piątek, 14 grudnia 2018

Nie obrażajcie się bracia Puszczanie, kiedy was kto Kurpiami nazywa!

Nazwa „Kurp” może tylko wywołać obrazę. Swej nazwy Kurpie się wstydzą i słusznie, skoro chodak, łapeć – wyszedł z użycia.

Powyższe słowa pochodzą z artykułu dziennikarza piszącego dla "Dziennika Białostockiego" w czerwcu 1930 roku[1]. Wielu autorów pisało o tym, jak Kurpie wstydzili się nazwy nadanej im przez sąsiadów, a pochodzącej od obuwia plecionego z łyka. Chociaż nazwa „kurp” na określenie łapci znana jest od XV w., to nieco pogardliwym terminem w wersji „Kurpik”, „Kurpikowie” mieszkańcy ziem nadnarwiańskich zaczęli być określani w XVIII wieku[2]. Dowartościowana przez badaczy, pisarzy i miłośników regionu nazwa „Kurp” zyskała z czasem pozytywną konotację, bo – jak świadczył poeta – „Kurpi ród (...) dzielny lud”[3]. Głos badaczy i pisarzy nie trafiał chyba pod strzechy szybko, skoro według niektórych relacji Kurpie woleli być określani jako Puszczacy lub Puszczanie.

(Kadzidło, 15 kwietnia 1913 r.. Źródło: A. Chętnik - "Puszcza Kurpiowska" 1913.)
Jedno z najciekawszych źródeł przedstawiających niechęć mieszkańców Puszczy do określenia „Kurpie” zamieszczam poniżej. Jest to komentarz do listu, jaki nadesłał do redakcji „Gazety Świątecznej” w 1882 r. Jakób Grabowski, urodzony w Cierpiętach korespondent „Gazety”, autor licznej korespondencji. Do wiadomości o niechęci Kurpiów do przezwiska, które im przypisano, odniosła się redakcja, prawdopodobnie sam Konrad Prószyński, udzielający na łamach każdego numeru licznych odpowiedzi czytelnikom. Co więcej, Prószyński wielu z artykułów, tak jak i omawianego, nie pozostawił podpisanych. Wiemy jednak, że używał pseudonimu „Pisarz Gazety Świątecznej”, a w cytowanym tekście pisał o sobie „Ja, pisarz Gazety”[4]. Kimkolwiek nie byłaby osoba odpisująca na list Grabowskiego, zauważmy, jak pozytywny wydźwięk w opinii przedstawiciela warszawskiej inteligencji II połowy XIX wieku miało słowo „Kurp”. Podobnie Kurpiów doceniali inni, a najsłynniejszym chyba przykładem jest działalność Adama Chętnika, który chciał aby Kurpie odczuwali dumę na myśl o sobie samych. Pisał wszakże: „Niech każdy światły puszczak nie wstydzi się powiedzieć: Kurpiem był mój dziad i ja Kurpiem jestem”[5].

Zapraszam do lektury:
_____________________

Nie obrażajcie się bracia Puszczanie, kiedy was kto Kurpiami nazywa!

Czytelnik Gazety Świątecznej w Krasnosielcu, p. Jakób Grabowski, rozmawiał niedawno z drugim czytelnikiem, p. Walentym Obrębskim, gospodarzem z Baranowa. Aż ten ostatni w rozmowie tak powiedział:

„Przesłychalim się, że w Brodowych Łąkach utrzymują gazety i my więc w latosim roku złożyliśmy się i odbieramy gazetę. Przysłali nam i kalendarz, a co to w tym kalendarzu jest różnoty! Nawet o nas tam jest napisano. Nie ganią oni nas, ale nazywają nas K u r p i a m i. Ja myślałem, że to tylko te wasze szulery nas tak nazywają, a to nawet w pismach tak jest! Zdaje się, że oświecenie w pismach (oświatę) nasz naród poznaje i młodzi się przestrajają już po szlachecku, a w kurpiach nie chodzi nikt, chyba w chodakach – i to tylko w powszedek, – a to wszystko nic nie znaczy! Niżej człeka cenią niźli bydlę, bo kurp upleciony z łyka nie znaczy i za koguta. Takie Warszawiaki powinni nas zwać chłopami puszczanami; nazwa nasza powinna być od miejscowości, a nie od ubóstwa ojców i dziadów naszych”.

Pan Obrębski to powiedział, a pan Grabowski słowa jego spisał i nam przysłał, my zaś powtórzywszy je tu w Gazecie – dajemy tłumaczenie.

Nie gniewajcie się bracia i nie obrażajcie się, kiedy was kto zwie Kurpiami, bo nie ma w tem nic złego. Nietylko w Warszawie, ale i w całym kraju Kurpiami was nazywają, a czynią to nie w żadnej złej myśli, i nie dlatego, żeby was nisko cenili, broń Boże! Przeciwnie, mówią wszędzie, że Kurpie, to lud dobry, poczciwy, pobożny i pracowity; wszędzie was uważają jak najlepiej. Nazwa K u r p i e od dawnych czasów weszła w zwyczaj; nazywają was Kurpiami, choć nie wiedzą nawet często, że wy sami tak nazywacie obuwie z łyka plecione.

A i obuwie z łyka plecione nie jest złe i nie trzeba się go wstydzić. Dawniej w całym kraju naszym wszyscy takie obuwie na nogach nosili. Oto i ojciec królów polskich, Piast, w takiem obuwiu niegdyś chodził; tak samo i pierwszy książę czeski Przemysław.

A choćby ojcowie i dziadowie nasi z ubóstwa tylko obuwie takie nosić mieli, to czyż nam się tego wstydzić? O nie, uchowaj nas Boże! A toć tylu świętych dobrowolnie w ubóstwie żyło, bo wiedzieli, że od ubóstwa prostsza droga do nieba niźli od bogactwa. Toć i sam Pan Jezus w ubóstwie się narodził i żył ubogo. A myżbyśmy się mieli wstydzić tego, że ojcowie nasi w obuwiu z łyka chodzili? O! wyrodne by z nas dzieci były, gdybyśmy się zapierali tego. Myślą też młodzi, że jak się kto aby trochę oświeci, to już powinien zrzucić suknie ojców swojich, a przebrać się po niemiecku, czy tam po szlachecku. O i to nieprawda! Nie wiedzą oni, co to oświata. Można być zupełnie ciemnym, a przebrać się po szlachecku; i można być oświeconym, a nosić ubiór taki, jak ojcowie nosili. A nawet ten ojcowski strój lepiej do nas zawsze przystaje, jakoś w nim człowiek ładniej wygląda. Tak przynajmniej myślę ja, pisarz Gazety – i tak myśli wielu ludzi oświeconych, którym smutno robi się na duszy, kiedy widzą, jak w niektórych okolicach kraju, ciemna młodzież porzuca swój dawny ubiór i przebiera się w kuse niemieckie surduty.

Źródło: „Gazeta Świąteczna” 1882, nr 65, s. 1-2.

_________________

Przypisy:
[1] A. B., W stolicy przaśnego miodu i mleka. Wizyta w dawnej kniei kurpiowskiej, „Dziennik Białostocki”, 1930, nr 164, s. 3.
[2] H. Samsonowicz, Kurpie na mapie Polski, „Zeszyty Naukowe OTN” 1991, z. 5, s. 10.; Por.: Ł. Gut, Kurpiowszczyzna, czyli słowo z historią, <http://kurpie-historia-trwanie.blogspot.com/2018/11/kurpiowszczyzna-czyli-sowo-z-historia.html> [dostęp: 14.12.2018].
[3] M. Morzkowski, Kurpie, „Biblioteka Warszawska”, t. II, 1844, s. 135.
[4] Z. Kmiecik, Redaktor i czytelnicy "Gazety Świątecznej" (1881-1908), „Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” 1973, t. 12, nr 1, s. 10.
[5] A. Chętnik, O Kurpiach, Warszawa 1919, s. 48.

Autor: Łukasz Gut

czwartek, 29 listopada 2018

Krzysztof Augustyniak: Kurpie w powstaniu listopadowym wypadli pozytywnie

Łukasz Gut: Kurpie słynęli jako celni strzelcy, co obrazować miało przysłowie „Strzela jak Kurp”. Czy ich rola w powstaniu listopadowym sprowadzała się tylko do udziału w formacjach strzelców? 

Krzysztof Augustyniak: Oczywiście roli ludności kurpiowskiej nie należy ograniczać jedynie do udziału w formacjach strzeleckich. Kurpie byli co prawda wyłączeni organizacyjnie z Gwardii Ruchomej (stanowiącej rezerwuar sił dla tworzących się oddziałów powstańczych), lecz pełnili m.in. służbę porządkową w ramach Straży Bezpieczeństwa. Można przypuścić także, że część rekrutów formujących pułki 17. i 18. piechoty liniowej była Kurpiami. Wychodząc poza kwestię walki z bronią w ręku, można dodać, że byli oni cennym źródłem informacji dla oddziałów walczących na terenie Kurpiowszczyzny.

Czy da się szacunkowo określić liczbę Kurpiów biorących udział w powstaniu?

