Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XIX wiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą XIX wiek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 października 2019

O Myszyńcu, jezuitach i kurpiowskich nazwiskach. „Korrespondencja” z 1859 roku

Jak postrzegano mieszkańców puszczy myszynieckiej w połowie XIX wieku? Co wiedziano wówczas o historii Kurpiowszczyzny? Na te i inne pytania odpowiada poniekąd poniższy list z powiatu ostrołęckiego, wydrukowany w warszawskiej „Gazecie Codziennej” w 1859 roku.

Kurpie wielokrotnie byli tematem korespondencji prasowej w dziewiętnastym stuleciu. Szczególnie widoczne zainteresowanie mieszkańcami puszczy datować można po 1881 roku, kiedy to powstała „Gazeta Świąteczna”, pierwsze czasopismo, które na dużą skalę otworzyło swoje łamy dla chłopskich czytelników. Dość powiedzieć, że w latach 1881-1895 napłynęło do gazety ponad 6 tys. listów, a byla to przecież epoka ciągle panującego analfabetyzmu, którego wskaźnik przed I wojną światową dla Królestwa Polskiego wynosił ponad 50%.

Poniższa „korrespondencja” z powiatu ostrołęckiego z 1859 roku to jeszcze czasy, gdy w zdecydowanie większej części o Kurpiach nie informowali sami zainteresowani, tylko ludzie, którzy do Myszyńca i okolic podróżowali, często warszawscy dziennikarze. Stąd czytamy w liście, poza obserwacjami poczynionymi na miejscu, o wielu informacjach nabytych z lektur, obrazujących stan wiedzy o Kurpiach w połowie XIX wieku. Chociaż list nie jest przesadnie długi, anonimowy autor podjął w nim szereg tematów, zajmując się z jednej strony historią jezuickiej misji w Myszyńcu, z drugiej przedstawiając teorie na temat pochodzenia nazw niektórych wsi, by skończyć na wyliczeniu licznej grupy nazwisk, z których niejedno do dzisiaj daje się odnaleźć na terenach Baranowa, Kadzidła czy Łysych.

(Ryc. "Kurpie - podług rysunku Gersona". Źródło: Oskar Kolberg, Mazowsze. Obraz etnograficzny, t. 4, Mazowsze Stare, Mazury, Kurpie, Kraków 1888.)
W tekście zachowano pisownię oryginalną. Zapraszam do lektury.

_________________

Korrespondencja Gazety Codziennej

Z powiatu Ostrołęckiego w lutym 1859 r.

Od wieków nasi przodkowie wyprawiając swych synów w świat, mieli zwyczaj dawać krzyżyk, to jest błogosławieństwo rodzicielskie i Boga na drogę. Otóż i my wierni naśladowcy zwyczaju przodków naszych, tym naszym improwizowanym duchowym dzieciom, postanowiliśmy udzielać dwa krzyżyki, aby tem godłem wiary przekonać czytelników o dobrych zawsze chęciach naszych i wiernej służbie ku dobru publicznemu.

Zostając wśród Kurpiów, najłatwiej nam jest o nich mówić i dla tego zaczniemy od opisu Myszyńca, najważniejszego po Ostrołęce miasta puszczańskiego. Kurp’, chociaż ze krwi i ziemi jest polakiem, nazywa siebie jednak puszczakiem, to jest synem i panem puszcz; a mieszkańców okręgu pułtuskiego zowie polakami. Kurpie bowiem pochodzą z rozmaitych szczepów słowiańskich, pomiędzy któremi wmieszały się szczątki pokoleń odmiennych duchem i krwią, lecz puszcza ukrywszy ich pochodzenie, utworzyła jednolity lud słowiański. I tak z podań wiadomo, że w puszczach kryli się panowie z kraju naszego wywołani, że była tu niegdyś zsyłaną szlachta za karę, a pomiędzy temi osiadł nie jeden włóczęga z Podlasia, Rusi i Litwy, inny przyszedł z Warmji i dalszych Pruss królewskich, a za nim wkradł się żyd neofita z cyganem lub niemiec znienawidzony. Tym sposobem wyrodziła się mieszanina w zwyczajach, języku i w sposobie myślenia, lecz z przerzadzeniem się puszcz, gdy coraz bliższe stosunki z polanami łączyć ich poczynały, dzikość ustąpić musiała i patrjarchalność słowiańska wszystkich puszczaków objęła pod swą opiekę. Dla tego też, gdy kto z mieszkańców pól zapytał Kurpia, z jakiego rodu pochodzi? – odpowiadał, że mieszaniec czyli po swojemu wyrażał meszeniec.

To też gdy jezuici staraniem Ludwiki Marji Gonzagi, żony króla Jana Kazimierza, zbudowali w puszczy Ostrołęckiej kaplicę, ta otrzymała nazwę Missji Meszenieckiej. Zamieszkali bowiem tu dwaj księża mieli obowiązek nauczać wiary i łagodzić obyczaje, rozproszonych po puszczy Kurpiów. Gdy następnie król Jan III, r. 1677 nadał Jezuitom trzy włóki lasu pod karczunek i dozwolił wystawić w Meszeńcu szkołę, browar i karczmy, z wolność sprzedawania różnych napojów, wówczas jezuici rozprzestrzenili kaplicę do rozmiaru kościołka i przystąpili do wzniesienia z muru klasztoru ogromnego i wspaniałego. Ale na to wszystko potrzeba było znacznych funduszów, które zwolna do ich kassy wpływały, bo Kurpie przybywając do Meszczeńca, który już z polska nazywano Myszeńcem, chętniej pili wódkę, piwo i miód w przedzielonej parkanem od missji osadzie Martuny, niż w Myszeńcu. Wprawdzie i ta osada nie była kurpiowską; założyli ją rusini Marcinowie powszechnie Martunami zwani, ale właśnie Kurpiom była lubą, bo przez przybyszów im podobnych założona, a co najwięcej, że taniej tu niż w Myszyńcu sprzedawano napoje. Jednakże jezuici, potrafili i temu uporowi Kurpiów zaradzić. Gdy bowiem nastał dzień uroczysty z wielkim odpustem, i lud licznie się zebrał do kościoła na nabożeństwo, wówczas jezuita misjonarz wstąpiwszy na ambonę, wytknął Kurpiom ten upór ich wpływający na szczupłość dochodów missjonarzy i oświadczywszy im, że doznając nienawiści ludu, muszą tę ukochaną ziemię opuścić, zeszedł z ambony i w towarzystwie swoich spółbraci, za przewodnictwem krzyża processjonalnie niesionego wyruszył z powagą za granicę Myszeńca. Kurpie z początku nie wierzyli słowom jezuitów i z ciekawością przypatrywali się ich processji, lecz gdy ci bez powrotu szli dalej i dalej za Myszeniec, wówczas objął wszystkich żal po tych misjonarzach i nie długo namyślając się, puścili się za niemi w pogoń i dopędziwszy ich, do nóg im upadli, błagając, aby powrócili do Myszeńca. Jezuici spodziewając się takiej pokory ludu, wrócili do swego mieszkania i kościoła z lepszą otuchą, bo i rzeczywiście odtąd Kurpie nabywali napoje z karczm jezuickich i tym sposobem przyczynili się do znacznego wpływu dochodów klasztornych(*). I cóż dziwnego, że Kurpie potem długo słynęli z pijaństwa, nim obecnie wstrzemięźliwość nie odjęła im, bogdaj na zawsze, tę brudną sławę!?

Już było dobrze z funduszami, a jednak zaledwie zdążono wznieść wspaniałą gytycką o piętrze bramę, która dziś obróconą jest na dzwonicę, a tu ciżba ogromna Szwedów zaległa przyległą Myszyńcowi puszczę. Wówczas już nie myślano o wznoszeniu nowych gmachów, lecz tylko troszczyć się należało o ocalenie istniejących budowli od ręki najezdników. Szwedzi stanąwszy o wiorst 2 od Myszyńca obozem w lesie, bez względu że ciągle rażeni byli celnemi strzałami Kurpiów, chwytali jednak ich białki czyli białogłowy, z któremi słodząc swe trudy wojenne, pozostawili temu borowi nazwisko Białusny lasek; żona bowiem u Kurpiów zowie się bziałką, co oznaczać ma po polsku białkę lub białogłowę.

Rok 1702 pamiętnym jest dla Kurpiów i mieszkańców Myszyńca, którzy wiele złego doznali od Szwedów, gdyż nie tylko żony ich były pogwałcone, lecz mienie zrabowane i domowstwa spalone, nawet kościół w Myszyńcu uległ zniszczeniu od ognia rozmyślnie przez rabusiów świętokradzkich podłożonego. Wielu pomiędzy Kurpiami było walecznych, bo wszyscy zarówno kochali swą ziemię i wszyscy nienawidzili najezdników, lecz jeden najwięcej się wsławił, chociaż podanie nazwisko jego przepomniało, który wstąpiwszy na dzwonicę tak trafny strzał wymierzył, że ugodziwszy w dowódzcę owej ciżby Szwedów, od razu trupem go położył. Ta właśnie porażka, jak podanie twierdzi, zmusić miała Szwedów do opuszczenia obozu w Białusznym lasku rozłożonego, gdzie dotąd część lasu i góry obozowe zowią się Szwedzką górą. Waleczność ludu wśród puszczy osiadłego wsławiła się w całym kraju, i sąsiednie prowincje chcąc okazać swą miłość braterską dla puszczaków za półdzikich przedtem uważanych, już odtąd nazywały ich nie Kurpiami lecz zdrobniale Kurpikami.

