określenia „Kurpie”, zamiast stosowanego przed nim słowa „Kurpikowie”, używanego wobec mieszkańców Puszczy Zielonej. Wójcicki w swoich pracach zaczął bodaj jako jeden z pierwszych pisać nie o Kurpikach, a o Kurpiach[18].

(Portret Kazimierza Władysława Wójcickiego)
Wydaje się jednak, że ostateczne rozstrzygnięcie kwestii autorstwa kolędy jest niestety, przynajmniej na obecnym etapie badań, niemożliwe.

Sienkiewicz i inni

Na koniec zwróćmy uwagę, że kolęda Scęśliwe Betlejem była znana wielu piszącym o Kurpiach i tym samym rozpropagowana już w XIX wieku. Przywołajmy opinię Henryka Sienkiewicza, dla którego „pieśń ta odznacza się nietylko językiem zawierającym nader charakterystyczne prowincyonalizmy, ale prostotą i głębokiem uczuciem. Znać w niej lud pobożny, oddany pracy i wdzięczny. Śliczna naiwność kolędy i poetyczność przypomina religijne utwory Kacpra Miaskowskiego, a jednocześnie całość jest obrazem obyczajowym, rysującym się na tle puszczy”[19]. Cytował ją kilkukrotnie również Zygmunt Gloger, m.in. w książce pt. Starodawne dumy i pieśni (1877)[20]. „Kurpiońską kolendę” przytoczyli Wincenty Pol[21], Oskar Kolberg[22] i inni. Chętnie powracał do niej Adam Chętnik, publikując tekst pisany gwarą, a nie umknęła też uwadze ks. Skierkowskiego o czym wyżej wspomniano[23].

Należy zwrócić też uwagę, że porównanie różnych przedruków kurpiowskiej kolędy wskazuje na rozbieżności w jej kolejnych wersjach. Dotyczą one głównie zapisu gwarowego, ale czasami zauważyć można zmiany w kolejności zwrotek i w pojedynczych słowach. Powiedzmy również kilka słów o oryginalności kurpiowskiej kolędy. Jakkolwiek tekst wydaje się nam zakorzeniony w regionalnej specyfice, to nie tylko Kurpie gościliby Chrystusa obfitymi darami, gdyby tylko narodził się u nich, a nie w Betlejem. Podobnie zapewniali Kaszubi:

Gdybyś się w naszych Kaszubach rodził, 
Nie tak byś się był, Jezuniu, głodził:
Na każde śniadanie miałbyś przysmażanie,
Z masłem bułeczkę, wódki szklaneczkę[24].

Na koniec wypada stwierdzić, że kolęda Scęśliwe Betlejem pozostaje trwałym elementem kurpiowskiego dziedzictwa kulturowego. Śpiewajmy więc o Scęśliwym Betlejem i o tym, że w Ostrołęckiem Pan Jezus nie rodziłby się „w takiem ubóstwie”, bo przecież miałby chleb z kartoflami, a i lokalny trunek by się znalazł.

________________
Przypisy:
[1] T. Skoczek, Z kolędą przez stulecia, [w:] Z kolędą przez stulecia, red. T. Skoczek, J. Załęczny, J. Gmitruk, Warszawa 2017, s. 13-16.
[2] K. W. Wójcicki, Zarysy domowe, t. 3, Warszawa 1842, s. 252-253.
[3] Barcie pszczół leśnych [przypis K. W. Wójcickiego]
[4] Skwarków ze słoniny [przypis K. W. Wójcickiego]
[5] Wstążka [przypis K. W. Wójcickiego] 
[6] J. Zathey, Z badań nad chronologią kolęd, „Pamiętnik Literacki” 1961, t. 52, nr 1, s. 169, przyp. 45.
[7] A. Chętnik, Z puszczy kurpiowskiej, „Zorza” 1911, nr 13, s. 251. 
[8] T. Wojciechowska, Hej, kolęda, kolęda!, „Głos Gminy Jednorożec” 2010, nr 4 (20), s. 22. 
[9] A. Połujański, Wędrówki po guberni augustowskiej w celu naukowym odbyte, Warszawa 1859, s. 61.; R. Żukowski, Bartnictwo w Zagajnicy Łomżyńskiej w okresie od XVI do połowy XIX wieku, Białystok-Warszawa 1965, s. 72.; U. Kuczyńska, Bartnictwo Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, Wilczyska-Łomża 2004, s. 94. 
[10] W. Czajewski, Kurpie. Kartka etnograficzna, „Tygodnik Ilustrowany” 1881, t. 12, nr 297, s. 158.
[11] W. Skierkowski, Puszcza kurpiowska w pieśni, T. 3, red. H. Gadomski, Ostrołęka 2003, s. 4.
[12] Ł. Gut, Kurpiowszczyzna, czyli słowo z historią, < http://kurpie-historia-trwanie.blogspot.com/2018/11/kurpiowszczyzna-czyli-sowo-z-historia.html> [dostęp: 18.12.2018]
[13] W. Skierkowski, op. cit., s. 3-4.
[14] L. Krzywicki, Kurpie, Ostrołęka 2007, s. 26-27.
[15] A. Zakrzewski, Kurpie. Z dziejów polskiego ludu, „Wędrowiec” 1886, nr 11, s. 124.; L. Krzywicki, op. cit., s. 26, przyp. 24.
[16] Idem, Kurpie, [w:] Wielka encyklopedia powszechna ilustrowana, t. 41-42, Warszawa 1908-1909, s. 554.
[17] Ł. Gut, Wódz Konwa. W jaki sposób bohater kurpiowski zyskał imię?, „Zeszyty Naukowe OTN” 2016, t. 30, s. 26.; Idem, Kurpiowszczyzna, czyli słowo z historią, < http://kurpie-historia-trwanie.blogspot.com/2018/11/kurpiowszczyzna-czyli-sowo-z-historia.html> [dostęp: 18.12.2018]
[18] Ibidem.
[19] Kolęda w puszczy, „Gazeta Polska” 1880, nr 1, s. 8.
[20] Z. Gloger, Starodawne dumy i pieśni, Warszawa 1877, s. 138.
[21] W. Pol, Dzieła prozą, t. 2, Lwów 1876, s. 438. 
[22] O. Kolberg, Mazowsze. Obraz etnograficzny, t. 4, Kraków 1888, s. 120-121.
[23] A. Chętnik, 12 dawnych kolęd na Mazurach i Kurpiach śpiewanych, Nowogród 1936.; Por. H. Gadomski, Muzyczne zainteresowania Adama Chętnika, „Zeszyty Naukowe OTN” 1993, t. 7, s. 35-36.
[24] J. Zathey, op. cit., s. 169. 