Dokładne określenie liczby Kurpiów biorących czynny udział w powstaniu jest niemożliwe ze względu na brak szczegółowych i wiarygodnych danych. Można jedynie próbować oszacować tę liczbę. Z raportów Komisji Województwa Płockiego wynika, że dwa bataliony Kurpiów tworzone na terenie tegoż województwa liczyły 2 tys. ludzi. „Okrągłe” dane budzą jednak spore wątpliwości. Do tej liczby należy doliczyć batalion tworzony w województwie augustowskim oraz rekrutów do nowo tworzonych pułków piechoty liniowej (chociaż teoretycznie nie powinni oni się tam znaleźć, gdyż były one formowane z Gwardii Ruchomej, z której Kurpie byli wyłączeni, jednak w województwie płockim panował w tej kwestii pewien nieporządek). Mielibyśmy zatem już ok. 2 tys. ludzi, może nieco ponad tę granicę do momentu rozpoczęcia działań zbrojnych. Po wkroczeniu Rosjan nie wszyscy jednak ruszyli do walki. Jak wiemy, Kurpie walczyli także w oddziałach Józefa Zaliwskiego i Józefa Godlewskiego, lecz trudno określić, ilu z nich to ludzie „nowi”, a ilu wchodziło w skład wcześniej wymienionych formacji (nie wymieniam tu Franciszka Kochanowskiego, ponieważ jego oddział to jeden ze wspomnianych już wcześniej batalionów kurpiowskich). Podsumowując, ostrożnie szacowałbym liczbę Kurpiów wchodzących w skład różnego rodzaju oddziałów powstańczych na od 2 do 2,5 tys. żołnierzy, oczywiście przy założeniu, że wszyscy wchodzący w skład batalionów Kurpiów byli faktycznie Kurpiami, czego dziś nie jesteśmy w stanie zweryfikować.

(Grafika Friedricha Christopha Dietricha (1779-1847) przedstawiająca "Kurpiki Ostrołęckie" w powstaniu. Datowana na ok. 1831 rok.)

Znane są jakieś przykłady negatywnego stosunku Kurpiów wobec powstania? Jeśli tak, to z czego wynikały?

Odnosząc się do pierwszego pytania, można stwierdzić, że faktycznie przypadki negatywnego nastawienia do powstania zdarzały się. W raporcie Godlewskiego z 15 kwietnia 1831 r. znajdujemy informację, że zasadzka na oficerów rosyjskich przygotowywana przez jeden z podległych mu pododdziałów nie powiodła się, ponieważ „Kurp z Myszyńca” naprowadził kozaków na powstańców czekających w zasadzce. Ponadto po wkroczeniu Rosjan na teren Królestwa Polskiego mieszkańcy terenów obwodu ostrołęckiego nie okazywali posłuszeństwa władzom powstańczym, o czym informował komisarz obwodu. Nie dotyczyło to jednak tylko Kurpiów, lecz ogółu mieszkańców. Można pokusić się o ogólny wniosek, że kiedy na Kurpiowszczyźnie operowały oddziały powstańcze, nawet nieregularne, to postawa ludności była generalnie przychylna. Kiedy jednak mieszkańcy byli pozostawieni sami, wówczas starali się po prostu przetrwać. Podobne prawidłowości zauważyć można na innych terenach Królestwa.

Czy tereny Puszczy Zielonej były obecne w planach wojennych kolejnych władz wojskowych powstania?

Tereny Puszczy Zielonej z racji dużego zalesienia nadawały się doskonale do prowadzenia działań nieregularnych, co zauważył m.in. Ignacy Prądzyński, tworząc plan prowadzenia tzw. „małej wojny”. Koncepcję tę realizowali w praktyce wcześniej wymienieni dowódcy (Godlewski, Kochanowski, Zaliwski). Natomiast nie szukano na terenie Puszczy Zielonej rozstrzygających bitew. Najsłynniejsze starcie w naszym regionie – bitwa pod Ostrołęką z 26 maja 1831 r. – nie było planowane przez dowództwo powstańcze.

Ludność kurpiowska brała udział w bitwie pod Ostrołęką?

Wydaje się, że ludność kurpiowska, wbrew opiniom niektórych regionalistów, nie brała czynnego udziału w bitwie. Wynika to z faktu, że oddziały, w których w tym czasie walczyli Kurpie, po prostu nie uczestniczyły w tym starciu (oddział Zaliwskiego, pułki piechoty tworzone na obszarze województwa płockiego). O udziale takim nie wspominają również najwybitniejsi znawcy tematu: Norbert Kasparek i Wacław Tokarz.

(Grafika Jana Nepomucena Lewickiego pt. "Kurpie" z 1841 r.)

Zauważa Pan jakiś wpływ pamięci o Kurpiach jako doskonałych strzelcach w powoływaniu ich pod broń w 1831 roku? Pamięć historyczna grała tu jakąś rolę?

Rzeczywiście można zauważyć, że już przed rokiem 1831 Kurpie cieszyli się opinią sprawnych strzelców. Opinie takie można znaleźć w źródłach z epoki. To najprawdopodobniej spowodowało, że już na początku grudnia grupa obywateli z ostrołęckiego wystąpiła z inicjatywą stworzenia oddziału złożonego ze strzelców kurpiowskich. Warto przy tym zanotować ciekawostkę, że z raportów z okresu od grudnia 1830 do stycznia 1831 r. wynika, iż oddziały kurpiowskie wcale nie były tak dobrze zaopatrzone w broń palną, jak można by wnioskować z mitu Kurpia-strzelca. Przykładowo w batalionie tworzonym w województwie augustowskim na 420 ludzi strzelb było tylko 94. W batalionie Kochanowskiego formowanym w województwie płockim chyba nie było lepiej, skoro przekazywano na jego rzecz broń zebraną w ramach ofiar dobrowolnych.

Jakby Pan podsumował udział Kurpiów w powstaniu listopadowym? Stanęli na wysokości zadania?

Pomimo pewnych negatywnych przykładów wymienionych wcześniej wydaje się, że postawę Kurpiów jako ogółu należy ocenić pozytywnie. Nie mogli oni samodzielnie odwrócić losów wojny, lecz do batalionów kurpiowskich zgłaszali się generalnie chętnie. W oddziałach Kochanowskiego, Godlewskiego i Zaliwskiego walczyli ofiarnie, a w źródłach z epoki zdecydowanie powszechniejsze są przykłady ich przychylnego stosunku do zrywu. Zatem ogólna ocena jest pozytywna.

Dziękuję za rozmowę.
_____________

Krzysztof Augustyniak - historyk, pracownik Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce, autor prac dotyczących powstania listopadowego. Publikował m.in. w „Zeszytach Naukowych Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego”.

czwartek, 22 listopada 2018

Kurpiowszczyzna, czyli słowo z historią

Tematem niniejszego artykułu jest termin „Kurpiowszczyzna”, używany w odniesieniu do Kurpiowskiej Puszczy Zielonej. Słowo to zadomowiło się w języku jako synonim określenia „Kurpie”, rozumianego jako „wyznaczony geograficznie, etnicznie region”, „część Mazowsza zamieszkana przez Kurpiów; ziemia kurpiowska”[1]. Do zajęcia się tym tematem skłaniają dwie sprawy. Po pierwsze, „Kurpiowszczyzna” znajduje swoje miejsce w licznych publikacjach poświęconych lokalnej historii. Wymieńmy dla przykładu następujące prace:
-Stanisław Pajka, Wpisani w Kurpiowszczyznę i w życie moje, Ostrołęka 2003.
-Stanisława Pajka, Słownik biograficzny Kurpiowszczyzny, Kadzidło 2008.
-Kultura religijna Kurpiowszczyzny, red. M. Ozorowski, Olecko 2004.
-Kurpiowszczyzna. Kultura, Historia, Gospodarka, red. J. Gołota, J. Mironczuk, Ostrołęka 2017.

Po drugie, słowo „Kurpiowszczyzna” wzbudziło przed laty kontrowersje, a w sprawie jego używania zabrała głos nawet Rada Języka Polskiego. Przyjrzyjmy się określeniu, które według korespondenta Rady miało być związane z latami po II wojnie światowej. Według anonimowego autora listu opublikowanego na stronie internetowej Rady Języka Polskiego, etymologię słowa Kurpiowszczyzna należy wiązać z następującymi faktami:

„Jeszcze w okresie międzywojennym „puszczaki” powszechnie wstydzili się tego, że są Kurpiami, swoje pochodzenie skrzętnie ukrywali, a określenie „Kurp” traktowali jako obraźliwe. Takiego stosunku do tego słowa nie mieli już jednak przedwojenni badacze regionu. W literaturze, jaką po sobie zostawili, znaleźć można jednak jedynie określenie „kurpie” – nigdy jednak „kurpiowszczyzna”. Po II Wojnie Światowej, wraz z masową migracją ze wsi do miast (w przypadku Kurpi głównie Ostrołęki), zaczęła zmieniać się mentalność tych ludzi i wkrótce powstał problem ich tożsamości i sięgania do korzeni. Wtedy powstało określenie „kurpiowszczyzna”. W brzmieniu miało coś z „kurpi”, a jednocześnie nie miało w odczuciu mieszkańców odcienia negatywnego. Nie za bardzo było wiadomo, co to jest „Kurpiowszczyzna”[2].

W odpowiedzi autorowi, prof. Aleksandra Cieślikowa przyznała, że trudno jej podać chronologię, kiedy w obiegu pojawiła się nazwa „Kurpiowszczyzna”. Jak jednak stwierdziła: „Kurpie i Kurpiowszczyzna są synonimami i określają region, stąd wielka litera. Sądzę, że Kurpiowszczyzna została utworzona, aby zróżnicować: Kurpie ‘mieszkańcy’ i Kurpie ‘teren, region’. Słowotwórczo nie różni się od Kielecczyzny, Lubelszczyzny, Białostocczyzny itp.”[3].