W lat kilkanaście po tej wojnie, znowu lud pracą i staraniem przyszedł do zamożności, z której jezuici korzystając, wystawili z drzewa nową świątynię w Myszyńcu i zbudowawszy kilkadziesiąt domów dla rzemieślników, dotychczasową wieś kościelną podnieśli do znaczenia miasta, któremu król August II, r. 1719 nadał właściwe przywileje. Zamierzony jednak klasztor, nie mógł rychło być ukończonym, a tymczasem zakon jezuitów w r. 1773 został zniesiony i z zaprojektowanych podówczas gmachów, pozostał mur opasujący świątynię drewnianą, sklepy podziemne murowane i wspomniona dzwonica z zegarem. Parkan, który odgradzał Myszyniec kościelny od Martun czyli Myszyńca nowego, wraz z bramą zniesiony został, przez co utworzyło się jednostajne miasto, podobne do wielu innych miasteczek krajowych.

Lasy te, które dziś większą część leśnictwa Ostrołęka stanowią, składały jedną wielką puszczę Zagajnicą zwaną, której granice zawarte były pomiędzy rzekami Zbójną, Turoślą i Omólwią a granicą pruską. Puszcza ta następnie nazywała się Myszyniecką. Dobrze w niej było Kurpikom; trudnili się bartnictwem; polowaniem, rybołówstwem i w części rolnictwem, była też obfitość miodu, zwierzyny i ryb; to też wciskali się do tej puszczy z dalekich stron wędrowcy, nawet Tatarzy tu trafili, jak o tem przekonywa wieś Tatary ku południo-zachodowi od Myszyńca o mil 3 położona. Musieli być tu i bandyci, skoro pozostało nazwisko wsi w tejże stronie od Myszyńca o 2 mil leżącej, zwanej Bandysie.

Zmieniła się dziś postać dawnej puszczy: lasy przetrzebione, w części pozamieniały się w osady, wsie, pola, łąki i pastewniki; Kurpie grzebiąc ziemię dla wyhodowania sobie zboża na chleb powszedni potrzebnego, trafili na znaczne pokłady bursztynu, który otworzył dla kraju nowy rodzaj przemysłu i dochodów. Ztąd to powstała nazwa wsi kościelnej Kadzidło, o mil 3 ku południu od Myszyńca położonej.

Jeszcze jedna tutejsza wieś Maciejową Szyją zwana, od szwedzkiej góry i Myszyńca o wiorstę ku północy leżąca, zasługuje na wzmiankę dla tego, że Maciej Kikuła bartnik i waleczny pogromca Szwedów spadł z barci sosnowej i złamawszy sobie szyję, życie zakończył.

Wspomnienie jednego nazwiska Kurpia, budzi ciekawość dowiedzenia się o innych, aby tym sposobem lepiej poznać ich różnorodne pochodzenie. Oto są: Nasiadka, Grzeszczyk, Bałdyga, Duda, Drężek, Brzoska, Łada, Wiśniewski, Dawidczyk, Czajkowski, Damijan, Wielochowski, Gwara, Warych, Bubrowiecki, Kozłowski, Godzina, Zawłocki, Gadomski, Zyra, Zawalich, Pabich, Chrostek, Prusaczyk, Suchecki, Lipka, Tumiński, Piast, Poręba, Cichowski, Goljan, Skonieczny, Parych, Draba, Myszko, Załęski, Łyczko, Gwiazda, Pieńkosz, Jurczak, Mróz, Wyrębek, Bastek, Olender, Szmigiel, Andrzejewski, Olszewski, Szydlik, Abramczyk, Zdunek, Kulesza, Wróbel, Siok, Gut, Bałoń, Bednarczyk, Bloch, Czerwiński, Majewski, Radowicz, Szlachetka, Gałązka, Kaczyński, Ciszewski, Turek, Samul, Traks, Zawrotny i wiele innych. W tym szeregu nazwisk łatwo dojrzeć zlanie się czystego karmazynu polskiego z żywiołami niemieckiemi i holenderskiemi, tudzież z krwią litewską i ruską, jako też z odroślą plemion izraelskich. Pod względem moralnym nazwiska Bałdyga, Zawalich, Draba, Bałoń i Zawrotny wiele domyślać się każą o ich pochodzeniu. Lecz czas zatarł wszelkie smutne wspomnienia, czyny szlachetne dla dobra ogółu poświęcone, odrodziły prawych synów kraju, a puszcze koniecznością przemysłu i oświaty przerzedzone, wskazały ukryty lud boży, w którym już płynie krew szlachetna i są chęci dobre pozostania nazawsze dziećmi nieodrodnemi tej ziemi.

Pomówiwszy o ludzie, z kolei wypadałoby coś powiedzieć o klassie wyższego tutejszego społeczeństwa, lecz za daleko jesteśmy od Ostrołęki, która jest tutejszym wielkim światem w małem miasteczku; gdzie gitarzysta Szczepanowski potrafił zgromadzić na swój koncert liczną publiczność, która bawiła się ochoczo, szumnie i wesoło nietylko na koncercie, lecz i na balu, na którym i ja byłem – miód i wino piłem – po brodzie ciekło i t. d.

(*) W Starożytnej Polsce Balińskiego podano, że osada Martuny założoną została około r. 1720, lecz podanie ludowe twierdzi, że już istniała przed nadejściem Szwedów.

Źródło: „Gazeta Codzienna” 1859, nr 56, s. 2-3.

Oprac. Łukasz Gut

poniedziałek, 21 października 2019

O tym jak zręczny Kurpik wystrzelał litery S.A.R. Fragment z dziejów legendy Kurpiów

Czytając XIX-wieczne teksty poświęcone Kurpiom, w tym szczególnie te poświęcone ich przeszłości, łatwo natknąć się na pochwały umiejętności strzeleckich. Chętnie powtarzano za Kazimierzem Władysławem Wójcickim przysłowie „Strzela jak Kurp”, jak i podawano konkretne przykłady biegłości Puszczaków w strzeleckim fachu[1]. Przykładem może najbardziej efektownym jest barwna, powtarzająca się wielokrotnie opowieść o tym, jak „cyfrę S.A.R ciągłemi strzałami o 400 kroków zręczny Kurpik wysadził kulami”[2]. Przyjrzymy się tej historii, nad którą warto się nieco zatrzymać.

O tym, że Kurpie byli doskonałymi strzelcami wiedziano nie tylko w XIX stuleciu, ale już w wieku osiemnastym. W wydanej w 1744 roku Historii zycia nayjasnieyszego Stanisława I. Króla Polskiego, znalazł się m.in. taki oto fragment: „Kurpikowie jest to osobliwy rodzaj chłopów (…) Jedni z nich nazywają się Bartnicy, którzy szczególnie około pszczół chodzą, a drudzy »Kurpicy« albo »leśni Strzelcy«, którzy na niedźwiedziów, rysiów, i innych dzikich zwierząt sidła stawiają, i od młodości tak się w strzelaniu ćwiczą, iż nawet w główkę ćwieczka należycie z daleka trafić mogą”[3]. Z kolei Benedykt Chmielowski, twórca encyklopedii Nowe Ateny, dodawał podobnie: „Na niedźwiedziów, rysiów, jelenie z strzelbą, sieciami idą, w główkę ćwieczka trafiają. Mają swych Panów, czynsz im dają. Króla też za najwyższego uznają Pana”[4]. W „główkę ćwieczka” trafiający Kurpie podobno umieli również wysadzić z odległości 400 kroków litery S.A.R, czyli Stanislaus Augustus Rex (Stanisław August król), a więc łaciński skrót odnoszący się do Stanisława Augusta Poniatowskiego.
(Wizerunek Kurpia zdobiący jeden z wierszy Marii Konopnickiej)
„Pomnożenie obrony krajowey”

Opowieść ta, wielokrotnie cytowana, miała za zadanie podkreślić doskonałość kurpiowskich strzelców. W przydatność strzelców-Kurpików nie wątpiono zresztą za panowania Stanisława Augusta. W sytuacji trwającej już wojny polsko-rosyjskiej, 29 maja 1792 r. Julian Ursyn Niemcewicz, ówczesny poseł inflancki, zgłosił projekt wcielenia do wojska Kurpiów, najprawdopodobniej autorstwa Jana Potockiego[5]. Przypominając „ich wojenne czyny przeciwko Szwedom i później przeciwko Moskwie”, chwalił strzeleckie umiejętności „Kurpików”. Stanisław August zalecał „zgodę na ten prawdziwie obywatelski i użyteczny projekt”[6]. W efekcie tego samego dnia zapadła na sejmie uchwała o ochotniczym zaciągu Kurpiów ze starostwa ostrołęckiego („Pomnożenie obrony krajowey”), w której opisano mieszkańców puszczy jako „ludzi zręcznych i ochoczych do woyny”[7].

Przypomnienie epizodu związanego z Kurpiami w 1792 roku jest ważne, gdyż pozwala zrozumieć, skąd mowa o literach S.A.R. Nie sposób udowodnić prawdziwości słynnej anegdoty, ale łatwo pojąć, że jeśli czyjeś imię biegły w strzelaniu Kurp mógł „wysadzić kulami”, to imię króla do tego się wyraźnie nadawało. Tym bardziej, że lud puszczański tradycyjnie traktował monarchę jako swego pana, właściciela i obrońcę puszczy. Mimo, że Kurpie w 1794 roku wzięli udział w powstaniu kościuszkowskim, to według badaczy nie pojmowali swej walki jako wymierzonej przeciw królowi[8]. Chronologiczne pochodzenie interesującej nas opowiastki daje się więc przekonująco uzasadnić. Co więcej, przekonanie samych Kurpiów, że byli „ludźmi królewskimi” to ważny element lokalnej tożsamości[9].

