środa, 7 stycznia 2026

Żydzi w Myszyńcu w czasie I wojny światowej (relacja)

Historia I wojny światowej na Kurpiach, chociaż w ostatnich latach coraz lepiej poznawana, nadal wymaga dalszych badań i odkryć źródłowych. Te ostatnie mogą stanowić relacje, takie jak poniższa, znajdująca się w Bibliotece Narodowej Izraela, którą poniżej publikuję w wersji już przetłumaczonej. Relacja ta dotyczy losów Żydów z Myszyńca, Gleby, Obierwi i Dylewa w latach I wojny światowej. Za udostępnienie tego źródła dziękuję rosyjskiemu historykowi Konstantinowi Pakhaliukowi. Za jego przetłumaczenie dziękuję Jackowi Czaplickiemu, autorowi publikacji na temat Wielkiej Wojny i strony „Rowerem wokół Ostrołęki”.

Relacja dotyczy Żydów, a mówiąc precyzyjniej, opisuje represje jakimi rosyjscy oficerowie karali miejscową ludność wyznania mojżeszowego za ich kontakty z Niemcami. Anonimowe, cytowane niżej świadectwo dotyczy sytuacji z początku sierpnia 1914 roku, kiedy trwało wzajemne rozpoznanie sił armii rosyjskiej i niemieckiej na pograniczu.

W tekście dodano w nawiasach kwadratowych komentarze od tłumacza, w tym m.in. daty według nowego stylu.

Zapraszam do lektury.

Grupa chłopców z chederu w Myszyńcu ok. 1915 roku. Zdjęcie przekazała Shoshana Donin z archiwum rodzinnego - projekt Polskie Korzenie w Izraelu/Muzeum POLIN.

 _______________
 
NIEMCY W MIASTECZKU MYSZYNIEC.
(Powiat ostrołęcki, gubernia łomżyńska)

Miejscowość Myszyniec znajduje się 6-7 wiorst od granicy Prusami Wschodnimi. W miejscowości mieszka 300 rodzin żydowskich i około 200 rodzin chrześcijańskich – wyłącznie Polaków. Wszyscy urzędnicy policji, poczty i urzędu skarbowego oraz pracownicy urzędów gminnych są bez wyjątku są Polakami.

25 lipca [od tłumacza - 7 sierpnia 1914 r.] do miasteczka wkroczył rosyjski oddział z jednym oficerem, - towarzyszyło mu kilku ludzi z [6.] Głuchowskiego Pułku Dragonów – i aresztował właściciela browaru w Myszyńcu, sześćdziesięcioletniego starca Jonę Pereca. Oddział zabrał starca do Kadzidła, położonego w połowie drogi między Myszyńcem a Ostrołęką. Jego syn Naftalij, chcąc oszczędzić staremu ojcu ciężkiej podróży pieszo, wynajął wóz woźnicą i pojechał za oddziałem, mając nadzieję, że uda mu się przekonać oficera, aby pozwolił staruszkowi wsiąść na wóz. Oficera dało się przekonać. Po przejechaniu 6-7 wiorst syn postanowił wrócić pieszo do domu w Myszyńcu, pozostawiając wóz do dyspozycji starca aż ten dojedzie do Kadzidła. Oficer, który początkowo zgodził się, zmienił zdanie i kazał synowi jechać razem ze starcem.

- Skoro syn się znalazł, niech też jedzie – postanowili żołnierze, wyraźnie sympatyzując ze swoim przełożonym i zawieźli ich obu do kwatery komendanta, a stamtąd do więzienia w Ostrołęce.

Na podstawie donosu Polaków, starzec został oskarżony o to, że w Dąbrowach (rosyjska wieś przy samej granicy) dostarczał piwo i dawał chleb Niemcom, kiedy pojawiali się w Myszyńcu. Naczelnik żandarmerii w Ostrołęce, po przeprowadzeniu dokładnego dochodzenia, na podstawie zeznań woźnicy Adamczyka (Polaka), który służył u Pereca przez kilka lat, ustalił, że Perec posiada hurtownię piwa we wsi Dąbrowy, zgodnie z zezwoleniem wydanym przez urząd skarbowy guberni Łomżyńskiej, a jego zarządcą w Dąbrowie jest Polak Piotr Bałdyga.

Kiedy Niemcy zajęli pocztę, zauważyli szyld browaru i włamali się do jego pomieszczeń. W jednym z pokoi znaleźli na stole małą bułkę chleba [gwara: bochenek], którą natychmiast zabrali... Piwo w browarze było w beczkach, ale nie było butelek, więc Niemcy nie zabrali piwa, mimo ze grozili Browningiem, by dać im piwo w butelkach.

25 lipca aresztowano Wolfa Brodersona, sprzedawcę w sklepie należącym do browaru braci Teitel z Ostrowi w guberni łomżyńskiej. 23 lipca [5 sierpnia] pojawili się w jego sklepie Niemcy i zażądali piwa, którego oczywiście nie można było im odmówić. Niemcy pili piwo również w gospodach Niewiarowskiego i Lasta (obaj Polacy), ale policja, która wróciła do miasteczka, zostawiła ich w spokoju, ponieważ nikt na nich nie doniósł. W Myszyńcu Niemcy kupowali dużo w sklepie spółdzielczym. Jedną ze sprzedawczyń aresztowano, ale ksiądz pojechał do Kadzidła do komendanta i ją zwolniono. Starszy strażnik ziemski Andrzejczyk powiedział Lasockiemu (Polakowi), że Naftalija Pereca aresztowano bez winy, ale dodał dobrodusznie:

- E, nic, Żyd może posiedzieć w więzieniu.

