niedziela, 30 listopada 2014

"Fabrykacya guzików" w Kadzidle


Jak dobrze wiemy, głód na Kurpiach z 1881 roku doprowadził do znacznego zubożenia i tak przecież biednych mieszkańców Kurpiowszczyzny. Trudne czasy lat 80. XIX wieku były jednym z powodów późniejszej emigracji mieszkańców regionu do Prus i Stanów Zjednoczonych. Emigracja nie była jednak jedynym wyjściem. Przynajmniej w jakimś stopniu zaradzić biedzie Kurpiów próbował hrabia Ludwik Krasiński (1833-1895).

Krasiński urodził się w Krasnem pod Przasnyszem. Po swym ojcu Auguście odziedziczył duży majątek i dobra m.in. Krasnosielc i Przystań w ówczesnej guberni łomżyńskiej, a także majątki w innych guberniach, a nawet Ursynów, który jeszcze nie był wtedy częścią Warszawy. Po 1863 roku Ludwik Krasiński niechętny zresztą powstaniu, włączył się w nurt pracy organicznej. Zajął się pomnażaniem własnych dochodów, m.in. poprzez unowocześnianie należących do niego folwarków. 

Rok 1881 przyniósł zainteresowanie Krasińskiego losem głodujących Kurpiów. Żyłka społecznika i dążenie ku modernizacji kraju splotły się najwyraźniej we właścicielu Krasnego i już kilka lat po dramatycznych wypadkach na Kurpiach, hrabia podjął się znakomitej idei. Oto w roku 1886 rozpoczął tworzenie w Kadzidle fabryki guzików, która to fabryka miała pomóc miejscowym mieszkańcom w wydźwignięciu się z biedy. Słowo "fabryka" nasuwa nam może skojarzenia z dużymi przedsiębiorstwami, tymczasem pomysł Krasińskiego dla biednych mieszkańców to po prostu małe warsztaty, które dawałyby im zarobek.

"Fabrykacya" jak pisano o produkowaniu guzików, musiała rozpocząć się gdzieś na przełomie zimy i wiosny 1886 roku. Przynajmniej na to wskazuje poniższy fragment "Gazety Warszawskiej" z 19 kwietnia 1886 roku:


Możemy domniemywać, że pomysł na rozwój Kurpiowszczyzny to nie zwykła fanaberia bogatego szlachcica, ale chyba inicjatywa, która w swych początkach miała ambitnie zamiary. Powyższy fragment wskazuje na obecność czeskich instruktorów, którzy mieli uczyć Kurpiów jak wyrabiać guziki, czy spinki. Gazeta "Wiek" również z 19 kwietnia, informując o kadzidlańskich początkach guzikarstwa, rozszerza nieco wiadomości. Dowiadujemy się, że Czesi pracowali z Kurpiami przez trzy tygodnie, w trakcie których młodzi Kurpie ponoć opanowali całkiem nieźle swoje nowe rzemiosło. Guziki miały być tworzone z rogu, kości i masy perłowej. Nad całością prac na miejscu czuwał inżynier Surowicz. Właściwym dyrektorem firmy był jednak delegowany do tej roli przez Krasińskiego, Feliks Gomoliński.

We wrześniu tego samego roku guzikarstwo na Kurpiach rozwijało się już chyba przyzwoicie, skoro wspominana wyżej "Gazeta Warszawska" informowała o 60 czynnych warsztatach. W planach Krasińskiego miało działać 300 warsztatów, co dla okolicznych mieszkańców mogło stanowić nie lada wsparcie finansowe. Wyroby kurpiowskie miały już w listopadzie 1886 roku znaleźć się na jednej z wystaw konfekcji.

Trudno orzec, jak toczyły się dalsze losy "fabrykacyi". Wiadomo, że fabryka guzików w Kadzidle istniała jeszcze w 1892 roku, kiedy proboszcz parafii Goworowo, ks. Antoni Brykczyński publikował w "Biesiadzie Literackiej" artykuł pt. "Wycieczka na Kurpie". Brykczyński stwierdzał z zadowoleniem, że działa kilkaset warsztatów, nawołując jednocześnie do dalszych inwestycji nad rozwojem rzemiosła w tym rolniczym regionie. Korespondent "Kuriera Warszawskiego" natomiast, omawiając sytuację w Ostrołęce i okolicznych wsiach, przy okazji stwierdził, że guzikarstwo na Kurpiach, a także inne gałęzie przemysłu ludowego nie podnoszą znacząco poziomu życia w tych stronach. Efektem była wzmożona emigracja z tych terenów.