Gołębiowski i inni

Nasuwa się co najmniej kilka pytań związanych z samą opowieścią o Kurpiku-strzelcu. Po pierwsze, kiedy pojawiła się po raz pierwszy w druku? Najstarszy zapis opowieści, który udało się odnaleźć, pochodzi z książki Łukasza Gołębiowskiego Lud polski z 1830 roku[10]. Gołębiowski przypomniał ówczesny kanon wiedzy o Kurpiach, ich waleczne dzieje, a nade wszystko wplótł opowiadanie, które potem podchwycili inni. W wydanej w 1834 roku powieści Kazimierza Władysława Wójcickiego pt. Kurpie, ten warszawski literat napisał: „Sam widziałem jak jeden z strzelców cyfrę S.A.R. kulami w pół godziny wysadził”[11]. Z wersji Wójcickiego nie wynika z jakiej odległości strzelał „zręczny Kurpik”, ale dochodzi za to czynnik czasu: popis umiejętności strzeleckich trwał podobno pół godziny.

Obie wersje pojawiły się w podobnym czasie, prawie 40 lat po tym, jak Stanisław August abdykował. Nie sposób więc stwierdzić prawdziwości tej historii, nie sposób ją jednak odrzucić, bo i na podstawie jakich źródeł można byłoby ją zweryfikować? O ile Stanisław August nie należał, mówiąc eufemistycznie, do ulubionych władców pokolenia romantyków, o tyle jak widać nad samego króla ważniejsza była legenda Kurpiów, którzy zaznaczali swój udział w walkach z lat 1708, 1733, 1794, 1809 i późniejszych[12]. W tę legendę historia o trafnym strzelaniu Kurpików wpisywała się znakomicie.

Opowiadanie krążyło po rozmaitych książkach i artykułach dotyczących życia Kurpiów. Według cytowanego już Wójcickiego, Kurp strzelał nie z odległości 400, a „tylko” 100 kroków, z czym po latach zgodził się Adam Chętnik, powielający zresztą słynną anegdotę[13]. O 100 krokach wspominał również pilny, jak się wydaje, czytelnik książek Wójcickiego, czyli Aleksander Połujański[14].

Opowieść o wypisanej fuzyjką „cyfrze S.A.R” i Kurpiach jest o tyle interesująca, że trafiła do zagranicznych publikacji, w których pisano, że cała historia działa się w obecności Stanisława Augusta[15]. Mimo różnic w szczegółach, jedno pozostało niezmienne: Kurp był znakomitym strzelcem, wszak nie bez powodu powtarzano o dobrym strzelcu, że „strzela jak Kurp”. Chociaż ze wspaniałych strzelców słynęły m.in. Podhale, Beskid i Huculszczyzna, to „jednak karierę przysłowiową zrobił tylko Kurp”[16].

Być może do owej „kariery” walnie przyczyniły się litery S.A.R? Jak wiemy, słowa uczą, ale to przykłady pociągają. Lepszego przykładu na to, że oko strzelca kurpiowskiego nie zawodziło, w literaturze o Kurpiach chyba nie opisano.

_______________

Przypisy:
[1] O tym, że to Wójcicki mógł być autorem przysłowia „Strzela jak Kurp” zob. M. Woźniak, Ł. Gut, Wokół przysłowia „Strzela jak Kurp”. Historycznoliterackie refleksje o Kazimierzu Władysławie Wójcickim [w druku].
[2] Ł. Gołębiowski, Lud polski, jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830, s. 39.
[3] Historia zycia nayjasnieyszego Stanisława I. Krola Polskiego Wielkiego Xiążęcia Litewskiego, Lotarynskiego y Barskiego…, [b.m.w.], 1744, s. 504.
[4] B. Chmielowski, Nowe Ateny, Lwów 1746.
[5] A. Czaja, Julian Ursyn Niemcewicz. Fragment biografii 1758-1796, Toruń 2005, s. 119.
[6]
„Korrespondent Warszawski Donoszący Wiadomości Kraiowe y Zagraniczne”, 1792, nr 13, s. 107-108.
[7] Volumina Legum, T. 9, Kraków 1889, s. 455-456.; por. E. Rostworowski, Debiut polityczny Jana Potockiego w r. 1788, "Przegląd Historyczny" 1956, t. 47, z. 4, s. 708-709.
[8] M. W. Kmoch, Kurpie - lud królewski. Zarys stosunków ludu puszczańskiego Mazowsza i Podlasia z monarchą w XVI-XVIII w.,
„Nowożytnicze Zeszyty Historyczne” 2015, z. 7, s. 105-106.
[9] M. Tomczak, Królewskie dziedzictwo. Rozważania o kurpiowskiej tożsamości, „Przydroża”, 2017, nr 4, s. 148-158.
[10] Ł. Gołębiowski, op. cit., s. 39.
[11] K. W. Wójcicki, Kurpie. Powieść historyczna, Lwów 1834, s. 122.
[12] A. Zahorski, Spór o Stanisława Augusta, Warszawa 1988, s. 152 i n.; Por. W. Woźniak, Mit wolnego Kurpia w literaturze, Ostrołęka 1984.
[13] O różnicach między wersjami cytowanej anegdoty zob. M. W. Kmoch, Strzela jak Kurp! Mieszkańcy Puszczy Zielonej w czasie powstania kościuszkowskiego<http://www.kurpiankawwielkimswiecie.pl/2017/09/strzela-jak-kurp-mieszkancy-puszczy.html>; data dostępu: 21 X 2019
[14] A. Połujański, Wędrówki po gubernji augustowskiej w celu naukowym odbyte, Warszawa 1859, s. 64.
[15] E. von Sydow, Das Königreich Polen, Leipzig 1864, s. 58.; H. M. Chester, Russia, Past and Present, London 1881, s. 286.
[16] W. Dynak, Łowy, łowcy i zwierzyna w przysłowiach polskich, Wrocław 1993, s. 104.


Autor: Łukasz Gut

piątek, 14 grudnia 2018

Nie obrażajcie się bracia Puszczanie, kiedy was kto Kurpiami nazywa!

Nazwa „Kurp” może tylko wywołać obrazę. Swej nazwy Kurpie się wstydzą i słusznie, skoro chodak, łapeć – wyszedł z użycia.

Powyższe słowa pochodzą z artykułu dziennikarza piszącego dla "Dziennika Białostockiego" w czerwcu 1930 roku[1]. Wielu autorów pisało o tym, jak Kurpie wstydzili się nazwy nadanej im przez sąsiadów, a pochodzącej od obuwia plecionego z łyka. Chociaż nazwa „kurp” na określenie łapci znana jest od XV w., to nieco pogardliwym terminem w wersji „Kurpik”, „Kurpikowie” mieszkańcy ziem nadnarwiańskich zaczęli być określani w XVIII wieku[2]. Dowartościowana przez badaczy, pisarzy i miłośników regionu nazwa „Kurp” zyskała z czasem pozytywną konotację, bo – jak świadczył poeta – „Kurpi ród (...) dzielny lud”[3]. Głos badaczy i pisarzy nie trafiał chyba pod strzechy szybko, skoro według niektórych relacji Kurpie woleli być określani jako Puszczacy lub Puszczanie.

(Kadzidło, 15 kwietnia 1913 r.. Źródło: A. Chętnik - "Puszcza Kurpiowska" 1913.)
Jedno z najciekawszych źródeł przedstawiających niechęć mieszkańców Puszczy do określenia „Kurpie” zamieszczam poniżej. Jest to komentarz do listu, jaki nadesłał do redakcji „Gazety Świątecznej” w 1882 r. Jakób Grabowski, urodzony w Cierpiętach korespondent „Gazety”, autor licznej korespondencji. Do wiadomości o niechęci Kurpiów do przezwiska, które im przypisano, odniosła się redakcja, prawdopodobnie sam Konrad Prószyński, udzielający na łamach każdego numeru licznych odpowiedzi czytelnikom. Co więcej, Prószyński wielu z artykułów, tak jak i omawianego, nie pozostawił podpisanych. Wiemy jednak, że używał pseudonimu „Pisarz Gazety Świątecznej”, a w cytowanym tekście pisał o sobie „Ja, pisarz Gazety”[4]. Kimkolwiek nie byłaby osoba odpisująca na list Grabowskiego, zauważmy, jak pozytywny wydźwięk w opinii przedstawiciela warszawskiej inteligencji II połowy XIX wieku miało słowo „Kurp”. Podobnie Kurpiów doceniali inni, a najsłynniejszym chyba przykładem jest działalność Adama Chętnika, który chciał aby Kurpie odczuwali dumę na myśl o sobie samych. Pisał wszakże: „Niech każdy światły puszczak nie wstydzi się powiedzieć: Kurpiem był mój dziad i ja Kurpiem jestem”[5].

Zapraszam do lektury:
_____________________

Nie obrażajcie się bracia Puszczanie, kiedy was kto Kurpiami nazywa!