Używanie określenia „Kurpiowszczyzna” wydaje się więc jak najbardziej poprawne. Co jednak z chronologią? Czy autor cytowanego listu ma rację, pisząc, iż przedwojenni badacze regionu nie używali nazwy „Kurpiowszczyzna”?

(Fragment strony tytułowej powieści Kazimierza W. Wójcickiego)
Kurpiki i Kurpie

Określenie „Kurpie” pojawia się na stałe w XIX wieku. W XVIII stuleciu źródła notują „Kurpików”. „Swawolni i do rebellij skłonni Kurpikowie” to zapis z lat trzydziestych, kiedy Kurpie bili się w czasie konfederacji dzikowskiej po stronie Stanisława Leszczyńskiego, a przeciwko Rosjanom i Sasom, a więc wojskom popierającym Augusta III[4]. Z 1735 r. posiadamy relację, według której trudna sytuacja Kurpiów polegała na brakach w żywności. „Alimentu u Kurpikow już nie staie” – podaje raport z walk przeciw Rosjanom[5]. Słynny pamiętnikarz ks. Jędrzej Kitowicz opowiadał, jak niejaki Dzierzanowski „zjawił się w Polsce i zbierał konfederacyą w zielonej puszczy, sławnym kraju kurpików (…)”, a o samych Kurpiach pisał: „Kurpikowie, lud prosty (…)”[6]. Jeszcze Samuel Bogumił Linde w Słowniku języka polskiego, choć wydanym w XIX wieku, ale zawierającym materiał leksykalny z okresu wcześniejszego, opisał hasło „Kurp” odnośnie do obuwia, jak i wyrażenie „Kurpik”, tłumacząc: „W ziemiach Ciechanowskiey i Łomżyńskiey są osady pod nazwiskiem Kurpików Bast-schuh-bauern, bardzo ćwiczone w strzelaniu”[7].

W XIX wieku, mimo, że nazwa „Kurpik” nadal pozostaje w użyciu, zaczyna powoli być wypierana w druku przez określenie „Kurpie”, oznaczające zarówno sam region kurpiowski, jak i jego mieszkańców. Kazimierz Władysław Wójcicki w 1830 r.zamieścił w czasopiśmie „Ziemomysł” artykuł pt. O Kurpiach, w którym być może jako pierwszy zanotował powiedzenie „Strzela jak Kurp”[8]. Z kolei w 1834 r. napisał powieść pt. Kurpie. Już nie tylko na „Kurpików”, ale i na „Kurpiów” natrafiamy czytając prasę z okresu powstania listopadowego[9]. W drugiej połowie XIX wieku to „Kurpie” stają się nazwą dominującą na określenie mieszkańców puszczy, a także samego regionu. Jeśli chodzi o region, posługiwano się również określeniami takimi jak „Puszcza Myszyniecka”, „Puszcza Kurpiowska”, „Ziemia Kurpiów”, „Puszcza Zielona” czy „Puszcza Szkwańska”[10].


(Prawa, Konstytucye y Przywileie Królewstwa Polskiego, y Wielkiego Xięstwa..., Warszawa 1739)
Kurpiowszczyzna

W przypadku odpowiedzi na pytanie, kiedy dane słowo pojawiło się po raz pierwszy w użyciu, ryzykujemy pomyłkę. Podejmijmy jednak to ryzyko. Pierwsze poświadczone wystąpienie słowa „Kurpiowszczyzna” udało się odnaleźć w publikacji z 1892 roku i to nie byle jakiej. Ludwik Krzywicki w rozprawie Kurpie, drukowanej na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zamieścił następujące zdanie: „Nazwy, właściwe wodom i bagnom Kurpiowszczyzny, wciąż tam występują w podobnem użyciu, natura gruntów jest równie ta sama”[11]. W kolejnych latach, o ile nam wiadomo, słowo „Kurpiowszczyzna” nie zagościło na stałe w dostępnych publikacjach. Dopiero w latach 20., a szczególnie 30. XX wieku znajdujemy większą liczbę artykułów, w których pada interesujące nas sformułowanie. Zaczyna posługiwać się nim prasa, zarówno lokalna, jak i ogólnopolska[12]. O Kurpiowszczyźnie pisał m.in. jeden z recenzentów Wesela na Kurpiach ks. Władysława Skierkowskiego[13]. „Kurpiowszczyzna” stała się pojęciem, którego używali też badacze regionu, m.in. Adam Chętnik i Franciszek Piaścik[14].

Podsumowując, należy stwierdzić, że termin „Kurpiowszczyzna” ma dość długą historię, a jego rozpowszechnienie można zauważyć już w latach międzywojennych. Po wojnie nastąpiła dalsza popularyzacja tego określenia, ktore na stałe zadomowiło się nie tylko wśród prac historycznych. 

____________

Przypisy:
[1] E. Sobol, Popularny słownik języka polskiego PWN, Warszawa 2001, s. 393.
[3] Ibidem.
[4]Wiesław Majewski, Puszcza Zielona ostatnią ostoją Dzikowian, "Zeszyty Naukowe OTN", T. 1, 1987, s. 12-27.
[5] „Gazety Polskie”, 1735, nr 72.
[6] J. Kitowicz, Pamiętniki do panowania Augusta III i Stanisława Augusta, wyd. A. Woykowski, Poznań 1840, s. 120.
[7] S. B. Linde, Słownik Języka Polskiego, T. 1, cz. 2, Warszawa 1808, s. 1190.
[8] K. W. Wójcicki, O Kurpiach, „Ziemomysł”, 1830, t. 3, nr 18, s. 173.
[9] „Goniec Krakowski”, 1830, nr 174, s. 1421.
[10] M. Samsel, Kurpie, Kurpiowszczyzna czy Puszcza Zielona?
„Pracownia”, 2001, nr 4, s. 105.
[11] L. Krzywicki, Kurpie, „Biblioteka Warszawska” 1892, t. 3, s.
[12] Np. „Przegląd Ostrołęcki”, 1936, nr 9, s. 4-5; „Dzień Dobry”, 1939, nr 31, s. 7.
[13]S. Klaczyński, Wesele na Kurpiach, 
„Kurier Wileński”, 1928, nr 226, s. 7.
[14] A. Chętnik, Jak ginie dawna Kurpiowszczyzna, Nowogród 1935.; F. Piaścik, Osadnictwo w Puszczy Kurpiowskiej, Warszawa 1939, s. 11.

Autor: Łukasz Gut

czwartek, 4 października 2018

Stach Konwa w oczach Adama Chętnika

Wśród pisarzy i działaczy społecznych związanych z Kurpiami, to właśnie Adam Chętnik w dwudziestoleciu międzywojennym zrobił dla Kurpiów najwięcej. Szerokość zainteresowań twórcy Muzeum Kurpiowskiego w Nowogrodzie i niezwykła płodność pisarska sprawiły, że Chętnikowi warto przyjrzeć się jako postaci szczególnie ważnej w kontekście upamiętnienia Stacha Konwy w latach 1918-1939. 

Stasiek Konwa, chłop chwacki

Warto pamiętać, że pierwsze prace drukowane w czasopismach, których autorem jest Chętnik pochodzą już z 1909 roku[1]. W artykule opublikowanym w „Zorzy” w 1911 roku czytamy o tym jak ludowy bohater „zginął z ręki szwedzkiej”[2]. Konwa w twórczości Chętnika znalazł się nawet jako temat jego poezji. Utwór Gawęda kurpiowska zawiera m.in. takie oto fragmenty:
„Wtedy wsławił się w Puszczy
Stasiek Konwa, chłop chwacki;
w Myszynieckich żył borach,
a był młody, junacki;
oj, ten strzelał siarczyście,
że aż, miły mój Boże!
Cała Puszcza go znała
w każdej wiosce i borze”[3].

(Adam Chętnik. Fotografia portretowa. źródło: Wikipedia)
Dwa lata później w pierwszej książce własnego autorstwa pt. Puszcza Kurpiowska poświęcił fragment legendarnemu „Kurpikowi”. Zasadniczo nie rozwinął wówczas szerzej wiadomości o Stachu Konwie, powtarzając znane informacje przekazane przez Wiktora Czajewskiego i Adama Zakrzewskiego. Nie to jednak jest istotne dla naszych rozważań, ale raczej ważniejszy jest stosunek Chętnika do sławnego przywódcy. Wydaje się bowiem, że już wówczas był świadom jak istotną rolę patriotyczną może odegrać pamięć o Konwie. Pisał bowiem: „Być może, że z czasem, kiedy lud puszczański dojrzeje, kiedy pozna naukę i swoją historyę, swoją przeszłość, może lud ten nie zapomni i o Konwie. Może postawi mu w lesie pomnik, może zbuduje kopiec, któryby wskazywał, że lud puszczański kocha swój kraj i czci pamięć zmarłych bohaterów”[4]. Znany badacz przeszłości kurpiowskiej był więc najprawdopodobniej już przed I wojną światową przekonany, iż Stach Konwa może uosabiać umiłowanie ojczyzny przez Kurpiów. Ponadto, już w cytowanym fragmencie można odnaleźć myśl o uczczeniu pamięci bohatera za pomocą pomnika. Choć o mogile Konwy pisał już Kazimierz Władysław Wójcicki[5], próbowano podawać nawet jej dokładną lokalizację[6], to chyba nie satysfakcjonowało to Chętnika, wspominającego, jakoby „mogiły tej wobec zatracenia śladów trudno jest odszukać i oznaczyć trwałą pamiątką”[7].