Być może iż kres warsztatom guzików w Kadzidle położyła śmierć Krasińskiego 21 kwietnia 1895 roku. Co prawda w testamencie, spisanym tuż przed śmiercią Krasiński przepisał fabrykę jej dyrektorowi Feliksowi Gomolińskiemu i adwokatowi Lucjanowi Wrotnowskiemu, ale o dalszych losach guzikarstwa na Kurpiach autorowi niniejszego tekstu nic nie wiadomo. Być może jednym z powodów zaprzestania działalności zapoczątkowanej przez hrabiego Ludwika była kwestia taryfy celnej. W jednym z artykułów z 1888 roku, anonimowy autor wspominając o wyrobach z Kadzidła, skupia się na ochronie poprzez cła i zwolnienie od opłat dla sprowadzających muszle perłowe z egzotycznych krajów, będące podstawą przemysłu guzikarskiego. Być może jednak problemy związane z kadzidlańskimi warsztatami były jednak bardziej skomplikowane.

"Fabrykacya guzików" okazała się jednak ważnym pomysłem i w XIX-wiecznych dziejach Kurpiowszczyny pomysłem, który nie miał niestety innych naśladowców. Emigracja przed 1914 rokiem jest tego jednym z najważniejszych dowodów.


Bibliografia:

* "Gazeta Warszawska" 1886, 1888.
* "Kurier Warszawski" 1894.
* "Gazeta Świąteczna" 1895.
* Z. Niedziałkowska, "Puszcza Zielona. Bory Ostrołęckie" Warszawa 1981.

Autor: Łukasz Gut

niedziela, 9 listopada 2014

Głód na Kurpiach w 1881 roku w świetle ówczesnej prasy


Głód na Kurpiach z 1881 roku to pozornie jedno z bardziej znanych wydarzeń w kurpiowskiej historii. Warto przyjrzeć się temu jak ówczesna prasa reagowała na klęskę mieszkańców Puszczy i na działania jakie wówczas podjęto, aby pomóc Kurpiom.

Najsłynniejszą relację dotyczącą głodu na Kurpiach zawdzięczamy Bolesławowi Prusowi. Wówczas Prus był dziennikarzem "Kuriera Warszawskiego" i w tej gazecie pisał stałe felietony pod nazwą "kroniki tygodniowej". W jednej z takich kronik z 11 kwietnia 1881 roku zwrócił uwagę na głodujących Kurpiów i z właściwą sobie ironią zachęcał do ofiarowywania datków na mieszkańców okolic Myszyńca. Przyszły autor "Lalki" stwierdzał:


Pisarskie umiejętności musiały pomóc w propagowaniu sprawy kurpiowskiej, co potwierdzają późniejsze wzmianki w samym "Kurierze" o ofiarach pieniężnych na Kurpiów płynących nawet z terenów dzisiejszej Ukrainy. Choć najbardziej znana, to relacja Prusa nie była jedyną w owym czasie, jaką warto przybliżyć. Trzy dni po opisywanej wyżej relacji w tygodniku "Ekonomista" pojawił się obszerny artykuł na temat interesującego nas tematu. Oto według autorów, hrabia Ludwik Krasiński, przejęty losem proszących o jałmużnę Kurpiów, miał ustalić, iż problemy Kurpiów spowodował głównie huragan, wraz z gradem jaki nawiedził tereny Puszczy Zielonej 21 czerwca 1880 roku. Stąd na przednówku 1881 roku brakowało Kurpiom zapasów, a ich tragiczna sytuacja pobudziła ówczesną opinię publiczną do działania.

Z inicjatywy Krasińskiego zawiązał się komitet mający na celu pomóc głodującym Kurpiom, a sam hrabia na wstępie ofiarował 500 rubli. Kwota to była niemała, zważywszy, że w podobnym okresie w takim np. regionie świętokrzyskim można było kupić gospodarstwo 11 hektarowe za... 1000 rubli. Krasiński zatem dał przykład, a problemom ludności powiatu ostrołęckiego wychodził w niedalekiej przyszłości nie tylko poprzez darowizny, ale i za pomocą realnych pomysłów zatrudnienia miejscowej ludności. On to bowiem w 1886 roku zorganizował w Kadzidle fabrykę guzików, która miała dać zatrudnienie Kurpiom.