Czytelnik Gazety Świątecznej w Krasnosielcu, p. Jakób Grabowski, rozmawiał niedawno z drugim czytelnikiem, p. Walentym Obrębskim, gospodarzem z Baranowa. Aż ten ostatni w rozmowie tak powiedział:

„Przesłychalim się, że w Brodowych Łąkach utrzymują gazety i my więc w latosim roku złożyliśmy się i odbieramy gazetę. Przysłali nam i kalendarz, a co to w tym kalendarzu jest różnoty! Nawet o nas tam jest napisano. Nie ganią oni nas, ale nazywają nas K u r p i a m i. Ja myślałem, że to tylko te wasze szulery nas tak nazywają, a to nawet w pismach tak jest! Zdaje się, że oświecenie w pismach (oświatę) nasz naród poznaje i młodzi się przestrajają już po szlachecku, a w kurpiach nie chodzi nikt, chyba w chodakach – i to tylko w powszedek, – a to wszystko nic nie znaczy! Niżej człeka cenią niźli bydlę, bo kurp upleciony z łyka nie znaczy i za koguta. Takie Warszawiaki powinni nas zwać chłopami puszczanami; nazwa nasza powinna być od miejscowości, a nie od ubóstwa ojców i dziadów naszych”.

Pan Obrębski to powiedział, a pan Grabowski słowa jego spisał i nam przysłał, my zaś powtórzywszy je tu w Gazecie – dajemy tłumaczenie.

Nie gniewajcie się bracia i nie obrażajcie się, kiedy was kto zwie Kurpiami, bo nie ma w tem nic złego. Nietylko w Warszawie, ale i w całym kraju Kurpiami was nazywają, a czynią to nie w żadnej złej myśli, i nie dlatego, żeby was nisko cenili, broń Boże! Przeciwnie, mówią wszędzie, że Kurpie, to lud dobry, poczciwy, pobożny i pracowity; wszędzie was uważają jak najlepiej. Nazwa K u r p i e od dawnych czasów weszła w zwyczaj; nazywają was Kurpiami, choć nie wiedzą nawet często, że wy sami tak nazywacie obuwie z łyka plecione.

A i obuwie z łyka plecione nie jest złe i nie trzeba się go wstydzić. Dawniej w całym kraju naszym wszyscy takie obuwie na nogach nosili. Oto i ojciec królów polskich, Piast, w takiem obuwiu niegdyś chodził; tak samo i pierwszy książę czeski Przemysław.

A choćby ojcowie i dziadowie nasi z ubóstwa tylko obuwie takie nosić mieli, to czyż nam się tego wstydzić? O nie, uchowaj nas Boże! A toć tylu świętych dobrowolnie w ubóstwie żyło, bo wiedzieli, że od ubóstwa prostsza droga do nieba niźli od bogactwa. Toć i sam Pan Jezus w ubóstwie się narodził i żył ubogo. A myżbyśmy się mieli wstydzić tego, że ojcowie nasi w obuwiu z łyka chodzili? O! wyrodne by z nas dzieci były, gdybyśmy się zapierali tego. Myślą też młodzi, że jak się kto aby trochę oświeci, to już powinien zrzucić suknie ojców swojich, a przebrać się po niemiecku, czy tam po szlachecku. O i to nieprawda! Nie wiedzą oni, co to oświata. Można być zupełnie ciemnym, a przebrać się po szlachecku; i można być oświeconym, a nosić ubiór taki, jak ojcowie nosili. A nawet ten ojcowski strój lepiej do nas zawsze przystaje, jakoś w nim człowiek ładniej wygląda. Tak przynajmniej myślę ja, pisarz Gazety – i tak myśli wielu ludzi oświeconych, którym smutno robi się na duszy, kiedy widzą, jak w niektórych okolicach kraju, ciemna młodzież porzuca swój dawny ubiór i przebiera się w kuse niemieckie surduty.

Źródło: „Gazeta Świąteczna” 1882, nr 65, s. 1-2.

_________________

Przypisy:
[1] A. B., W stolicy przaśnego miodu i mleka. Wizyta w dawnej kniei kurpiowskiej, „Dziennik Białostocki”, 1930, nr 164, s. 3.
[2] H. Samsonowicz, Kurpie na mapie Polski, „Zeszyty Naukowe OTN” 1991, z. 5, s. 10.; Por.: Ł. Gut, Kurpiowszczyzna, czyli słowo z historią, <http://kurpie-historia-trwanie.blogspot.com/2018/11/kurpiowszczyzna-czyli-sowo-z-historia.html> [dostęp: 14.12.2018].
[3] M. Morzkowski, Kurpie, „Biblioteka Warszawska”, t. II, 1844, s. 135.
[4] Z. Kmiecik, Redaktor i czytelnicy "Gazety Świątecznej" (1881-1908), „Rocznik Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” 1973, t. 12, nr 1, s. 10.
[5] A. Chętnik, O Kurpiach, Warszawa 1919, s. 48.

Autor: Łukasz Gut

czwartek, 29 listopada 2018

Krzysztof Augustyniak: Kurpie w powstaniu listopadowym wypadli pozytywnie

Łukasz Gut: Kurpie słynęli jako celni strzelcy, co obrazować miało przysłowie „Strzela jak Kurp”. Czy ich rola w powstaniu listopadowym sprowadzała się tylko do udziału w formacjach strzelców? 

Krzysztof Augustyniak: Oczywiście roli ludności kurpiowskiej nie należy ograniczać jedynie do udziału w formacjach strzeleckich. Kurpie byli co prawda wyłączeni organizacyjnie z Gwardii Ruchomej (stanowiącej rezerwuar sił dla tworzących się oddziałów powstańczych), lecz pełnili m.in. służbę porządkową w ramach Straży Bezpieczeństwa. Można przypuścić także, że część rekrutów formujących pułki 17. i 18. piechoty liniowej była Kurpiami. Wychodząc poza kwestię walki z bronią w ręku, można dodać, że byli oni cennym źródłem informacji dla oddziałów walczących na terenie Kurpiowszczyzny.

Czy da się szacunkowo określić liczbę Kurpiów biorących udział w powstaniu?

Dokładne określenie liczby Kurpiów biorących czynny udział w powstaniu jest niemożliwe ze względu na brak szczegółowych i wiarygodnych danych. Można jedynie próbować oszacować tę liczbę. Z raportów Komisji Województwa Płockiego wynika, że dwa bataliony Kurpiów tworzone na terenie tegoż województwa liczyły 2 tys. ludzi. „Okrągłe” dane budzą jednak spore wątpliwości. Do tej liczby należy doliczyć batalion tworzony w województwie augustowskim oraz rekrutów do nowo tworzonych pułków piechoty liniowej (chociaż teoretycznie nie powinni oni się tam znaleźć, gdyż były one formowane z Gwardii Ruchomej, z której Kurpie byli wyłączeni, jednak w województwie płockim panował w tej kwestii pewien nieporządek). Mielibyśmy zatem już ok. 2 tys. ludzi, może nieco ponad tę granicę do momentu rozpoczęcia działań zbrojnych. Po wkroczeniu Rosjan nie wszyscy jednak ruszyli do walki. Jak wiemy, Kurpie walczyli także w oddziałach Józefa Zaliwskiego i Józefa Godlewskiego, lecz trudno określić, ilu z nich to ludzie „nowi”, a ilu wchodziło w skład wcześniej wymienionych formacji (nie wymieniam tu Franciszka Kochanowskiego, ponieważ jego oddział to jeden ze wspomnianych już wcześniej batalionów kurpiowskich). Podsumowując, ostrożnie szacowałbym liczbę Kurpiów wchodzących w skład różnego rodzaju oddziałów powstańczych na od 2 do 2,5 tys. żołnierzy, oczywiście przy założeniu, że wszyscy wchodzący w skład batalionów Kurpiów byli faktycznie Kurpiami, czego dziś nie jesteśmy w stanie zweryfikować.

(Grafika Friedricha Christopha Dietricha (1779-1847) przedstawiająca "Kurpiki Ostrołęckie" w powstaniu. Datowana na ok. 1831 rok.)

Znane są jakieś przykłady negatywnego stosunku Kurpiów wobec powstania? Jeśli tak, to z czego wynikały?

Odnosząc się do pierwszego pytania, można stwierdzić, że faktycznie przypadki negatywnego nastawienia do powstania zdarzały się. W raporcie Godlewskiego z 15 kwietnia 1831 r. znajdujemy informację, że zasadzka na oficerów rosyjskich przygotowywana przez jeden z podległych mu pododdziałów nie powiodła się, ponieważ „Kurp z Myszyńca” naprowadził kozaków na powstańców czekających w zasadzce. Ponadto po wkroczeniu Rosjan na teren Królestwa Polskiego mieszkańcy terenów obwodu ostrołęckiego nie okazywali posłuszeństwa władzom powstańczym, o czym informował komisarz obwodu. Nie dotyczyło to jednak tylko Kurpiów, lecz ogółu mieszkańców. Można pokusić się o ogólny wniosek, że kiedy na Kurpiowszczyźnie operowały oddziały powstańcze, nawet nieregularne, to postawa ludności była generalnie przychylna. Kiedy jednak mieszkańcy byli pozostawieni sami, wówczas starali się po prostu przetrwać. Podobne prawidłowości zauważyć można na innych terenach Królestwa.

Czy tereny Puszczy Zielonej były obecne w planach wojennych kolejnych władz wojskowych powstania?

Tereny Puszczy Zielonej z racji dużego zalesienia nadawały się doskonale do prowadzenia działań nieregularnych, co zauważył m.in. Ignacy Prądzyński, tworząc plan prowadzenia tzw. „małej wojny”. Koncepcję tę realizowali w praktyce wcześniej wymienieni dowódcy (Godlewski, Kochanowski, Zaliwski). Natomiast nie szukano na terenie Puszczy Zielonej rozstrzygających bitew. Najsłynniejsze starcie w naszym regionie – bitwa pod Ostrołęką z 26 maja 1831 r. – nie było planowane przez dowództwo powstańcze.