W warunkach odrodzonej Polski Chętnik nie przestał odwoływać się do postaci Stacha Konwy. Oto np. w pracy pt. O Kurpiach z 1919 roku rozwija wątek dzielności Konwy i jego bohaterskiej postawy nawet w obliczu śmierci przez powieszenie[8]. W tejże książce znajdziemy także często przytaczane zdanie z twórczości Chętnika, w którym znalazło się miejsce dla Stacha Konwy. Miłośnik kultury kurpiowskiej pisał: „Chciałbym widzieć Kurpiów, jako światłych, mądrych i dzielnych obywateli puszczy i Polski, godnych spadkobierców „praw bartnych” i Stacha Konwy (…)”[9]. Podobne, często niemal identyczne informacje powielane przez twórcę kurpiowskiego skansenu można odnaleźć w jego licznych książkach i artykułach z lat międzywojennych. 

Pomnik w lesie jednaczewskim

Chętnik nie zapomniał po I wojnie światowej o Konwie w swych książkach, ale także nie zapomniał o uczczeniu go w bardziej materialny sposób. Po odzyskaniu niepodległości twórca Muzeum Kurpiowskiego postanowił doprowadzić do realizacji wzmiankowaną myśl z Puszczy Kurpiowskiej. W 1921 roku zwracał się, być może osobiście na łamach prowadzonego przez siebie „Gościa Puszczańskiego”, o nadsyłanie pieniędzy do redakcji na budowę planowanego pomnika poświęconego pamięci „rycerza w sukmanie”[10]. Podkreślano kurpiowski charakter zarówno samych uroczystości jak i przyszłego pomnika. Na łamach „Gościa…” akcentowano chociażby fakt, że plan pomnika wykonać ma Rudolf Macura: „nasz prawdziwie kurpiowski architekt z Ostrołęki”[11]. Adam Chętnik wiązał chyba także nadzieje na budowę pomnika z ofiarnością mieszkańców Łomży. W kwietniu 1922 roku ukazał się w „Gazecie Łomżyńskiej” artykuł informujący o pierwszych ofiarach pieniężnych na rzecz mogiły[12]. Nadzieje Chętnika związane z hojnością łomżyniaków nie były chyba bezpodstawne, skoro jeszcze przed I wojną światową Łomża stała się ośrodkiem, w którym szczególnie zwracano uwagę na pamięć o Stachu Konwie[13]. W niepodległej Polsce mieszkańcy nadnarwiańskiego miasta dali świadectwo tego, jak istotną postacią dla nich jest ów słynny Kurp. Już w 1920 roku nadano ówczesnej ulicy Wasilewskiej imię Stacha Konwy[14].
(Pomnik Stacha Konwy. Źródło: "Turysta w Polsce" 1936, nr 6)
Uroczystości odsłonięcia drewnianego obelisku upamiętniającego Konwę odbyły się 25 czerwca 1922 roku w lesie jednaczewskim. Podstawowym źródłem wiedzy o omawianych uroczystościach jest książka Chętnika o wymownym tytule: Stach Konwa. Bohater kurpiowski, wielki patriota ziemi łomżyńskiej, pogromca Szwedów, Sasów i Moskali[15]. Pozycja ta wyszła jeszcze w 1922 roku jako pierwszy tom w ramach serii „Biblioteczka Pogranicza Prus Wschodnich”[16]. Adam Chętnik oceniał liczbę zebranych na dziesięć tysięcy osób. W obchodach wzięli udział mieszkańcy czterech powiatów: łomżyńskiego, ostrołęckiego, kolneńskiego i przasnyskiego, a ponadto delegacje z dalszych miejscowości, w tym nawet z Warszawy. Dopisali oczywiście Kurpie z najbliższych okolic Jednaczewa. Całą liczbę zebranych 25 czerwca 1922 roku autor Chaty kurpiowskiej szacował na dziesięć tysięcy osób, a wśród tego tłumu znalazło się także pięciu Mazurów, o czym skrupulatnie wspominano w relacjach pisanych ręką Chętnika. To ostatnie nie dziwi, gdy przypomnimy sobie ówczesne zaangażowanie etnografa w działalność na rzecz polskości Mazur[17]. Mimo licznie zgromadzonej rzeszy ludzi, obyło się bez ekscesów, co z satysfakcją odnotował anonimowy korespondent czasopisma krajoznawczego „Ziemia” (być może sam Adam Chętnik)[18].

Uroczystość zorganizowana głównie z inicjatywy Chętnika miała wyraźnie patriotyczny charakter. Rozpoczęła się mszą św. pod przewodnictwem ks. Piotra Krysiaka z miejscowości Kuzie. Ks. Krysiak wygłosił podczas mszy homilię, w której podkreślał znaczenie katolicyzmu i puszczy co, jak twierdził, stanowiło „dla kurpików owych czasów dwie największe wartości, za które walczyć i umierać zawsze byli gotowi”[19]. Również i samego Konwę miało do walki przeciw najeźdźcom pchać przywiązanie do małej ojczyzny (puszczy) i do katolicyzmu. Konwa według ks. Krysiaka stanowił wzór tego, jaką przyjąć postawę w rzeczywistości niepodległej już Rzeczypospolitej[20]. Oprócz Chętnika i ks. Krysiaka przemawiali też posłowie Jan Zamorski, Jan Załuska i Adam Mieczkowski, wszyscy związani z obozem narodowym. Pomnik Stacha Konwy miał być według zamierzeń regularnie odwiedzany. Jak zapisano w „Gazecie Łomżyńskiej”: „Postanowiono w obliczu Stacha Konwy, że co rok w pierwszą niedzielę po św. Janie lud Puszczy zbierać się będzie w lesie Jednaczewskim, przy pomniku na swoje święto, święto prastarej Puszczy”[21]. Pomnik stał się również obowiązkowym punktem wycieczek organizowanych przez Polskie Towarzystwo Krajoznawcze, w którym działał przecież Chętnik, prezes Oddziału Kurpiowskiego PTK w Nowogrodzie[22].

Istotną rolę w kreowaniu pamięci o Konwie odgrywał, rzecz jasna, sam pomnik. Zaprojektowana przez Rudolfa Macurę mogiła, wykonana ze starej barci „w stylu miejscowym” posiadała wnękę, w której znajdowała się rzeźba przedstawiająca Chrystusa frasobliwego. Po bokach pomnika znajdowały się wyrzeźbione kurpiowskie wycinanki, malowane na kolor niebieski. Z przodu wyryto napis: „Tu spoczywa bohater kurpiowski Stach Konwa, zginął śmiercią chwalebną w r. 1733”[23]. Łączono więc umiejętnie treści religijne z wątkami kurpiowskimi.

Po 1922 roku, kiedy Adam Chętnik zajął się innymi sprawami, m.in. tworzonym przez siebie Muzeum Kurpiowskim, kładł nieco mniejszy nacisk na postać Stacha Konwy, co nie znaczy, że o kurpiowskim bohaterze przestał zupełnie wspominać. W 1924 roku wydał publikację pt. Kurpie, w której oczywiście nie mogło zabraknąć opisu potyczek Konwy. Autor przypomniał o uroczystości odsłonięcia pomnika i dołączył jego fotografię[24]. W Krótkim przewodniku po Kurpiach (1932) przytoczył m.in. fragment pieśni o Konwie, a wśród pamiątek historycznych Kurpiowszczyzny, godnych zwiedzania, wymieniał pomnik w lesie jednaczewskim[25]. O Konwie wspominał  w publikacji pt. Mazurskim szlakiem, wydanej w 1939 roku, skupiając się na udziale Mazurów w poświęceniu pomnika[26].

(Odsłonięcie pomnika. Źródło: "Ziemia" 1922, nr 7)
Konwa i Kopański Most

Przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego Adam Chętnik w swych książkach i artykułach podkreślał pozycję Stacha Konwy na tle przeszłości regionu. Analiza wybranych przykładów bogatej twórczości znanego etnografa, skłania do wniosku, iż widział on starcia Konwy jako jeden z najważniejszych epizodów kurpiowskiej historii. Oprócz bitwy pod Jednaczewem, do kanonu lokalnych dziejów można by zaliczyć według Chętnika bitwę pod Kopańskim Mostem z 1708 roku, walki Kurpiów w powstaniu kościuszkowskim, w 1809 roku w wojnie z Austrią, w powstaniu listopadowym i styczniowym, a także w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. Opierając się na niewielkiej podstawie źródłowej i korzystając obficie z legend i opowieści miał Chętnik niebagatelne zasługi w upowszechnieniu legendy Kurpiów, jako zawsze patriotycznych mieszkańców, gotowych stanąć do walki w obronie ojczyzny[27]. W dziele popularyzacji postaci Stacha Konwy, rola Adama Chętnika jest również doniosła.
_______________

Przypisy:
 