Autor: Łukasz Gut

piątek, 14 grudnia 2018

Nie obrażajcie się bracia Puszczanie, kiedy was kto Kurpiami nazywa!

Nazwa „Kurp” może tylko wywołać obrazę. Swej nazwy Kurpie się wstydzą i słusznie, skoro chodak, łapeć – wyszedł z użycia.

Powyższe słowa pochodzą z artykułu dziennikarza piszącego dla "Dziennika Białostockiego" w czerwcu 1930 roku[1]. Wielu autorów pisało o tym, jak Kurpie wstydzili się nazwy nadanej im przez sąsiadów, a pochodzącej od obuwia plecionego z łyka. Chociaż nazwa „kurp” na określenie łapci znana jest od XV w., to nieco pogardliwym terminem w wersji „Kurpik”, „Kurpikowie” mieszkańcy ziem nadnarwiańskich zaczęli być określani w XVIII wieku[2]. Dowartościowana przez badaczy, pisarzy i miłośników regionu nazwa „Kurp” zyskała z czasem pozytywną konotację, bo – jak świadczył poeta – „Kurpi ród (...) dzielny lud”[3]. Głos badaczy i pisarzy nie trafiał chyba pod strzechy szybko, skoro według niektórych relacji Kurpie woleli być określani jako Puszczacy lub Puszczanie.

(Kadzidło, 15 kwietnia 1913 r.. Źródło: A. Chętnik - "Puszcza Kurpiowska" 1913.)
Jedno z najciekawszych źródeł przedstawiających niechęć mieszkańców Puszczy do określenia „Kurpie” zamieszczam poniżej. Jest to komentarz do listu, jaki nadesłał do redakcji „Gazety Świątecznej” w 1882 r. Jakób Grabowski, urodzony w Cierpiętach korespondent „Gazety”, autor licznej korespondencji. Do wiadomości o niechęci Kurpiów do przezwiska, które im przypisano, odniosła się redakcja, prawdopodobnie sam Konrad Prószyński, udzielający na łamach każdego numeru licznych odpowiedzi czytelnikom. Co więcej, Prószyński wielu z artykułów, tak jak i omawianego, nie pozostawił podpisanych. Wiemy jednak, że używał pseudonimu „Pisarz Gazety Świątecznej”, a w cytowanym tekście pisał o sobie „Ja, pisarz Gazety”[4]. Kimkolwiek nie byłaby osoba odpisująca na list Grabowskiego, zauważmy, jak pozytywny wydźwięk w opinii przedstawiciela warszawskiej inteligencji II połowy XIX wieku miało słowo „Kurp”. Podobnie Kurpiów doceniali inni, a najsłynniejszym chyba przykładem jest działalność Adama Chętnika, który chciał aby Kurpie odczuwali dumę na myśl o sobie samych. Pisał wszakże: „Niech każdy światły puszczak nie wstydzi się powiedzieć: Kurpiem był mój dziad i ja Kurpiem jestem”[5].

Zapraszam do lektury:
_____________________

Nie obrażajcie się bracia Puszczanie, kiedy was kto Kurpiami nazywa!