Nie tylko Krasiński zareagował na wieść o głodujących Kurpiach. O bolączkach ludu pisał na bieżąco "Korespondent Płocki", a tamtejsze środowisko amatorskich muzyków postanowiło urządzić koncert charytatywny, z którego dochód przeznaczony miał być jako pomoc dla mieszkańców Myszyńca, a także Wolkowych i innych miejscowości. Liczbę potrzebujących rodzin szacowano na ponad 600. "Korespondent..." wpływał najwyraźniej na miejscowych czytelników, skoro już 30 kwietnia ofiarę 5 rubli deklarował jeden ze stałych współpracowników czasopisma, zachęcając jednocześnie do aktywności innych Płocczan.

Najwięcej uwagi wśród ówczesnej prasy głodującym Kurpiom poświęcała "Gazeta Świąteczna". Było to pismo skierowane do ludu, założone przez Konrada Prószyńskiego w tym samym roku co omawiane wydarzenia. Prószyński jako zwolennik pracy organicznej i krzewienia oświaty swoim czasopismem dawał znakomitą okazję, aby na bieżąco informować o sytuacji w regionie Ostrołęki. Oto w marcowym wydaniu tygodnika zamieszczono w "Gazecie..." list pisany w imieniu całej społeczności kurpiowskiej, którego autorzy podpisali się jako Puszczanie. List ten w ciekawej formie pokazuje przyczyny klęsk widziane okiem ówczesnych mieszkańców regionu. Owi Puszczanie wskazywali na upadek moralny i ciemnotę panującą wśród ludu, spowodowaną brakiem oświaty w regionie, a to miało prowadzić w konsekwencji do biedy.

Aktywność Krasińskiego, koncerty organizowane w Płocku i w Warszawie, a także ofiary napływające z różnych stron Królestwa Polskiego sprawiły, że według autorów "Gazety Świątecznej" los Kurpiów miał się poprawić w czerwcu 1881 roku. Owa "ciemnota" niektórych mieszkańców Puszczy szokowała co niektórych korespondentów gazety skoro jeden z nich tak pisał o stosunku Kurpiów do pieniędzy, które szły wówczas na Puszczę:


Głód na Kurpiach z 1881 roku to jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w historii Kurpiów. Powtarzające się klęski żywiołowe w kolejnych latach, mało wydajne gospodarstwa, a także brak zajęcia w innych sektorach niż rolnictwo sprawił, że pod koniec XIX wieku na Kurpiach rozpoczęła się masowa emigracja zarówno sezonowa (do Prus), jak i często stała (Stany Zjednoczone). Klęska głodu z 1881 roku nie rokowała dobrze na przyszłość. Wydaje się jednak, że musiała mieć również wpływ na miejscowych chłopów, z których Ci co bardziej światli zakładali na przełomie wieków spółdzielnie, kółka rolnicze itp.

Warto też pamiętać o tym jak pozytywnie zareagowało ówczesne społeczeństwo Mazowsza, ale i nie tylko na dotknięte nędzą tereny. Tym bardziej budzi podziw taka sytuacja w warunkach zaboru rosyjskiego, gdzie np. samo organizowanie składek na Kurpiów wymagało zgody generał-gubernatora warszawskiego.

W tym pobieżnym rzucie oka na to jak przedstawiano sytuację na Kurpiach w kwietniu 1881 roku zasygnalizowałem tylko temat, który właściwie do tej pory nie został rzetelnie opisany, choć przecież jest to jedno z ważniejszych wydarzeń w naszej lokalnej historii.

Bibliografia:

*"Ekonomista" - 16 i 17
*"Kurier Warszawski" - nr 90
*"Korespondent Płocki" - wybrane numery
*"Gazeta Świąteczna" - wybrane numery

Autor: Łukasz Gut

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

O tym jak Kurpie dawniej fajkę palili

Słownik Języka Polskiego podaje, że stereotyp to "uproszczony obraz kogoś lub czegoś, zwykle oparty na częściowo fałszywych sądach, funkcjonujący w świadomości społecznej i niełatwo zmieniający się". Taka definicja wystarczy nam na potrzeby tego wpisu. Zastanówmy się bowiem, czy w kwestii nagminnego palenia tytoniu przez Kurpiów mamy do czynienia ze stereotypem czy prawdą?