[1] „Zorza” 1909, nr 1, s. 3.; Por. K. Braun, Prace Adama Chętnika drukowane w czasopismach w latach 1910-1981 [w:] Adam Chętnik a współczesne badania kultury wsi kurpiowskiej, Warszawa 1988, s. 285.
[2] A. Chętnik, Z puszczy kurpiowskiej, „Zorza”, 1911, nr 9, s. 170.
[3] Idem, Gawęda kurpiowska, „Gazeta Świąteczna” 1912, nr 1615, s. 4.
[4] Idem, Puszcza Kurpiowska, Warszawa 1913, s. 58.
[5] K. W. Wójcicki, Kurpie [w:] Encyklopedia Powszechna, T. 16, Warszawa 1864, s. 503.
[6] F. Stopa, Stach Konwa – polski Tell, „Wspólna Praca”, 1910, nr 2, s. 5.
[7] A. Chętnik, Z puszczy kurpiowskiej, s. 170.
[8] Idem, O Kurpiach, Warszawa 1919, s.20-21.
[9] Ibidem, s. 48.
[10] „Gość Puszczański” 1921, nr 7, s. 1.
[11] „Gość Puszczański” 1921, nr 9, s. 1.
[12] „Gazeta Łomżyńska” 1922, nr 16, s. 4-5.
[13] W. Woźniak, Mit wolnego Kurpia w literaturze, Ostrołęka 1984, s. 8.
[14] A. Pańkowska, Regionalni patroni łomżyńskich ulic, „Studia Łomżyńskie” , T. 15, 2004, s. 296.
[15] A. Chętnik, Stach Konwa. Bohater kurpiowski, wielki patriota ziemi łomżyńskiej, pogromca Szwedów, Sasów i Moskali, Nowogród 1922.
[16] M. Pokropek, Adam Chętnik badacz Kurpiowszczyzny, Ostrołęka 1992, s. 27.
[17] A. Chętnik, Stach Konwa, s. 21.; M. Nowotka, Pogranicze kurpiowsko-mazurskie w pracach i działalności Adama Chętnika, „Zeszyty Naukowe OTN”, T. 7, 1993, s. 52-56.
[18] „Ziemia. Miesięcznik Krajoznawczy Ilustrowany”, R. 2, nr 7, lipiec 1922, s. 251.
[19] A. Chętnik, Stach Konwa, s. 24.; Przemówienie ks. Krysiaka zostało również wydrukowane w „Gazecie Łomżyńskiej” (nr 26 i 27 z 1922 roku).
[20] A. Chętnik, Stach Konwa, s. 24, 32.
[21] M. W., Poświęcenie pomnika St. Konwy, „Gazeta Łomżyńska”, 1922, nr 28, s. 5.
[22] „Kurier Warszawski” 1928, nr 192, s. 3.
[23] A. Chętnik, Stach Konwa, s. 16-18.; Wiesław Majewski przesuwał datę możliwych walk Konwy na lata 1734-1735. Por. W. Majewski, Konwa Stach (Stanisław) [w:] Polski słownik biograficzny, t. XIII, 1967-1968, s. 609-610.
[24] A. Chętnik, Kurpie, Kraków 1924, s. 38-42.
[25] Idem, Krótki przewodnik po Kurpiach, Warszawa 1932, s. 15, 30.

[26] Idem, Mazurskim szlakiem, Łomża 1939, s. 74-77.
[27] J. Kijowski, Historia Puszczy Zielonej w pracach Adama Chętnika, „Zeszyty Naukowe OTN”, T. 7, s. 18-21.

Autor: Łukasz Gut

sobota, 15 września 2018

„Mięsa Kurp nie widzi, chyba na święta...”. Mięso na Kurpiach w XIX i XX wieku

Nie wiadomo czym żywili się Kurpie w początkach stałego osadnictwa w Puszczy, czyli w XVI/XVII wieku, ale można się domyślać, że sporą rolę odgrywało łowiectwo. A skoro łowiectwo, to pokarm zwierzęcy bez wątpienia musiał gościć na stołach bartników, smolarzy, czy strzelców. Jędrzej Święcicki w najstarszym opisie Mazowsza pisał o zwierzynie w Puszczy Zagajnicy: „Poi ona różnego rodzaju zwierzęta, a więc: jelenie, żubry, łosie, tarpany i leśne dziki. (…) Wiele też jest tu ptaków jarząbków, które po łacinie nazywają się Attagenae. Ten rodzaj leśnych ptasząt, polecany ze względu na delikatność mięsa i jego barwę, bywa podawany jedynie na stołach pańskich”.

(Kuchnia drwali lub smolarzy, spotykana w lasach przez Adama Chętnika jeszcze w latach 1916-1918. Fot. z "Pożywienia Kurpiów")
W Polsce XVII i XVIII wieku wielka liczba postów, przekraczająca nawet 100 dni, a do tego znacznie bardziej rygorystycznych niż dzisiaj (np. nie jedzono w czasie postu nabiału), sprawiała, że duże znaczenie w kuchni miały ryby. Musimy wziąć to pod uwagę, gdy myślimy o dawnej kuchni, nie tylko kurpiowskiej. Jeśli Kurp polował na grubego zwierza, to jakie potrawy mógł przyrządzać? Nie sposób na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ pierwsza książka kucharska dotycząca kuchni myśliwskiej pochodzi z 1823 roku, ale jej autor Jan Szyttler był kucharzem, który przenosił na grunt polski elementy wyrafinowanej kuchni francuskiej. Domyślamy się, że w kuchni Kurpiów w XVII/XVIII wieku jeśli mięso, szczególnie dziczyzna, występowało częściej niż w późniejszych czasach, to nie były to potrawy specjalnie skomplikowane. Nie możemy oczywiście z powodu braku jakichkolwiek przekazów wykluczyć, że ktoś na Kurpiach próbował takich smakołyków jak wymienione u Szyttlera „mózgi łosie”, czy „kotlety na prędce z dzikich warchlaków”.

Cokolwiek pewnego o kuchni kurpiowskiej możemy powiedzieć dopiero dla XIX wieku i to dla drugiej jego połowy. Puszcza wówczas stopniowo malała, a Kurpie z „leśnych ludzi” przekształcali się w rolników, którzy na ubogich ziemiach, zwanych przez nich samych „psiachami” zajmowali się m.in. hodowlą. Ale i tu jest problem, bo mięso nie było wówczas podstawą wyżywienia. Fundamentem były potrawy zbożowe, a dużą rolę nadal odgrywały ryby. Z czasem coraz większe znaczenie zyskiwały ziemniaki, a Kurp-rolnik na mięso nie mógł sobie zbyt często pozwolić. Wiktor Czajewski w 1881 roku pisał o kuchni współczesnych sobie mieszkańców regionu: „Życie Kurpiów jest więcej niż skromne. Jada on zwykle kapustę i kartofle, lub barszcz; potrzeba już domu zamożnego, aby w nim znaleźć kawałek czarnego chleba. O mięsie nie ma co mówić. Jada je Kurp trzy razy na rok, podczas świąt uroczystych”. 

(Jan Szyttler, Kuchnia myśliwska, czyli na łowach, Wilno 1845)
Oskar Kolberg dodawał, że Kurpie jeśli już czasami jedzą wieprzowinę, to nigdy z własnej hodowli, bo ta ostatnia była przeznaczona na sprzedaż. Wśród ulubionych potraw kurpiowskich wymieniał m.in. kapustę ze słoniną. 

W dwudziestoleciu międzywojennym mięsa na Kurpiach spożywano być może mniej niż wcześniej. Wytrzebiona niemal doszczętnie w czasie I wojny światowej puszcza nie mogła być już schronieniem dla zwierzyny. Chętnik poświadczał jedynie dzikie ptactwo i zające. Stąd mięso jakim żywili się Kurpie, pochodziło prawie wyłącznie z hodowli domowej. Wyczerpujący opis spożywanych rodzajów mięsa i sposobów jego przyrządzania podał wybitny badacz Kurpiowszczyzny. Warto przypomnieć obszerne, szczegółowe fragmenty pracy Adama Chętnika pt. Pożywienie Kurpiów

Wieprzowina używana jest powszechnie, co prawda nie we wszystkich gospodarstwach, gdyż biedniejszych stać na mięso zaledwie w święta doroczne, uroczystości itp. Częściej używają słoniny i sadła, jako okrasy. (…) Wieprze biją gospodarze bogatsi przede wszystkim wtedy, gdy te są tanie, i sprzedaż ich niezbyt się opłaca. Kłują je długim nożem w serce (pod łopatkę), zbierając starannie krew („juskę”) w misy, podstawiane przez gospodynie. Poza tym parzą wieprza ukropem w korycie, oczyszczają ze szczeciny, osmalają nad słomianym ogniem, patroszą i ćwiartują. Specjalnego rozbierania mięsa na poszczególne gatunki i cząstki użytkowe nie ma. Jest słonina, sadło, mięso i podroby.

Słoniną i sadłem, świeżym lub posolonym i obsuszanym, kraszą po usmażeniu („uskwarzeniu”) wszystkie potrawy, a najwięcej kartofle, kasze, groch i kluski. Duże skwarki w kartoflach lub kaszy nazywają „burśtynem” lub „śwedami” (od Szwedów).

Mięsiwo spożywają tylko po ugotowaniu lub upieczeniu. Gotują je najczęściej razem z kapustą lub w burakach, czasem w krupniku jęczmiennym, lecz – nie wszędzie, tylko we wsiach bliżej miast położonych. 