Ludność kurpiowska brała udział w bitwie pod Ostrołęką?

Wydaje się, że ludność kurpiowska, wbrew opiniom niektórych regionalistów, nie brała czynnego udziału w bitwie. Wynika to z faktu, że oddziały, w których w tym czasie walczyli Kurpie, po prostu nie uczestniczyły w tym starciu (oddział Zaliwskiego, pułki piechoty tworzone na obszarze województwa płockiego). O udziale takim nie wspominają również najwybitniejsi znawcy tematu: Norbert Kasparek i Wacław Tokarz.

(Grafika Jana Nepomucena Lewickiego pt. "Kurpie" z 1841 r.)

Zauważa Pan jakiś wpływ pamięci o Kurpiach jako doskonałych strzelcach w powoływaniu ich pod broń w 1831 roku? Pamięć historyczna grała tu jakąś rolę?

Rzeczywiście można zauważyć, że już przed rokiem 1831 Kurpie cieszyli się opinią sprawnych strzelców. Opinie takie można znaleźć w źródłach z epoki. To najprawdopodobniej spowodowało, że już na początku grudnia grupa obywateli z ostrołęckiego wystąpiła z inicjatywą stworzenia oddziału złożonego ze strzelców kurpiowskich. Warto przy tym zanotować ciekawostkę, że z raportów z okresu od grudnia 1830 do stycznia 1831 r. wynika, iż oddziały kurpiowskie wcale nie były tak dobrze zaopatrzone w broń palną, jak można by wnioskować z mitu Kurpia-strzelca. Przykładowo w batalionie tworzonym w województwie augustowskim na 420 ludzi strzelb było tylko 94. W batalionie Kochanowskiego formowanym w województwie płockim chyba nie było lepiej, skoro przekazywano na jego rzecz broń zebraną w ramach ofiar dobrowolnych.

Jakby Pan podsumował udział Kurpiów w powstaniu listopadowym? Stanęli na wysokości zadania?

Pomimo pewnych negatywnych przykładów wymienionych wcześniej wydaje się, że postawę Kurpiów jako ogółu należy ocenić pozytywnie. Nie mogli oni samodzielnie odwrócić losów wojny, lecz do batalionów kurpiowskich zgłaszali się generalnie chętnie. W oddziałach Kochanowskiego, Godlewskiego i Zaliwskiego walczyli ofiarnie, a w źródłach z epoki zdecydowanie powszechniejsze są przykłady ich przychylnego stosunku do zrywu. Zatem ogólna ocena jest pozytywna.

Dziękuję za rozmowę.
_____________

Krzysztof Augustyniak - historyk, pracownik Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce, autor prac dotyczących powstania listopadowego. Publikował m.in. w „Zeszytach Naukowych Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego”.

czwartek, 22 listopada 2018

Kurpiowszczyzna, czyli słowo z historią

Tematem niniejszego artykułu jest termin „Kurpiowszczyzna”, używany w odniesieniu do Kurpiowskiej Puszczy Zielonej. Słowo to zadomowiło się w języku jako synonim określenia „Kurpie”, rozumianego jako „wyznaczony geograficznie, etnicznie region”, „część Mazowsza zamieszkana przez Kurpiów; ziemia kurpiowska”[1]. Do zajęcia się tym tematem skłaniają dwie sprawy. Po pierwsze, „Kurpiowszczyzna” znajduje swoje miejsce w licznych publikacjach poświęconych lokalnej historii. Wymieńmy dla przykładu następujące prace:
-Stanisław Pajka, Wpisani w Kurpiowszczyznę i w życie moje, Ostrołęka 2003.
-Stanisława Pajka, Słownik biograficzny Kurpiowszczyzny, Kadzidło 2008.
-Kultura religijna Kurpiowszczyzny, red. M. Ozorowski, Olecko 2004.
-Kurpiowszczyzna. Kultura, Historia, Gospodarka, red. J. Gołota, J. Mironczuk, Ostrołęka 2017.

Po drugie, słowo „Kurpiowszczyzna” wzbudziło przed laty kontrowersje, a w sprawie jego używania zabrała głos nawet Rada Języka Polskiego. Przyjrzyjmy się określeniu, które według korespondenta Rady miało być związane z latami po II wojnie światowej. Według anonimowego autora listu opublikowanego na stronie internetowej Rady Języka Polskiego, etymologię słowa Kurpiowszczyzna należy wiązać z następującymi faktami:

„Jeszcze w okresie międzywojennym „puszczaki” powszechnie wstydzili się tego, że są Kurpiami, swoje pochodzenie skrzętnie ukrywali, a określenie „Kurp” traktowali jako obraźliwe. Takiego stosunku do tego słowa nie mieli już jednak przedwojenni badacze regionu. W literaturze, jaką po sobie zostawili, znaleźć można jednak jedynie określenie „kurpie” – nigdy jednak „kurpiowszczyzna”. Po II Wojnie Światowej, wraz z masową migracją ze wsi do miast (w przypadku Kurpi głównie Ostrołęki), zaczęła zmieniać się mentalność tych ludzi i wkrótce powstał problem ich tożsamości i sięgania do korzeni. Wtedy powstało określenie „kurpiowszczyzna”. W brzmieniu miało coś z „kurpi”, a jednocześnie nie miało w odczuciu mieszkańców odcienia negatywnego. Nie za bardzo było wiadomo, co to jest „Kurpiowszczyzna”[2].

W odpowiedzi autorowi, prof. Aleksandra Cieślikowa przyznała, że trudno jej podać chronologię, kiedy w obiegu pojawiła się nazwa „Kurpiowszczyzna”. Jak jednak stwierdziła: „Kurpie i Kurpiowszczyzna są synonimami i określają region, stąd wielka litera. Sądzę, że Kurpiowszczyzna została utworzona, aby zróżnicować: Kurpie ‘mieszkańcy’ i Kurpie ‘teren, region’. Słowotwórczo nie różni się od Kielecczyzny, Lubelszczyzny, Białostocczyzny itp.”[3].

Używanie określenia „Kurpiowszczyzna” wydaje się więc jak najbardziej poprawne. Co jednak z chronologią? Czy autor cytowanego listu ma rację, pisząc, iż przedwojenni badacze regionu nie używali nazwy „Kurpiowszczyzna”?

(Fragment strony tytułowej powieści Kazimierza W. Wójcickiego)
Kurpiki i Kurpie

Określenie „Kurpie” pojawia się na stałe w XIX wieku. W XVIII stuleciu źródła notują „Kurpików”. „Swawolni i do rebellij skłonni Kurpikowie” to zapis z lat trzydziestych, kiedy Kurpie bili się w czasie konfederacji dzikowskiej po stronie Stanisława Leszczyńskiego, a przeciwko Rosjanom i Sasom, a więc wojskom popierającym Augusta III[4]. Z 1735 r. posiadamy relację, według której trudna sytuacja Kurpiów polegała na brakach w żywności. „Alimentu u Kurpikow już nie staie” – podaje raport z walk przeciw Rosjanom[5]. Słynny pamiętnikarz ks. Jędrzej Kitowicz opowiadał, jak niejaki Dzierzanowski „zjawił się w Polsce i zbierał konfederacyą w zielonej puszczy, sławnym kraju kurpików (…)”, a o samych Kurpiach pisał: „Kurpikowie, lud prosty (…)”[6]. Jeszcze Samuel Bogumił Linde w Słowniku języka polskiego, choć wydanym w XIX wieku, ale zawierającym materiał leksykalny z okresu wcześniejszego, opisał hasło „Kurp” odnośnie do obuwia, jak i wyrażenie „Kurpik”, tłumacząc: „W ziemiach Ciechanowskiey i Łomżyńskiey są osady pod nazwiskiem Kurpików Bast-schuh-bauern, bardzo ćwiczone w strzelaniu”[7].

W XIX wieku, mimo, że nazwa „Kurpik” nadal pozostaje w użyciu, zaczyna powoli być wypierana w druku przez określenie „Kurpie”, oznaczające zarówno sam region kurpiowski, jak i jego mieszkańców. Kazimierz Władysław Wójcicki w 1830 r.zamieścił w czasopiśmie „Ziemomysł” artykuł pt. O Kurpiach, w którym być może jako pierwszy zanotował powiedzenie „Strzela jak Kurp”[8]. Z kolei w 1834 r. napisał powieść pt. Kurpie. Już nie tylko na „Kurpików”, ale i na „Kurpiów” natrafiamy czytając prasę z okresu powstania listopadowego[9]. W drugiej połowie XIX wieku to „Kurpie” stają się nazwą dominującą na określenie mieszkańców puszczy, a także samego regionu. Jeśli chodzi o region, posługiwano się również określeniami takimi jak „Puszcza Myszyniecka”, „Puszcza Kurpiowska”, „Ziemia Kurpiów”, „Puszcza Zielona” czy „Puszcza Szkwańska”[10].