Przeglądając Zarysy domowe (1842) Kazimierza Władysława Wójcickiego, natknąłem się na następującą charakterystykę Kurpiów:
"Nigdzie więcej nie palą tytuniu jak tu na puszczy. Kurp nie ruszy się bez fajki, dzieci nawet od lat 12 przejmują ten nałóg."
Czyżby więc nasi przodkowie nawet dzieci narażali na zgubne wpływy nałogu? Opinia Wójcickiego w XIX i XX wieku nie była odosobniona. Jeszcze przed Wójcickim identyczny niemal pogląd wyraził Wincenty Hipolit Gawarecki, którego zdanie przepisał właściwie słowo w słowo cytowany wyżej Wójcicki. W 1903 roku bystry obserwator stosunków międzyludzkich na Kurpiach, Dominik Staszewski, pisał jak to "mężczyźni wszyscy palą bez wyjątku fajeczki, zresztą z tytuniu w gatunku najlichszym". "Fajeczkom" miało towarzyszyć piwo kozicowe. Staszewski podkreślał zresztą, że tytoń wraz z piwem i ubiorami kobiet to jedyne zbytki, na które Kurpie sobie pozwalają.

Ostatnie słowo na temat nałogu palenia na Kurpiach przed II wojną światową wyraził Adam Chętnik. Niestrudzony badacz regionu zapewnia, że od czasu Gawareckiego, a więc lat 30. XIX wieku, niewiele się zmieniło. Nałóg na Kurpiach miał trwać z powodzeniem już od 100 lat. Chętnik w Pożywieniu Kurpiów (1936) opisywał zmienność zwyczajów palących. Pod koniec XIX wieku mieli oni bowiem na Kurpiach palić tylko duże drewniane fajki i "małe kawalerskie fajecki". Podczas I wojny światowej z braku tytoniu mieli ponoć Kurpie palić suszone zielę, w tym m.in. koniczynę i... nać kartoflaną!

W latach 30. XX wieku przy fajkach pozostali starsi, a młodzież lubowała się w papierosach, zakręcanych w papier lub bibułki.  A co z tabaką? Ten sposób na zażywanie tytoniu nie był popularny w naszym regionie. Z Kaszubami namiętnie wciągającymi tabakę byśmy się nie dogadali. Tym bardziej, że wśród mieszkańców Puszczy Zielonej naśmiewano się z zażywających tabakę. Śpiewano:

To Ci kawaler,
Co za pokraka!
Już ci mu z nosa
Ciece tabaka...

Tuż po I wojnie światowej na Kurpiach rozpoczęto nawet uprawę własnego tytoniu, ale państwowe regulacje zmusiły mieszkańców Kurpiowszczyzny do zaniechania tej działalności. W tym miejscu warto dodać, iż w 1922 roku władze II RP ustanowiły na obszarze kraju Polski Monopol Tytoniowy, któremu podlegała produkcja, import i sprzedaż wyrobów tytoniowych. Monopol był dziedzictwem po zaborcach. Funkcjonował bowiem przed 1918 rokiem w Galicji i na terenach zaboru rosyjskiego. Nie dziwią więc kurpiowskie trudności z produkcją tytoniu. A jakie marki mógł palić Kurp, którego stać było na kupno papierosów? Ówczesne nazwy robią wrażenie: "Egipskie Specjalne", "Złota Pani", "Sokoły", "Wanda" i "Aromatica" to marki z lat trzydziestych. Czyż nie brzmiały pięknie?


Wydaje się, że nałóg palenia tytoniu na Kurpiach to nie tylko stereotyp. Uboga ludność uzależniona do tytoniu przemawia do naszej wyobraźni szczególnie wtedy, gdy na starej fotografii czy rycinie ujrzymy tego czy innego Kurpia z fajką, lub papierosem w ustach. Poniżej parę przykładów:

(Kurpie z Dylewa na fotografii z 1890 roku. Fajka w ustach nieodłączna u pana po prawej)


(Kurpiowski bursztyniarz)



(Na rysunku z "Atlasu Geograficznego..." Bazewicza (1907) Kurp "kurzy" fajkę aż miło ;) )


(Na koniec mój faworyt. Zebranie gminne w Dylewie w 1913 roku. Może nie widać zbyt dobrze ale prawie każdy chłop ma w ustach papierosa lub fajkę!)

PS. Na koniec żeby nie było wątpliwości: autor palenia tytoniu nie poleca!