Czerninę („sary barsc”) gotują z zebranej przy biciu wieprza krwi, którą jednocześnie solą i mieszają, ażeby się nie zsiadła. „Szary barszcz” przygotowują z części juszki, większość zostawiając do kiszek kaszanych. Gotującą się czerninę zaprawiają octem na „barsc”, dodając różnych tłustych skrawków ode łba i podróbek oraz całą śledzionę. Czerniną nalewają kartofle, gotowane na cało. 

Barszcz z „letkiej wątroby”. Wątrobą „letką” nazywają na Kurpiach płuca zwierzęce (czy ludzie) dla odróżnienia od „ciężkiej” wątroby, którym to mianem określają właściwą wątrobę. Płuca krają na kawałki wraz z gardzielą („dutkami”), gotują i zupę taką zakwaszają octem, kwasem kapuścianym lub innym. Podają do kartofli. 

Kiełbasy wyrabiają od dawna sposobem takim, jak i wszędzie. Siekają mięso na drobne kawałki, dodają trochę słoniny z zielem angielskim i mieszaniną tą nadziewają oczyszczone jelita wieprzowe. Potem gotują je w kotłach i obsuszają w kominie, albo też obsuszają i na pół wędzą bez gotowania. 

Kiszki znane są w kilku odmianach. Do wyrobu ich używają kaszy gryczanej lub z braku tej, jęczmiennej. Kaszę mieszają z juszką, dodają ziela angielskiego, kładą do tego posiekane na drobno kawałki wątroby, słoniny i tłuste skrawki mięsa. Mieszaniną tą nadziewają jelita cienkie i wszystkie grubsze oraz żołądek. Kiszki gotują w kotłach i wykładają na kopańki drewniane, żeby ostygły. Jedzą na zimno, jako przekąskę, oraz odsmażaną na okrasie, co już jest przysmakiem na uroczystościach. Grubą kiszkę wieprzową z kaszą nazywają Kurpie kątnicą, napchany zaś tą masą kaszaną żołądek świński nazywa się kędziuk. 

Kiszki z kaszy jaglanej. Cienkie jelita z prosięcia lub cielaka, napychają kaszą jaglaną, pomieszaną dobrze ze skwarzoną słoniną. Przy gotowaniu trzeba bardzo uważać, bo pękają od pęczniejącej kaszy. 

Kiszki kartoflane są nowszym wymysłem. Kartofle „rejbują” na tarkach, jak do „rejbaków”, kraszą suto roztopioną słoniną ze skwarkami i masę zaprawiają dobrze mąką pszenną lub gryczaną. Masą tą napychają jelita i gotują w kotłach, przekłuwając je w czasie gotowania igłą, by wypuścić gazy, które rozsadzają kiszki. Kiszki kartoflane jedzą na gorąco, świeże lub odgrzewane i odsmażane na patelniach. Należą do specjałów: nie wszędzie je robią. 

Żadnych salcesonów, polędwic, szynek itp. ludność wiejska nie robi. Zajmują się tym rzeźnicy zawodowi lub gospodarze – bywalcy światowi.

Galaretę z nóg, zwaną „zimne nogi, robią z nóg wieprzowych (lub bydlęcych). Oczyszczone z kopyt i sierści nogi (przy parzeniu ukropem) rąbią na kawały, odgotowują, aż mięso odstanie od kości; potem same miękkie części krają drobno, dodają miękkich części ze łba, przyprawiają zielem angielskim i dobrze gotują, po czym zlewają wszystko do wielkich mis i stawiają w chłodnym miejscu. „Nogi zimne” przyrządzają na wesele i święta. Podają w krajanych kawałkach na misy i talerze, posypują tartym pieprzem i polewają mocnym octem; jedzą z chlebem. 

Boczki wieprzowe, przerastałe, solą i obsuszają, na pół wędząc nad kuchnią w kominie lub przy gorącym piecu. Jedzą jako dodatek do chleba w czasie robót w lesie lub przy kośbie. 

Jądra wieprzowe („jajka” albo „jajca”) zjadają przeważnie ci, którzy trudnią się oczyszczaniem („mniszeniem”) młodych „kiernozków”. Dawniej zajmowali się tym tylko wędrowni specjaliści, zwani „węgrami”, obecnie nauczyli się tego miejscowi, przejmując i zjadanie jąder. Jądra kładą najpierw w gorący popiół w piecu lub kuchni, obłupują z wierzchniej grubej skóry, po czym je krają w talarki, solą i smażą na patelni; jedzą z chlebem. Kobiety potrawy tej nie cierpią i próbować nie chcą. 

Mięso z bydląt i owiec. Nie ma mowy o tym, by gospodarz zabijał sobie na mięso wołu lub jałowicę. Bydlak stary lub skaleczony zostaje sprzedany rzeźnikom, jak dotąd – Żydom. We wsi zabijają bydlaka wtedy tylko, gdy jest chory, skaleczony beznadziejnie, a kupca pod ręką nie ma. Wtedy krowę dobijają, spuszczając juchę, oprawiają, ćwiartują i rozbierają po kawale wszyscy niemal ze wsi, po tańszej oczywiście cenie. O ile bydlak poza skaleczeniem był zdrowy, to cała wieś miała mięsa pod dostatkiem; nikomu to nie zaszkodziło i właściciel był mniej stratny. Jeżeli jednak dorznięto bydlaka chorego, a jeszcze zaraźliwie, to pół wsi chorowało, a nieraz i życie przypłaciło to pożywienie. Toteż władze administracyjne starają się wypadkom podobnym zapobiegać. Częściej biją sobie gospodarze barany i czasem cielęta. Barany biją więcej dla skór na kożuchy niż dla mięsa, cielęta zaś na święta lub na wesele, sami lub w parku do spółki. 

Wołowina. Mięso z wołu czy krowy nazywają „rętownem” i gotują z niego rosół („rusoł”) od święta lub dla chorego. Rosołem nalewają kartofle, mięso jedzą z chlebem. Smażą również mięso pokrajane w kawałki na okrasie w tyglach. 

Cielęcina. Gotują z niej rosół, zasypany ryżem, dla chorych (jak każe koniecznie doktór). Zdrowi wolą wieprzowinę i cielęciny specjalnie nie kupują, chyba na Wielkanoc. 

Baranina. Mięso takie gotują tylko w barszczu buraczanym. Barszcz podają do kartofli suchych ze słoniną lub nalewają razem do misy. Poza tym baraninę pieką w tyglach na słoninie. 

Flaki przygotowują ze wszystkich wspomnianych zwierząt. Żołądki świńskie, cielęce itp. czyszczą, skrobią i myją w wodzie, zimą zaś szorują śniegiem (tak samo „ślamują” i kiszki), po czym gotują w dużych kawałach. Po odgotowaniu krają je drobno na długie skrawki i gotują jeszcze raz aż do miękkości, dodając sól, ziele, pieprz i marchew. Półgęstawą zupę, jako już gotowe „flaki”, podają na obiad do kartofli, które są osobno, a najczęściej zalane flakami na dużej misie.  

Flaki smażone. Oczyszczone flaki krają na kawałki, rzucają na roztopiony tłuszcz wieprzowy i smażą tak długo, aż się skręcą i zaczną być kruche. Podają do chleba na śniadanie. Podobne flaki w czasie wielkiej wojny smażono na oleju, tak, że przysłowiowe „flaki z olejem” były na Kurpiach przez pewien czas znaną potrawą, której sam próbowałem w ciągu swoich wędrówek. W innych okresach poza wojną potrawy tej nie spotykałem. 

Drób hodowany jest przeważnie na sprzedaż, dla zdobycia pieniędzy na wydatki domowe. Bogatsi jednak biją sobie czasami gęś lub kaczkę. Z krwi gotują „sary barscy”, gęsinę pieką w piecach, a kaczkę gotują w barszczu „szarym”, zakwaszonym octem lub barszczem buraczanym. Kury i kurczęta tylko sprzedają na targach lub letnikom.  

Króliki niektórzy hodują, a mięso z nich gotują w barszczu buraczanym lub pieką na słoninie. 

Dziczyzna dziś jest rzadkością. Zastrzelonego lub złapanego we wnyk zająca gotują w burakach, którymi nalewają kartofle. Mięso idzie na zajadkę do suchych kartofli. Tak samo w barszczu gotują wronę, jak nie ma okrasy, a o wrony nie trudno. Kuropatwę gotują na rosół lub pieką na okrasie. Dawniejszymi laty, gdzieś w puszczy lub przy spławie nad rzeką, sporządzano ptaka tak: upolowaną kaczkę, kwiczoła lub gęś nieco oskubano, oblepiono ciastem z gliny lub lepkiego iłu całego ptaka, zostawiwszy otwór dla ujścia pary, po czym całą taką „gomółę” zagrzebywano w gorący popiół i żar w ognisku. Glina naprzód obsycha, potem silnie się rozgrzewa i wtedy ptak się w niej piecze. Po pewnym czasie rozbijano gomółę, ptaka rozrywano i wypuszczano z niego wnętrzności. Mięso po posoleniu jedzono z chlebem lub z grzybami, które równocześnie się piekły”.