(Prawa, Konstytucye y Przywileie Królewstwa Polskiego, y Wielkiego Xięstwa..., Warszawa 1739)
Kurpiowszczyzna

W przypadku odpowiedzi na pytanie, kiedy dane słowo pojawiło się po raz pierwszy w użyciu, ryzykujemy pomyłkę. Podejmijmy jednak to ryzyko. Pierwsze poświadczone wystąpienie słowa „Kurpiowszczyzna” udało się odnaleźć w publikacji z 1892 roku i to nie byle jakiej. Ludwik Krzywicki w rozprawie Kurpie, drukowanej na łamach „Biblioteki Warszawskiej” zamieścił następujące zdanie: „Nazwy, właściwe wodom i bagnom Kurpiowszczyzny, wciąż tam występują w podobnem użyciu, natura gruntów jest równie ta sama”[11]. W kolejnych latach, o ile nam wiadomo, słowo „Kurpiowszczyzna” nie zagościło na stałe w dostępnych publikacjach. Dopiero w latach 20., a szczególnie 30. XX wieku znajdujemy większą liczbę artykułów, w których pada interesujące nas sformułowanie. Zaczyna posługiwać się nim prasa, zarówno lokalna, jak i ogólnopolska[12]. O Kurpiowszczyźnie pisał m.in. jeden z recenzentów Wesela na Kurpiach ks. Władysława Skierkowskiego[13]. „Kurpiowszczyzna” stała się pojęciem, którego używali też badacze regionu, m.in. Adam Chętnik i Franciszek Piaścik[14].

Podsumowując, należy stwierdzić, że termin „Kurpiowszczyzna” ma dość długą historię, a jego rozpowszechnienie można zauważyć już w latach międzywojennych. Po wojnie nastąpiła dalsza popularyzacja tego określenia, ktore na stałe zadomowiło się nie tylko wśród prac historycznych. 

____________

Przypisy:
[1] E. Sobol, Popularny słownik języka polskiego PWN, Warszawa 2001, s. 393.
[3] Ibidem.
[4]Wiesław Majewski, Puszcza Zielona ostatnią ostoją Dzikowian, "Zeszyty Naukowe OTN", T. 1, 1987, s. 12-27.
[5] „Gazety Polskie”, 1735, nr 72.
[6] J. Kitowicz, Pamiętniki do panowania Augusta III i Stanisława Augusta, wyd. A. Woykowski, Poznań 1840, s. 120.
[7] S. B. Linde, Słownik Języka Polskiego, T. 1, cz. 2, Warszawa 1808, s. 1190.
[8] K. W. Wójcicki, O Kurpiach, „Ziemomysł”, 1830, t. 3, nr 18, s. 173.
[9] „Goniec Krakowski”, 1830, nr 174, s. 1421.
[10] M. Samsel, Kurpie, Kurpiowszczyzna czy Puszcza Zielona?, 
„Pracownia”, 2001, nr 4, s. 105.
[11] L. Krzywicki, Kurpie, „Biblioteka Warszawska” 1892, t. 3, s.
[12] Np. „Przegląd Ostrołęcki”, 1936, nr 9, s. 4-5; „Dzień Dobry”, 1939, nr 31, s. 7.
[13]S. Klaczyński, Wesele na Kurpiach, 
„Kurier Wileński”, 1928, nr 226, s. 7.
[14] A. Chętnik, Jak ginie dawna Kurpiowszczyzna, Nowogród 1935.; F. Piaścik, Osadnictwo w Puszczy Kurpiowskiej, Warszawa 1939, s. 11.

Autor: Łukasz Gut

poniedziałek, 3 września 2018

Przez Kurpie do Lwowa. Ludwik Przetocki i powstanie styczniowe

Ludwik Przetocki to jeden z uczestników powstania styczniowego, którego wspomnienia dotyczą m.in. walk na Kurpiach. Warto przyjrzeć się Przetockiemu, postaci mało eksponowanej w regionalnej historiografii i ukazać epizod „kurpiowski” na tle jego życia, gdyż pamiętniki przez niego spisane, choć niezbyt obszerne, są ciekawym źródłem do poznania losów „zwykłych” żołnierzy styczniowego zrywu. Jako młodzieniec 19-to letni, nie zajmowałem wybitnego stanowiska, lecz jako żołnierz, spełniłem swój obowiązek – pisał po latach[1].

(Ludwik Przetocki - fotografia z okresu międzywojennego.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn.  1-P-1390)
Ludwik Przetocki[2] urodził się 4 września 1844 roku jako syn Józefa i Faustyny w miejscowości Zagnańsk w powiecie kieleckim. O wczesnych latach życia przyszłego powstańca nie wiemy nic, a jego pamiętniki dotyczą dopiero dziewiętnastego roku życia. W spisanych najprawdopodobniej po 1918 roku wspomnieniach Przetocki twierdził, że był słuchaczem Zakładu Praktyki Leśnej, założonego w Feliksowie koło Broku przez prof. Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego. Zakład istniał dopiero od kilku lat, tak więc Przetocki był w gronie pierwszych uczniów tej szkoły, pisząc o niej, iż jakkolwiek  rządowa, miała charakter wybitnie polski[3]. Wybór szkoły w Feliksowie mógł być podyktowany tradycją rodzinną, gdyż ojciec Ludwika był leśnikiem[4]. Wcześniej, bo w 1903 roku zanotował jednak, że tuż przed wybuchem powstania był elewem technicznym kolei Warszawsko-Petersburskiej[5]. Późniejsze losy tego żołnierza Wilkoszewskiego, w tym jego praca na kolei wskazują, że być może udawało mu się godzić oba zajęcia. Warto wspomnieć, że „wybitnie polski” charakter szkoły w Feliksowie przekazywała tradycja, według której wszyscy wychowankowie Zakładu mieli trafić do oddziału partyzanckiego[6].

Wybuch powstania

Przygotowania do akcji powstańczej nabierały na intensywności na przełomie 1862/1863 roku. Przypomnijmy, że w październiku ogłoszono przeprowadzenie poboru wojskowego w Królestwie Polskim. Już po świętach Bożego Narodzenia dwie trzecie wychowanków i trzej profesorowie Zakładu Praktyki Leśnej nie powróciło do Feliksowa. 14 stycznia w zakładzie pojawił się niejaki akademik Młodzianowski (prawdopodobnie Feliks – adiutant płk Władysława Cichorskiego „Zameczka”) z odpowiednimi rozkazami i instrukcjami. Warunki konspiracji nakazywały jednak, by pewna część uczniów zakładu pozorowała jego funkcjonowanie. Wśród tych ostatnich znalazł się Przetocki. W tych gorących dniach, kiedy rozpoczęło się przeprowadzanie branki, atmosfera w Zakładzie Praktyki Leśnej musiała być bardzo napięta. Tuż przed 21 stycznia pozorujący pracę Zakładu Praktyki Leśnej młodzi uczniowie przyszli do prof. Jastrzębowskiego, niegdyś powstańca listopadowego z pytaniem co robić w zaistniałej sytuacji. Według relacji Przetockiego miał im odpowiedzieć: Róbcie tak, jak wam rozum i serce nakazuje[7].

22 stycznia 1863 roku rozpoczęło się w Warszawie powstanie, które jak się później okazało, miało być najdłuższym polskim zrywem narodowowyzwoleńczym w XIX wieku. Przetocki otrzymał rozkaz stawienia się dzień wcześniej na stacji kolejowej w Małkini. Jak wyglądała powstańcza zbiórka na stacji nad Bugiem? Na stacji Małkini nad Bugiem zastaliśmy już większą ilość zebranych powstańców, przeważnie z Warszawy. Władze rosyjskie znikły gdzieś i nikt nas nie zatrzymywał ani tez nie nagabywał. Na stacji funkcjonowała już powstańcza aprowizacja, którą zarządzał powstaniec-rzeźnik z Warszawy, częstując przybyłych wódką, chlebem i wędliną. Wszyscy ubrani byli jak zwykle i broni nie było widać. Na stacji biwakowało paręset osób, a wśród nich byli wysłańcy Rządu Narodowego, u których zgłosiliśmy się, a ci kazali nam czekać[8].

Pierwszy dzień nowego rozdziału w życiu Przetockiego zapisał się jako pochmurny i bez większego mrozu. Tematem, który dominował wśród rozmów na stacji w Małkini była branka, a nastroje jakie panowały wśród zebranych opisywał jako niezwykłe, charakteryzujące się u jednych wesołością a u innych przygnębieniem, wywołanem myślą o pozostałych najbliższych i niepewnem jutrze powstańczem, zwłaszcza, że byliśmy bez broni. Noc tę spędziliśmy, śpiąc na gołej ziemi na stacji Małkinia wespół z innymi powstańcami[9]. Następnie Przetocki trafił do Czyżewa, a stamtąd do Łap, gdzie znajdował się liczny oddział Władysława Cichorskiego „Zameczka”. Przetockiego wraz z innymi uczniami szkoły w Feliksowie przydzielono do „oddziału celnych strzelców” pod dowództwem Władysława Wilkoszewskiego „Wiriona” w liczbie 35, z którymi kręcąc się po okolicy Kurpiów, broń zdobywaliśmy, jakeśmy mogli[10].

Przetocki pod Myszyńcem

Zanim Przetocki zaczął „kręcić się” na terenie kurpiowszczyzny, zdążył wziąć udział w kilku bitwach. Jak sam stwierdzał, swój chrzest bojowy przeżył pod Zarębami koło Zambrowa, brał też udział w bitwie pod Przetyczą. Walczył również pod Drążdżewem. W toku dalszych walk przeszedł pod dowództwo Zygmunta Padlewskiego. W swoich pamiętnikach, mimo tego, że kolejność bitew została przez niego pomieszana, Przetocki zapewnia, iż walczył pod Dąbrowami, Myszyńcem i Chorzelami. W pierwszej z wymienionych miejscowości oddział Padlewskiego, w którym służył Przetocki, dokonał napadu na komorę celną, zabierając z niej nieco broni i amunicji, a także kilka sztuk koni. Ujęto pięciu strażników, podczas gdy inni zdążyli zbiec, przekraczając granicę z Prusami[11].