Bibliografia:
  • A. Chętnik, Pożywienie Kurpiów. Jadło i napoje zwykłe, obrzędowe i głodowe, Kraków 1936
  • W. H. Gawarecki, Pamiętnik historyczny płocki, T. II, 1830
  • D. Staszewski, Moralność i umoralnienie Kurpiów, Płock 1903
  • K. W. Wójcicki, Kurpie-Gocie [w:] tenże, Zarysy domowe, T. III, 1842
  • R. Kuzak, Wyzysk pełną gębą! Monopole skarbowe w międzywojennej Polsce, "Ciekawostki historyczne", 14 października 2012

Autor: Łukasz Gut

wtorek, 13 maja 2014

Boże Ciało na Kurpiach w 1937 roku

Strój kurpiowski kojarzymy obecnie głównie ze świętami kościelnymi. Wówczas to w Myszyńcu, Kadzidle, Dylewie, czy w Łysych, widujemy piękne kurpianki, te młodsze w charakterystycznych dla naszego regionu czółkach na głowie. Widok na szczęście jeszcze nam znany, choć jak mówię, szkoda, że najczęściej tylko w święta kościelne. Po Wielkanocy, następnym w kolejności świętem, w czasie którego będziemy mieli przyjemność oglądania tradycyjnie ubranych kurpianek będzie Boże Ciało.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej w tym roku przypada 19 czerwca. W tym miejscu chciałbym przypomnieć o święcie Bożego Ciała szczególnie w dziejach Puszczy Zielonej istotnego. 

Mowa tu o  27 maja 1937 roku.

O szczególnych obchodach, jakie miały mieć wówczas miejsce na Kurpiach pisała m.in. "Gazeta Polska" 19 maja 1937 roku:
("Gazeta Polska" 19.05.1937)
Tak więc oprócz znaczenia religijnego, święto Bożego Ciała miało w 1937 roku także charakter wydarzenia kulturalnego. Samą uroczystość transmitowało radio, co musiało także sprzyjać popularyzacji regionu w Polsce. Na marginesie warto dodać, że święto było także okazją do promowania zwyczajów kurpiowskich, czego wzmianka o odtwarzaniu fragmentów "Wesela na Kurpiach" dowodzi najlepiej.

Obszerną korespondencję z obchodów święta w Myszyńcu przeprowadził na łamach "Ilustrowanego Kuryera Codziennego", jednej z najpoczytniejszych gazet dwudziestolecia międzywojennego, T. Opioła. Artykuł tego dziennikarza znalazł się w numerze z 2 czerwca. Zdobiło ten artykuł poniższe znakomite zdjęcie kurpiowskich dziewczyn:
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-8)
Z korespondencji "IKC" możemy dowiedzieć się paru faktów na temat omawianych uroczystości.

Mszę celebrował i procesji przewodził ówczesny biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski (1874-1948). Uroczystości odbywały się jak zaświadcza korespondent w otoczeniu licznego kleru z wielu parafij kurpiowskich i przedstawicieli władz z p. wojewodą Kirtiklisem, oraz w asystencji wojska, czyli ostrołęckich ułanów, którzy paradowali w mundurach według wzoru z 1831 roku. 

Ponadto oprócz tłumnie przybyłej ludności kurpiowskiej, znalazły się w Myszyńcu liczne wycieczki rozmiłowanej w puszczobach intelingencji, w tem paręset osób licząca wycieczka z Warszawy, którą pociąg popularny dowiózł jeszcze przed zakończeniem procesji. "Kurjer Nowogródzki" pisał nawet, że w owym pociągu popularnym przyjechało 200 Warszawiaków. Imponujący wynik. Dziennikarze tej samej gazety szacowali liczbę osób w Myszyńcu w ów majowy czwartek na nawet 15 000 osób! Nawet jeśli szacunki były przesadzone, wydaje się, że Kurpiowszczyzna musiała być wówczas oblegana niemalże jak nigdy. Skalę uroczystości naświetlają po części fotografie:
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-5)
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-4)
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-2)
Po południu na błoniach za Myszyńcem odbyło się widowisko wesela kurpiowskiego, odtwarzane przez młodzież z katolickich stowarzyszeń działających na terenach parafii kurpiowskich. Tańczono m.in. powolniaka i olendra, a także zorganizowano wyścigi i zawody. Jakie? Autor tego niestety nie wyjaśnił. Całość artykułu zakończył T. Opioła krzepiąco i optymistycznie. Według niego można było twierdzić, iż:
rozpoczyna się wielka i rozsądna odnowa wielkiej tradycji kurpiowskiej w jej nowoczesnem ujęciu, że na północnych rubieżach Rzeczypospolitej zaczyna tryskać nowe źródło polskiej energji (...)