26 lipca [8 sierpnia] rosyjski oddział powrócił do miasteczka i aresztował rabina Awrahama Goldszlaka, Judela Kaca, jego 17-letniego syna Chaima oraz Polaka Pawła Ksenka. Ten ostatni został zwolniony po kilku dniach.

27 lipca [9 sierpnia] jakiś żołnierz przyniósł od oficera do myszynieckiego podwładnego następującą wiadomość: Wasz rabin zostanie wzięty jako zakładnik. Jeśli ponownie pojawią się pogłoski o rozmowach Żydów z Niemcami, rabin zostanie powieszony.

Notatka oficera wywarła ogromne wrażenie na mieście. Nie wiadomo, czym zawinili obaj Kacowie. Dwóch Polaków wskazało, że Chaim powiedział Niemcom, iż w Myszyńcu niedawno przebywali rosyjscy żołnierze. Sąd polowy w Białymstoku skazał go na karę śmierci, ale ze względu na jego niepełnoletniość karę zamieniono na dożywotnią karę ciężkich robót.

W tym samym czasie aresztowano Henacha Cukrowicza, bogatego kupca, który prowadził interesy z Prusami, za jego rozmowy z Niemcami. Jego wina polegała na tym, że po zniszczeniu przez Niemców całego wyposażenia urzędu gminy, wkroczyli oni do drugiej części domu, gdzie znajdowało się mieszkanie sekretarza gminy Załęskiego. Załęski, który zupełnie nie znał niemieckiego, nie był w stanie wyjaśnić im, że wszystko w tym mieszkaniu jest jego prywatną własnością. Poprosił Cukrowicza, aby wytłumaczył to Niemcom. Strażnik Andrzejczyk poinformował swoich przełożonych i komendanta, że Cukrowicz ma jakieś tajemnice powiązania z Niemcami, od których otrzymał dużo pieniędzy. Przeprowadzono rewizję u Cukrowicza i znaleziono 24 tysiące marek. To wystarczyło, aby uznać go za szpiega.

29 lipca [9 sierpnia] w miasteczku pojawił się oddział rosyjskich żołnierzy i nakazał wszystkim Żydom opuszczenie miasta. Bez ubrań i bielizny oraz bez jedzenia cała żydowska ludność Myszyńca została wygnana do komendantury w Kadzidle. Kobiety i starcy błagali komendanta, aby pozwolił im wrócić do Myszyńca. Komendant był nieugięty i groził, że utopi wszystkie dzieci oraz wyrżnie wszystkich dorosłych.

Delegacja, która udała się do gubernatora, uzyskała zgodę na powrót Żydów do swoich domów w Myszyńcu. Jednak komendant pozostał przy swoim poprzednim zarządzeniu i Żydom z Myszyńca pozwolono jedynie zabrać stamtąd swój dobytek. Podczas nieobecności Żydów całe ich mienie zostało splądrowane. W Myszyńcu pozostali tylko: 95-letni Aron Kac, 90-letni Nochim Fürstenberg, 86-letni Fiszel Ratgofel i jego kulawa 85-letnia ciotka Hana, Aleksander Bursztein z żoną, oboje powyżej 90 lat, oraz jakaś kobieta z sparaliżowanym synem. Wszystkich pozostałych wywieziono do Ostrołęki, zabierając na wozy tylko osoby w podeszłym wieku i chore.

Żołnierze podpalili żydowskie domy w miasteczku, a wszystko, co ocalało przed rabusiami, przepadło w ogniu.

2000 osób pozostało bez domu i błąkało się z jednego miasta do drugiego, nie mając żadnych środków do życia. Wiele miast zostało prawdopodobnie zniszczonych, ale nigdzie, prawdopodobnie, nie potraktowano mieszkańców tak, jak tutaj.

Wkrótce po wygnaniu ludności żydowskiej z miasta zwolniono rabina Goldszlaka.
Kilka dni później aresztowano 66-letniego Mosze Szczawinowicza z miejscowości Turośl[?] w guberni łomżyńskiej. Wzbudził podejrzenia, ponieważ potrafił porozumieć się z Niemcami, gdy pojawili się oni we wsi, gdyż język żydowski jest bardzo podobny do niemieckiego. W związku z podejrzeniami wynikającymi z tych samych okoliczności aresztowano Ajzika [Izaak] i Rostkera, 80-latków z miejscowości Gleba, oraz jeszcze jednego Żyda z miejscowości Obierwia. 25 rodzin zostało wysiedlonych z miejscowości Nadzida [może Kadzidło?], powiat ostrołęcki, gubernia łomżyńska.

Do Dylewa w tym samym powiecie i guberni, przybył oficer z oddziałem kozaków kaukaskich i wygnał ze wsi wszystkich Żydów. Po długich negocjacjach zgodził się za 640 rubli pozostawić ich w spokoju. Kilka godzin później powrócił i nakazał zabić siedemdziesięcioletniego starca Szlojme Ontonera. Następnie oficer natychmiast udał się do Ostrołęki i wysłał pieniądze do domu.

Pieniądze zostały jednak zatrzymane przez śledczego wojskowego, naczelnika straży ziemskiej Kasatkina, i nie dotarły do celu.

Źródło: Narodowa Biblioteka Izraela