Co Przetocki pisał o regionie, w którym przyszło mu walczyć z dala od rodzinnego domu? Służąc w oddziale Padlewskiego brał udział w bitwie pod Myszyńcem 9 marca 1863 roku. Pozostawił następujący, lakoniczny opis tej bitwy: W Myszyńcu mieliśmy bitwę z rana przez 5 godzin; z 1-go batalionu zginęło 53, z mojej sekcyi z 18 zostało nas trzech; Moskali podobno padło 173, między tymi trzech oficerów; (a z naszej strony Wilkoszewski i wielu najdzielniejszych strzelców zginęło)[12]. Co ciekawe, bitwę pod Myszyńcem Przetocki widział także w perspektywie historycznej. Zauważył, że rozgrywała się ona podobno w tym samym miejscu, co 150 lat wcześniej starcie Kurpiów ze Szwedami.

(Władysław "Wirion" Wilkoszewski)
Kurpie jako teren powstańczy

Kurpie od początku poparli powstanie i udzielali walczącym po stronie polskiej pomocy. Przyczyniło się do tego m.in.. postępowanie władz carskich, które ograniczały możliwości polowania, kłusownictwa i przemytu przyzwyczajonym do swobody mieszkańcom Puszczy Zielonej[13]. Głównym problemem w walkach na Kurpiach był brak broni. Z tego powodu trudno było uformować wielki oddział, ale sprawnie i śpiesznie przerzucano się z jednego miejsca na drugie. Powstanie styczniowe w okolicach Ostrołęki czy Myszyńca miało podobny charakter jak w innych regionach kraju. Była to walka partyzancka, której doświadczył też Przetocki. Życie codzienne żołnierzy nie było łatwe, szczególnie zimą. Jak wspominał u schyłku życia uczestnik bitwy pod Myszyńcem, Zwykle, mimo zimy, obozowaliśmy nocami w lesie przy ogniskach. Rzadko zdarzało się, abyśmy mieli dogodny nocleg, a jak się taki w spokoju przed nieprzyjacielem przytrafił, to była nadzwyczajna rozkosz[14]. Przetocki oceniał ponadto dobrze m.in. cywilny wywiad i rolę w nim kobiet, zawiadamiających o ruchach nieprzyjaciela. Inny pamiętnikarz podzielał dobre opinie o Kurpiach, pisząc o tym jak oddawali wielkie usługi oddziałom powstańczym w swoich lasach. Wiedzieli oni zawsze o każdym ruchu wojsk rosyjskich i zawiadamiali natychmiast powstańców[15].

Pochodzący z kieleckiego powstaniec opisywał przeprawę przez Narew ku granicy z Prusami. Skoro nagromadziło się więcej powstańców, a nie było dla nich broni, przeprawiliśmy się przez rzekę Narew ku granicy pruskiej. Tu – nietylko że pożądanej broni nie uzyskaliśmy, ale ciągle nękani przez Moskali, wypoczętych po kwaterach w miastach powiatowych, nieuzbrojeni i głodni, dużo trudów musieliśmy ponosić[16]. Życie powstańca to, o czym zaświadczał, głód, zimno i brak broni. Pisząc z perspektywy 40 lat, rozumiejąc „ducha czasu”, miał jednak Przetocki obiekcje co do przygotowań powstańczych, a jego wspomnienia, dalekie od heroizacji mogą być ciekawym materiałem dla historyków.

(Źródło: "Polska Zbrojna", 1938, nr 23, s. 7.)
Weteran

Dowiadując się, że został wykryty przez policję rosyjską, Przetocki uciekł do Małopolski, trafiając ostatecznie do Borszczowa a później do Lwowa[17]. W Borszczowie jako inżynier powiatowy od 1stycznia 1893 r. mianowany był konduktorem II klasy. W 1912 roku był członkiem dyrekcji powstającej w Borszczowie Powiatowej kasy zaliczkowej i oszczędności[18]. Wcześniej, bo już od 6 września 1895 roku członek lwowskiego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczestników Polskiego Powstania 1863/1864 roku. W II Rzeczypospolitej był odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. W 1933 występował w rejestrach „Komitetu Opieki nad Weteranami 1863 r.” we Lwowie, jako wdowiec. W 1933 r., z okazji 70-tej rocznicy powstania styczniowego, Przetocki otrzymał tzw. „pensję honorową” przydzieloną w ramach pomocy weteranom przez Korpus Kadetów nr 1 we Lwowie. Przyznano mu także ustanowiony z okazji rocznicy Krzyż Pamiątkowy 70-lecia Powstania Styczniowego[19].

Ludwik Przetocki w drugiej połowie lat trzydziestych należał do systematycznie malejącej grupy uczestników insurekcji, docenianych, a nawet czczonych w latach II RP. W 1938 roku, kiedy obchodzono 75. rocznicę powstania, Przetocki był jednym z trzech ostatnich weteranów we Lwowie[20]. 

Nie udało się ustalić daty śmierci wiekowego weterana, ale ze wzmianek prasowych wiadomo, że żył jeszcze w maju 1939 roku[21].


Przypisy:
[1] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim [w:] W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego 1863-1903, Lwów 1903, s. 357.
[2] Oprócz cytowanych wyżej wspomnień, Przetocki nie jest w innym miejscu podpisywany jako Nałęcz Przetocki, a jedynie jako Ludwik Przetocki. W akcie urodzenia również widnieje jako Ludwik Przetocki.
[3] W 66 rocznicę powstania styczniowego 1863-1929, Lwów, 1929, s. 9.
[4] Rok 1863. Za naszą wolność i waszą. W 75-lecie powstania styczniowego, red. E Bańkowski, Warszawa 1938, s. 30.
[5] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim, s. 355.
[6] B. Dymek, Profesor Wojciech Bogumił Jastrzębowski (1799-1882), „Rocznik Mazowiecki”, T. 14, s. 209.
[7] W 66 rocznicę powstania styczniowego, s. 10.
[8] Ibidem, s. 9-10.
[9] Ibidem, s. 10.
[10] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim, s. 355.
[11] S. Zieliński, Bitwy i Potyczki 1863-1864, Rapperswil 1913, s. 228.
[12] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim, s. 356.
[13] S. Chankowski, Powstanie styczniowe w Augustowskiem, Waszawa 1972, s. 174.
[14] L. Przetocki, Życie obozowe, „Kurier Warszawski” 1938, nr 1, s. 13.
[15] K. Borowski, Na schyłku powstania styczniowego, „Biblioteka Warszawska”, t. 1, s. 174.
[16] Ibidem, s. 14.
[17] Rok 1863, s. 30.
[18] „Gazeta Lwowska”, 1912, nr 119.
[19] Informacje pochodzące z korespondencji z prof. Lidią Michalską-Brachą z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, której serdecznie z tego miejsca dziękuję za pomoc.
[20] „Dziennik Polski”, 1939, nr 9.
[21] „Gazeta Lwowska”, 1939, nr 120, s. 3.

Autor: Łukasz Gut

sobota, 14 kwietnia 2018

Kurpie w dawnych słownikach i encyklopediach

Udział Kurpiów w walkach ze Szwedami w początkach XVIII wieku sprawił, że mieszkańcy regionu trafili do szerszej świadomości społecznej i zagościli częściej w opracowaniach dotyczących historii Polski. Dobrze znane są wątki kurpiowskie w dziełach Henryka Sienkiewicza, pamięta się także o wierszach Marii Konopnickiej, piszącej o puszczy myszynieckiej. Literatura korzystała z historii i legendy Kurpiów, nie dziwi więc, że także nauka pamiętała o Kurpiach. Stałe miejsce „Kurpi ród” znalazł z czasem w encyklopediach i słownikach. Przed I wojną światową najważniejsze wydawnictwa encyklopedyczne zawierały hasła dotyczące Kurpiów. W niniejszym krótkim szkicu spróbujemy się im bliżej przyjrzeć.

Nowe Ateny (wyd. 1745)
Nowe Ateny i pierwszy słownik języka polskiego

Już jedna z pierwszych polskich encyklopedii, czyli Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego, wydana w latach 1745-1746, wspomina o Kurpiach. Traktowane dawniej chyba zbyt surowo, jako przykład sarmackiego obskurantyzmu, dzieło Chmielowskiego jest interesujące z punktu widzenia omawianego tematu. Warto hasło „Kurpiki” przytoczyć w całości: 

„W Powiecie Ostrołęckim same lasy, a te napełnione KURPIKAMI, Wojennemi i bitnemi Ludźmi, nie dającemi żadnemu tam natrzeć nieprzyjacielowi. Jest to rodzaj chłopów, którzy occuparunt lasy, albo Puszczę między Prusami, Mazowszem i Litwą na mil 20. Mają swoje dywizje puszczą odłączone; w których są wsie, Miasteczka. Jedni są mere Bartnicy, koło pszczół chodzący, drudzy prawdziwi KURPICI, albo leśni Strzelcy. Na niedźwiedziów, rysiów, Jelenie z strzelbą, sieciami idą, w główkę ćwieczka trafiają. Mają swych Panów, czynsz im dają. Króla też za najwyższego uznają Pana”.

Chmielowski swoim tekstem dowodzi, że ówcześni „Kurpikowie” już cieszyli się sławą „wojennych i bitnych” ludzi, co szczególnie podkreślało później XIX-wieczne piśmiennictwo. Nowe Ateny zwracają uwagę rozróżnieniem na dwie grupy, którymi są odpowiednio: bartnicy i „prawdziwi Kurpici, albo leśni Strzelcy”. Umiejętności strzeleckich Kurpiów, jak czytamy, również autor nie pominął, tak samo jak tego, że „Króla też za najwyższego uznają Pana”.