Czy Kurpie okazali się nowym źródłem "polskiej energji"? Być może owe "źródło" można było wykorzystać efektywniej. Jedno wszakże pozostaje wielkim dziedzictwem uroczystości kurpiowskich z 27 maja 1937 roku. Było to chyba najwszechstronniej (i może najpiękniej?) sfotografowane wydarzenie kurpiowskiej historii przed II wojną światową.

______________

Źródła:

  • T. Opioła, Nowe źródło energji polskiej na północnych rubieżach Rzeczypospolitej. Wymowa uroczystości kurpiowskich w Myszyńcu, "Ilustrowany Kuryer Codzienny" 02.06.1937
  • Uroczystości w stolicy Kurpiów, "Dziennik Polski" 28.05.1937
  • Boże Ciało, "Gazeta Polska" 28.05.1937
  • Procesja Bożego Ciała w całej Polsce, "Kurjer Nowogródzki" 28.05.1937
Autor: Łukasz Gut

wtorek, 29 kwietnia 2014

Kurpiowskie kościoły

Kościół rzymskokatolicki stosunkowo późno dotarł na tereny puszczy kurpiowskiej. Rozwój Kościoła na tym terenie związany jest ściśle z Jezuitami, którzy dotarli na tereny puszczańskie w połowie XVII stulecia. Pierwszymi duszpasterzami puszczy byli jezuici, którzy w 1609 roku założyli w nieodległej Łomży własne kolegium. Jezuici na stałe osiedlili się w Myszyńcu ok. 1650 roku. 22 grudnia tegoż roku król Jan Kazimierz nadał wiosce przywilej na organizowanie trzech targów, z których dochody były przeznaczane na utrzymanie nowo zbudowanego kościoła.

Jezuici sprawnie ewangelizowali tutejszą ludność, głosząc naukę Chrystusa nie tylko w samym Myszyńcu, ale także odbywając wyjazdy do innych wiosek, gdzie udzielali sakramentów i odprawiali msze święte. Według W. Jemielitego w 1796 roku naliczono aż 489 takich wyjazdów!

Puszcza na kolejną kurpiowską parafię musiała czekać prawie równo 90 lat. W 1740 roku powstała parafia w Kadzidle w skład której weszło m.in. 15 wiosek z dotychczasowej parafii w Myszyńcu. Chronologicznie następne parafie na terenach puszczańskich, czyli Turośl (1821) i Lipniki (1838) to już XIX wiek. Największa część kurpiowskich parafii powstała już w XX stuleciu,

Warto na tym tle ponad 350 lat obecności Kościoła na terenach Puszczy Zielonej, przypatrzeć się tutejszym świątyniom, które na archiwalnych zdjęciach, tylko zyskują.

Nieistniejący kościół w Myszyńcu - parafia pw. Trójcy Przenajświętszej
Żródło: Adam Chętnik, Puszcza kurpiowska, Warszawa 1913.
Kościół w Kadzidle - parafia pw. Ducha Świętego
Źródło: "Czytelnia dla Wszystkich", R.1, nr 33 (5 sierpnia 1904).

Kościół w miejscowości Łyse - parafia pw.  św. Anny
Żródło: Adam ChętnikPuszcza kurpiowska, Warszawa 1913.

Kościół w Dąbrówce - parafia pw. św. Anny
Żródło: Adam ChętnikPuszcza kurpiowska, Warszawa 1913.

Może któryś z szanownych czytelników ma chęć napisania obszerniejszego artykułu na temat któregoś z kurpiowskich kościołów? Każdy pomysł przyjmę chętnie!

Bibliografia:

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kurpiowskie historie

Witajcie!

Ten blog powstał jako uzupełnienie strony Kurpie - historia i trwanie dostępnej na facebooku. Do bloga skłoniła mnie chęć publikowania tekstów dotyczących historii Kurpiowszczyzny, ilustrowanych fotografiami czy filmami.

Chciałbym aby jak największa liczba czytelników włączyła się do inicjatywy opisywania przeszłości Kurpiów. Jestem otwarty na wszelkie propozycje!