(Adam Chętnik, Pożywienie Kurpiów, Kraków 1936)
Chociaż opis Chętnika może robić wrażenie względną mnogością rodzajów przyrządzanego mięsa, od XIX wieku nie zmieniło się jedno: częstotliwość spożycia. Kurpie nadal rzadko spożywali mięso. Ksiądz Władysław Skierkowski pisał: „Mięsa Kurp nie widzi, chyba na święta i przy rodzinnej uroczystości (chrzciny i wesele)”. Skierkowski krytykował podejście Kurpiów, którzy po przodkach mieli zachować zwyczaj, by własnych, wyhodowanych zwierząt nie zabijać, ale sprzedać. Autor Puszczy kurpiowskiej w pieśni łączył brak spożywanego mięsa z nędznym wyglądem Kurpiów.

Po II wojnie światowej już częściej można było ujrzeć przydomowe wędzarnie, a i sami Kurpie chętniej zajmowali się wyrobem domowego mięsiwa. O ile np. o zjadaniu jąder „kiernozków” w tym okresie nic nie wiemy, to „zimne nóżki” czy flaki przetrwały zawieruchę wojenną i jak dawniej trafiały w upodobania miejscowej ludności.
_________________

Autor: Łukasz Gut

poniedziałek, 3 września 2018

Przez Kurpie do Lwowa. Ludwik Przetocki i powstanie styczniowe

Ludwik Przetocki to jeden z uczestników powstania styczniowego, którego wspomnienia dotyczą m.in. walk na Kurpiach. Warto przyjrzeć się Przetockiemu, postaci mało eksponowanej w regionalnej historiografii i ukazać epizod „kurpiowski” na tle jego życia, gdyż pamiętniki przez niego spisane, choć niezbyt obszerne, są ciekawym źródłem do poznania losów „zwykłych” żołnierzy styczniowego zrywu. Jako młodzieniec 19-to letni, nie zajmowałem wybitnego stanowiska, lecz jako żołnierz, spełniłem swój obowiązek – pisał po latach[1].

(Ludwik Przetocki - fotografia z okresu międzywojennego.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn.  1-P-1390)
Ludwik Przetocki[2] urodził się 4 września 1844 roku jako syn Józefa i Faustyny w miejscowości Zagnańsk w powiecie kieleckim. O wczesnych latach życia przyszłego powstańca nie wiemy nic, a jego pamiętniki dotyczą dopiero dziewiętnastego roku życia. W spisanych najprawdopodobniej po 1918 roku wspomnieniach Przetocki twierdził, że był słuchaczem Zakładu Praktyki Leśnej, założonego w Feliksowie koło Broku przez prof. Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego. Zakład istniał dopiero od kilku lat, tak więc Przetocki był w gronie pierwszych uczniów tej szkoły, pisząc o niej, iż jakkolwiek  rządowa, miała charakter wybitnie polski[3]. Wybór szkoły w Feliksowie mógł być podyktowany tradycją rodzinną, gdyż ojciec Ludwika był leśnikiem[4]. Wcześniej, bo w 1903 roku zanotował jednak, że tuż przed wybuchem powstania był elewem technicznym kolei Warszawsko-Petersburskiej[5]. Późniejsze losy tego żołnierza Wilkoszewskiego, w tym jego praca na kolei wskazują, że być może udawało mu się godzić oba zajęcia. Warto wspomnieć, że „wybitnie polski” charakter szkoły w Feliksowie przekazywała tradycja, według której wszyscy wychowankowie Zakładu mieli trafić do oddziału partyzanckiego[6].

Wybuch powstania

Przygotowania do akcji powstańczej nabierały na intensywności na przełomie 1862/1863 roku. Przypomnijmy, że w październiku ogłoszono przeprowadzenie poboru wojskowego w Królestwie Polskim. Już po świętach Bożego Narodzenia dwie trzecie wychowanków i trzej profesorowie Zakładu Praktyki Leśnej nie powróciło do Feliksowa. 14 stycznia w zakładzie pojawił się niejaki akademik Młodzianowski (prawdopodobnie Feliks – adiutant płk Władysława Cichorskiego „Zameczka”) z odpowiednimi rozkazami i instrukcjami. Warunki konspiracji nakazywały jednak, by pewna część uczniów zakładu pozorowała jego funkcjonowanie. Wśród tych ostatnich znalazł się Przetocki. W tych gorących dniach, kiedy rozpoczęło się przeprowadzanie branki, atmosfera w Zakładzie Praktyki Leśnej musiała być bardzo napięta. Tuż przed 21 stycznia pozorujący pracę Zakładu Praktyki Leśnej młodzi uczniowie przyszli do prof. Jastrzębowskiego, niegdyś powstańca listopadowego z pytaniem co robić w zaistniałej sytuacji. Według relacji Przetockiego miał im odpowiedzieć: Róbcie tak, jak wam rozum i serce nakazuje[7].

22 stycznia 1863 roku rozpoczęło się w Warszawie powstanie, które jak się później okazało, miało być najdłuższym polskim zrywem narodowowyzwoleńczym w XIX wieku. Przetocki otrzymał rozkaz stawienia się dzień wcześniej na stacji kolejowej w Małkini. Jak wyglądała powstańcza zbiórka na stacji nad Bugiem? Na stacji Małkini nad Bugiem zastaliśmy już większą ilość zebranych powstańców, przeważnie z Warszawy. Władze rosyjskie znikły gdzieś i nikt nas nie zatrzymywał ani tez nie nagabywał. Na stacji funkcjonowała już powstańcza aprowizacja, którą zarządzał powstaniec-rzeźnik z Warszawy, częstując przybyłych wódką, chlebem i wędliną. Wszyscy ubrani byli jak zwykle i broni nie było widać. Na stacji biwakowało paręset osób, a wśród nich byli wysłańcy Rządu Narodowego, u których zgłosiliśmy się, a ci kazali nam czekać[8].

Pierwszy dzień nowego rozdziału w życiu Przetockiego zapisał się jako pochmurny i bez większego mrozu. Tematem, który dominował wśród rozmów na stacji w Małkini była branka, a nastroje jakie panowały wśród zebranych opisywał jako niezwykłe, charakteryzujące się u jednych wesołością a u innych przygnębieniem, wywołanem myślą o pozostałych najbliższych i niepewnem jutrze powstańczem, zwłaszcza, że byliśmy bez broni. Noc tę spędziliśmy, śpiąc na gołej ziemi na stacji Małkinia wespół z innymi powstańcami[9]. Następnie Przetocki trafił do Czyżewa, a stamtąd do Łap, gdzie znajdował się liczny oddział Władysława Cichorskiego „Zameczka”. Przetockiego wraz z innymi uczniami szkoły w Feliksowie przydzielono do „oddziału celnych strzelców” pod dowództwem Władysława Wilkoszewskiego „Wiriona” w liczbie 35, z którymi kręcąc się po okolicy Kurpiów, broń zdobywaliśmy, jakeśmy mogli[10].

Przetocki pod Myszyńcem

Zanim Przetocki zaczął „kręcić się” na terenie kurpiowszczyzny, zdążył wziąć udział w kilku bitwach. Jak sam stwierdzał, swój chrzest bojowy przeżył pod Zarębami koło Zambrowa, brał też udział w bitwie pod Przetyczą. Walczył również pod Drążdżewem. W toku dalszych walk przeszedł pod dowództwo Zygmunta Padlewskiego. W swoich pamiętnikach, mimo tego, że kolejność bitew została przez niego pomieszana, Przetocki zapewnia, iż walczył pod Dąbrowami, Myszyńcem i Chorzelami. W pierwszej z wymienionych miejscowości oddział Padlewskiego, w którym służył Przetocki, dokonał napadu na komorę celną, zabierając z niej nieco broni i amunicji, a także kilka sztuk koni. Ujęto pięciu strażników, podczas gdy inni zdążyli zbiec, przekraczając granicę z Prusami[11].

Co Przetocki pisał o regionie, w którym przyszło mu walczyć z dala od rodzinnego domu? Służąc w oddziale Padlewskiego brał udział w bitwie pod Myszyńcem 9 marca 1863 roku. Pozostawił następujący, lakoniczny opis tej bitwy: W Myszyńcu mieliśmy bitwę z rana przez 5 godzin; z 1-go batalionu zginęło 53, z mojej sekcyi z 18 zostało nas trzech; Moskali podobno padło 173, między tymi trzech oficerów; (a z naszej strony Wilkoszewski i wielu najdzielniejszych strzelców zginęło)[12]. Co ciekawe, bitwę pod Myszyńcem Przetocki widział także w perspektywie historycznej. Zauważył, że rozgrywała się ona podobno w tym samym miejscu, co 150 lat wcześniej starcie Kurpiów ze Szwedami.

(Władysław "Wirion" Wilkoszewski)
Kurpie jako teren powstańczy

Kurpie od początku poparli powstanie i udzielali walczącym po stronie polskiej pomocy. Przyczyniło się do tego m.in.. postępowanie władz carskich, które ograniczały możliwości polowania, kłusownictwa i przemytu przyzwyczajonym do swobody mieszkańcom Puszczy Zielonej[13]. Głównym problemem w walkach na Kurpiach był brak broni. Z tego powodu trudno było uformować wielki oddział, ale sprawnie i śpiesznie przerzucano się z jednego miejsca na drugie. Powstanie styczniowe w okolicach Ostrołęki czy Myszyńca miało podobny charakter jak w innych regionach kraju. Była to walka partyzancka, której doświadczył też Przetocki. Życie codzienne żołnierzy nie było łatwe, szczególnie zimą. Jak wspominał u schyłku życia uczestnik bitwy pod Myszyńcem, Zwykle, mimo zimy, obozowaliśmy nocami w lesie przy ogniskach. Rzadko zdarzało się, abyśmy mieli dogodny nocleg, a jak się taki w spokoju przed nieprzyjacielem przytrafił, to była nadzwyczajna rozkosz[14]. Przetocki oceniał ponadto dobrze m.in. cywilny wywiad i rolę w nim kobiet, zawiadamiających o ruchach nieprzyjaciela. Inny pamiętnikarz podzielał dobre opinie o Kurpiach, pisząc o tym jak oddawali wielkie usługi oddziałom powstańczym w swoich lasach. Wiedzieli oni zawsze o każdym ruchu wojsk rosyjskich i zawiadamiali natychmiast powstańców[15].