Czytelnik Gazety Świątecznej w Krasnosielcu, p. Jakób Grabowski, rozmawiał niedawno z drugim czytelnikiem, p. Walentym Obrębskim, gospodarzem z Baranowa. Aż ten ostatni w rozmowie tak powiedział:

„Przesłychalim się, że w Brodowych Łąkach utrzymują gazety i my więc w latosim roku złożyliśmy się i odbieramy gazetę. Przysłali nam i kalendarz, a co to w tym kalendarzu jest różnoty! Nawet o nas tam jest napisano. Nie ganią oni nas, ale nazywają nas K u r p i a m i. Ja myślałem, że to tylko te wasze szulery nas tak nazywają, a to nawet w pismach tak jest! Zdaje się, że oświecenie w pismach (oświatę) nasz naród poznaje i młodzi się przestrajają już po szlachecku, a w kurpiach nie chodzi nikt, chyba w chodakach – i to tylko w powszedek, – a to wszystko nic nie znaczy! Niżej człeka cenią niźli bydlę, bo kurp upleciony z łyka nie znaczy i za koguta. Takie Warszawiaki powinni nas zwać chłopami puszczanami; nazwa nasza powinna być od miejscowości, a nie od ubóstwa ojców i dziadów naszych”.

Pan Obrębski to powiedział, a pan Grabowski słowa jego spisał i nam przysłał, my zaś powtórzywszy je tu w Gazecie – dajemy tłumaczenie.

Nie gniewajcie się bracia i nie obrażajcie się, kiedy was kto zwie Kurpiami, bo nie ma w tem nic złego. Nietylko w Warszawie, ale i w całym kraju Kurpiami was nazywają, a czynią to nie w żadnej złej myśli, i nie dlatego, żeby was nisko cenili, broń Boże! Przeciwnie, mówią wszędzie, że Kurpie, to lud dobry, poczciwy, pobożny i pracowity; wszędzie was uważają jak najlepiej. Nazwa K u r p i e od dawnych czasów weszła w zwyczaj; nazywają was Kurpiami, choć nie wiedzą nawet często, że wy sami tak nazywacie obuwie z łyka plecione.

A i obuwie z łyka plecione nie jest złe i nie trzeba się go wstydzić. Dawniej w całym kraju naszym wszyscy takie obuwie na nogach nosili. Oto i ojciec królów polskich, Piast, w takiem obuwiu niegdyś chodził; tak samo i pierwszy książę czeski Przemysław.

A choćby ojcowie i dziadowie nasi z ubóstwa tylko obuwie takie nosić mieli, to czyż nam się tego wstydzić? O nie, uchowaj nas Boże! A toć tylu świętych dobrowolnie w ubóstwie żyło, bo wiedzieli, że od ubóstwa prostsza droga do nieba niźli od bogactwa. Toć i sam Pan Jezus w ubóstwie się narodził i żył ubogo. A myżbyśmy się mieli wstydzić tego, że ojcowie nasi w obuwiu z łyka chodzili? O! wyrodne by z nas dzieci były, gdybyśmy się zapierali tego. Myślą też młodzi, że jak się kto aby trochę oświeci, to już powinien zrzucić suknie ojców swojich, a przebrać się po niemiecku, czy tam po szlachecku. O i to nieprawda! Nie wiedzą oni, co to oświata. Można być zupełnie ciemnym, a przebrać się po szlachecku; i można być oświeconym, a nosić ubiór taki, jak ojcowie nosili. A nawet ten ojcowski strój lepiej do nas zawsze przystaje, jakoś w nim człowiek ładniej wygląda. Tak przynajmniej myślę ja, pisarz Gazety – i tak myśli wielu ludzi oświeconych, którym smutno robi się na duszy, kiedy widzą, jak w niektórych okolicach kraju, ciemna młodzież porzuca swój dawny ubiór i przebiera się w kuse niemieckie surduty.

Źródło: „Gazeta Świąteczna” 1882, nr 65, s. 1-2.

_________________

Przypisy:
[1] A. B., W stolicy przaśnego miodu i mleka. Wizyta w dawnej kniei kurpiowskiej, „Dziennik Białostocki”, 1930, nr 164, s. 3.
[2] H. Samsonowicz, Kurpie na mapie Polski, „Zeszyty Naukowe OTN” 1991, z. 5, s. 10.; Por.: Ł. Gut, Kurpiowszczyzna, czyli słowo z historią, <http://kurpie-historia-trwanie.blogspot.com/2018/11/kurpiowszczyzna-czyli-sowo-z-historia.html> [dostęp: 14.12.2018].
[3] M. Morzkowski, Kurpie, „Biblioteka Warszawska”, t. II, 1844, s. 135.
[4] Z. Kmiecik, Redaktor i czytelnicy "Gazety Świątecznej" (1881-1908), „Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” 1973, t. 12, nr 1, s. 10.
[5] A. Chętnik, O Kurpiach, Warszawa 1919, s. 48.

Autor: Łukasz Gut