Pochodzący z kieleckiego powstaniec opisywał przeprawę przez Narew ku granicy z Prusami. Skoro nagromadziło się więcej powstańców, a nie było dla nich broni, przeprawiliśmy się przez rzekę Narew ku granicy pruskiej. Tu – nietylko że pożądanej broni nie uzyskaliśmy, ale ciągle nękani przez Moskali, wypoczętych po kwaterach w miastach powiatowych, nieuzbrojeni i głodni, dużo trudów musieliśmy ponosić[16]. Życie powstańca to, o czym zaświadczał, głód, zimno i brak broni. Pisząc z perspektywy 40 lat, rozumiejąc „ducha czasu”, miał jednak Przetocki obiekcje co do przygotowań powstańczych, a jego wspomnienia, dalekie od heroizacji mogą być ciekawym materiałem dla historyków.

(Źródło: "Polska Zbrojna", 1938, nr 23, s. 7.)
Weteran

Dowiadując się, że został wykryty przez policję rosyjską, Przetocki uciekł do Małopolski, trafiając ostatecznie do Borszczowa a później do Lwowa[17]. W Borszczowie jako inżynier powiatowy od 1stycznia 1893 r. mianowany był konduktorem II klasy. W 1912 roku był członkiem dyrekcji powstającej w Borszczowie Powiatowej kasy zaliczkowej i oszczędności[18]. Wcześniej, bo już od 6 września 1895 roku członek lwowskiego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczestników Polskiego Powstania 1863/1864 roku. W II Rzeczypospolitej był odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. W 1933 występował w rejestrach „Komitetu Opieki nad Weteranami 1863 r.” we Lwowie, jako wdowiec. W 1933 r., z okazji 70-tej rocznicy powstania styczniowego, Przetocki otrzymał tzw. „pensję honorową” przydzieloną w ramach pomocy weteranom przez Korpus Kadetów nr 1 we Lwowie. Przyznano mu także ustanowiony z okazji rocznicy Krzyż Pamiątkowy 70-lecia Powstania Styczniowego[19].

Ludwik Przetocki w drugiej połowie lat trzydziestych należał do systematycznie malejącej grupy uczestników insurekcji, docenianych, a nawet czczonych w latach II RP. W 1938 roku, kiedy obchodzono 75. rocznicę powstania, Przetocki był jednym z trzech ostatnich weteranów we Lwowie[20]

Nie udało się ustalić daty śmierci wiekowego weterana, ale ze wzmianek prasowych wiadomo, że żył jeszcze w maju 1939 roku[21].


Przypisy:
[1] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim [w:] W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego 1863-1903, Lwów 1903, s. 357.
[2] Oprócz cytowanych wyżej wspomnień, Przetocki nie jest w innym miejscu podpisywany jako Nałęcz Przetocki, a jedynie jako Ludwik Przetocki. W akcie urodzenia również widnieje jako Ludwik Przetocki.
[3] W 66 rocznicę powstania styczniowego 1863-1929, Lwów, 1929, s. 9.
[4] Rok 1863. Za naszą wolność i waszą. W 75-lecie powstania styczniowego, red. E Bańkowski, Warszawa 1938, s. 30.
[5] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim, s. 355.
[6] B. Dymek, Profesor Wojciech Bogumił Jastrzębowski (1799-1882), „Rocznik Mazowiecki”, T. 14, s. 209.
[7] W 66 rocznicę powstania styczniowego, s. 10.
[8] Ibidem, s. 9-10.
[9] Ibidem, s. 10.
[10] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim, s. 355.
[11] S. Zieliński, Bitwy i Potyczki 1863-1864, Rapperswil 1913, s. 228.
[12] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim, s. 356.
[13] S. Chankowski, Powstanie styczniowe w Augustowskiem, Waszawa 1972, s. 174.
[14] L. Przetocki, Życie obozowe, „Kurier Warszawski” 1938, nr 1, s. 13.
[15] K. Borowski, Na schyłku powstania styczniowego, „Biblioteka Warszawska”, t. 1, s. 174.
[16] Ibidem, s. 14.
[17] Rok 1863, s. 30.
[18] „Gazeta Lwowska”, 1912, nr 119.
[19] Informacje pochodzące z korespondencji z prof. Lidią Michalską-Brachą z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, której serdecznie z tego miejsca dziękuję za pomoc.
[20] „Dziennik Polski”, 1939, nr 9.
[21] „Gazeta Lwowska”, 1939, nr 120, s. 3.

Autor: Łukasz Gut

poniedziałek, 30 lipca 2018

Rok 1936. Rocznica „Cudu nad Wisłą” w Myszyńcu

Po 1920 roku 15 sierpnia obchodzony był w latach II RP już nie tylko jako święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale również jako rocznica słynnego „Cudu nad Wisłą”, czyli zwycięstwa nad Rosją bolszewicką. Już od 1921 roku „cała Polska jak wielka, daleka i szeroka słała przed tron swej Królowej Niebieskiej korne modły i dziękczynienia za pierwszy, wybłagany i wymodlony cud nad Wisłą, gdzie potęga dziczy bolszewicko-rosyjskiej złamaną została”.

Dzięki zachowaniu do dziś Kroniki Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej Żeńskiej z Myszyńca, możemy przeczytać w jaki sposób 15 sierpnia 1936 r. obchodzono na Kurpiach uroczystość religijną i jednocześnie ważny dzień dla tożsamości zbiorowej ówczesnych mieszkańców Polski. Kluczowa dla zrozumienia charakteru myszynieckiej uroczystości wydaje się działalność ks. Eugeniusza Kłoskowskiego, miłośnika kultury kurpiowskiej. Cytowana Kronika podkreśla, iż „pracując wśród młodzieży w Zielonej Myszynieckiej stał się ksiądz Kłoskowski wielkim regionalistą”. Jedna z Kurpianek nazywała księdza „Królem Puszczy” i dodawała nawet, że „dzięki niemu dowiedziała się Polska, że Kurpie są. On zachował mowę kurpiowską”. Podczas uroczystości, o czym niżej w cytowanym tekście, ks. Kłoskowski wygłosił kazanie. 

Uczestniczki procesji Bożego Ciała 27 maja 1937. (Źródło: https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/112015:1/)
Zapraszam do lektury tekstu zachowanego oryginalnie w rękopisie, świadectwa tego jak w Myszyńcu obchodzono ważny dzień 15 sierpnia.
____________________
15-sty sierpień
Wstało słońce i śle promienie na ziemię, opadły mgły, wszystkiemi drogami z pobliskich i dalszych wiosek dążą starzy i młodzież i dzieci, niosąc pęki kwiecia, bo to dzień N.M.P Zielnej. Idzie wszystka młodzież z K.S.M, by wysłuchać Mszy św. i przyjąć do swych serc Więźnia Miłości, by podziękować Królowej Korony Polskiej za zwycięstwo nad bolszewikami, za „cud nad Wisłą”.

Po sumie, celebrowanej przez Ks. Polaka, na której piękne kazanie o miłości Ojczyzny wygłosił Ks. (Polak) Kłoskowski, wspaniale zorganizowana procesja udaje się do krzyża aż za Gminę, gdzie jest ładnie przybrany ołtarzyk. Po odmówieniu modlitw za Polskę, płomienne kazanie o Królowej Korony Polskiej wygłosił Ks. Kłoskowski. Po odśpiewaniu „Boże coś Polskę” procesja wraca do kościoła. Tam wkraczają tylko obrazy, chorągwie i feretrony oraz część ludzi; Oddziały biorące udział w procesji pozostają przed kościołem, gdzie Kierownik miejscowej Szkoły, p. Topolski pięknie przemawia o walkach żołnierza polskiego, o „cudzie nad Wisłą”, jak również o bohaterstwie wojska polskiego. Po odegraniu „Jeszcze Polska nie zginęła” przez orkiestrę Straży Pożarnej i okrzykach na cześć Polski i Armii, Oddziały zwolniono. Wieczorem odbyła się uroczysta Akademia, na której referat wygłosił p. Archacki, wychowanek Liceum Biskupiego w Sejnach, a deklamowali: C. Pyszna, J. Topa, Ł. Olbrysiowna, M. Siok i J. Kulas; druhny ze wsi odśpiewały pieśni własnej kompozycji o miłości Królowej Korony Polskiej.

Akademię zakończono wspólnem odśpiewaniem hymnu „Boże coś Polskę”.

Tak obchodzono 15-stą rocznicę „Cudu nad Wisłą”, tak manifestowano swoje uczucia katolickie w r. 1936 w Myszyńcu.
___________________  

Źródło: Kronika Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej żeńskiej działającego w latach 1925-1938 w parafii Myszyniec, Myszyniec 1938, s. 57-58. (rkp, Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce)

Autor: Łukasz Gut