Opis Chmielowskiego zapoczątkował obecność Kurpiów w wydawnictwach encyklopedycznych i słownikowych. Co prawda, wydany przez Ignacego Krasickiego w 1781 roku Zbiór potrzebniejszych wiadomości nie zawierał hasła „Kurpie”, to jednak następna wzmianka o "Puszczakach" znalazła się w wydawnictwie pomnikowym, pierwszym słowniku języka polskiego. Słownik języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego, wydawany w latach 1807-1814, zawiera kilka wariantów interesującego nas hasła. Po pierwsze, Linde pod hasłem „Kurp” opisał Kurpie (Kurpiele), czyli „chłopski bót, obnóżnik”. Co ważniejsze, przedstawił także hasło „Kurpik”, podając następującą definicję:

„W ziemiach Ciechanowskiey i Łomżyńskiey są osady pod nazwiskiem Kurpików Bast-schuh-bauern, bardzo ćwiczone w strzelaniu”. 

Co ciekawe, erudycyjna metoda zastosowana przez Lindego polegała na cytowaniu zdań, w których interesujące go słowo się pojawiało. W przypadku Kurpików, autor słownika powołał się na Volumina Legum i „Poskromienie swawolnych i buntowniczych kurpików w ziemi łomżyńskiey”. Według Lindego słowo „Kurp” bywało też synonimem „miejskiego, nikczemnego żołnierza”.

Wójcicki i Chlebowski


W XIX wieku powstały wybitne, wielotomowe wydawnictwa encyklopedyczne, które na stałe wpisały się w historię kultury polskiej. Wymieńmy tu chociażby Encyklopedię Orgelbranda, czy Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. To wielotomowe dzieła, spełniające w epoce pod zaborami także funkcje patriotyczne, do dziś bywają użyteczne dla historyków. Nie zawsze jednak Kurpie znajdowali miejsce w XIX-wiecznych encyklopediach, szczególnie w pierwszej połowie stulecia. Zabrakło dla nich miejsca m.in. w Starożytnościach polskich wydawanych przez Jędrzeja Moraczewskiego, mimo, że wówczas mieszkańcy Puszczy Zielonej mieli za sobą odnotowywany udział w powstaniach kościuszkowskim i listopadowym, a także w epopei napoleońskiej. 

Kazimierz Władysław Wójcicki
Drugą połowę XIX wieku otwiera Encyklopedia Orgelbranda, której wydawanie w latach 1859-1868 przypada więc m.in. na czasy powstania styczniowego. Wydana w 28 tomach encyklopedia była pracą zbiorową, która swoim rozmachem przyćmiła poprzednie tego typu wydawnictwa na ziemiach polskich. Hasło „Kurpie”, opublikowane w szesnastym tomie encyklopedii redagował Kazimierz Władysław Wójcicki (1807-1879). Ten znany literat, varsavianista miał wówczas w dorobku m.in. powieść historyczną pt. Kurpie (1834), a także pracę poświęconą obyczajom tego ludu, zamieszczoną w Zarysach domowych (1842). Tym razem Kurpie potraktowani zostali szeroko, Wójcicki opisał ich historię i obyczaje. Erudycyjny opis tego historyka i powieściopisarza wniósł do lokalnych dziejów niejakiego Konwę (jeszcze bez imienia Stach), który „w licznych walkach z rossyjanami dał dowody wielkiego męztwa i zdolności”. Na tekst pióra Wójcickiego powoływali się później liczni badacze, choć dostrzegano w nim także braki.

Szczególną wartość do dziś posiada Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich wydawany w latach 1880-1902. To spełniające ideały pracy organicznej, monumentalne, wielotomowe wydawnictwo, zawiera informacje bezcenne z punktu widzenia miłośników historii lokalnej, często jest punktem wyjścia do badań nad małymi ojczyznami. W Słowniku znajdziemy informacje o poszczególnych miejscowościach, a także na tematy szersze, bo mamy tu nie tylko hasło „Kurpie”, ale i tak szerokie jak… „Polska”.

Hasło „Kurpie” opisane zostało przez Bronisława Chlebowskiego (1846-1918), historyka literatury, wybitnego badacza, który dokonał swoistej syntezy ówczesnego stanu wiedzy na temat Kurpiów. Opisał w tomie czwartym (1884), tak jak wcześniej Wójcicki, obyczaje, historię Kurpiów, wskazał na prawa bartne, dialekt czy pieśni kurpiowskie, które według niego „cechuje humor, swoboda i siła wyrażeń”. 

Gloger i Zakrzewski

Pomnikiem kultury polskiej XIX wieku pozostaje Encyklopedia staropolska ilustrowana (1900-1903) autorstwa Zygmunta Glogera, opatrzona sentencją „Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest, - swoje, obowiązek”. W tym przewodniku po kulturze staropolskiej, dziele trzydziestu lat pracy (!), znajdujemy także hasło „Kurpie”, opatrzone inicjałem „B. Gemb” (Bronisław Gembarzewski – znany historyk wojskowości). Hasło to jest prawie w całości cytatem z pamiętników Juliana Ursyna Niemcewicza, w których ten pisarz odnotował „leśniczych departamentu łomżyńskiego, zwanych pospolicie kurpiami. Na małych konikach, w kurtkach lub żupanach, z długiemi szablami, dzidą i sztućcem, lud ten napozór niepoczesny, lecz trafnem strzelaniem straszny w boju, zadziwił mieszkańców Warszawy. Kurpie żywieni tylko, lecz bez płacy, służyli ochoczo”.

Strona tytułowa Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu obecności Kurpiów w najważniejszych polskich wydawnictwach encyklopedycznych przed I wojną światową zwróćmy uwagę na Wielką encyklopedią powszechną ilustrowaną, niedokończoną, liczącą 55 tomów, zbiorową pracę wydawaną w latach 1890-1914. Kurpiami w tym wydawnictwie zajął się Adam Zakrzewski (1856-1921) - etnograf, ekonomista, wcześniej także badacz Kurpiowszczyzny i autor książki Kurpie: opowiadanie historyczne. Hasło zredagowane przez Zakrzewskiego było najszerzej opisane z wyżej omówionych i chyba w najbardziej krytyczny sposób przedstawiało region kurpiowski. Autor odniósł się do niektórych elementów dotyczących przeszłości, wątpiąc m.in. w autentyczność pieśni o Kopańskim moście, o Konwie, a także twierdząc, że również słynna kolęda kurpiowska (Szczęśliwe Betlejem) to humorystyczne dziełko pewnego myszynieckiego aptekarza. Sporo miejsca poświęcił również strojowi i gwarze, a bibliografia, którą cytował, zawierała kluczowe wówczas pozycje, m.in. prace Ludwika Krzywickiego i Dominika Staszewskiego.

Zakończenie

Powyższe przykłady obecności Kurpiów w wydawnictwach encyklopedycznych to, rzecz jasna, przykłady wybrane i lista ta nie wyczerpuje tematu. Na tym miejscu może przypomnieć o obecności Kurpiów np. w Słowniku języka polskiego Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwiedzkiego, czy w Księdze przysłów Samuela Adalberga. Niemniej jednak już na podstawie tego krótkiego tekstu można zauważyć, że najważniejsze wydawnictwa encyklopedyczne w XIX wieku nie zapominały o Kurpiach. Stopniowo, dzięki kolejnym badaniom, obraz tego „osobliwego ludu” stawał się w encyklopediach i słownikach coraz bardziej pełny.

Autor: Łukasz Gut

czwartek, 14 września 2017

"Nie masz podobno i jednego Kurpia, żeby tam nie był". Pielgrzymki Kurpiów na Jasną Górę 1864-1939

„Nie masz podobno i jednego Kurpia żeby tam nie był” 

„Mówiąc o pobożności Kurpiów, pominąć nie można owego zapału do pielgrzymek na święte miejsca. Nie mając u siebie kościoła wsławionego cudami, szukają go w innych stronach”. To słowa z 1868 roku, które tłumaczyły ów zapał Kurpiów do pielgrzymowania. W niniejszym tekście przyjrzymy się peregrynacjom do Częstochowy, które na Kurpiach były trwałym i mocno zakorzenionym elementem religijności. 

Kiedy Kurpie rozpoczęli pielgrzymowanie na Jasną Górę, nie sposób dokładnie odpowiedzieć. Znawca tematu, Szczepan Zachariasz Jabłoński łączy tę kurpiowską tradycję z czasami „potopu”, kiedy mieszkańcy puszczy włączyli się w walkę ze Szwedami. Wiemy na pewno, że po powstaniu styczniowym, a szczególnie na przełomie XIX i XX wieku Kurpiów w Częstochowie zauważali coraz liczniejsi obserwatorzy. Korespondent „Przeglądu Katolickiego” już w 1865 roku pisał, iż „ten lud (…) ma wielką pobożność do Matki Boskiej Częstochowskiej, stąd jak już się ociepli, to już ciągną kompanje dosyć liczne do Częstochowy, tak że nie masz podobno i jednego Kurpia żeby tam nie był”.

(Kurpie na Jasnej Górze. Fot. prawdopodobnie z 1937 roku.)
Skowronki odpustowe 

Rzeczywiście, obecność mieszkańców regionu wśród „kompanji” zauważyła prasa. Nazywano ich „skowronkami odpustowemi”, gdyż jako pierwsi z ludu polskiego corocznie odwiedzali Jasną Górę na Wielkanoc, a czasami również na Zesłanie Ducha Świętego. Jak notował jeden z publicystów w 1882 roku, „przychodzą oni w Wielki Wtorek lub Środę, boso, nie zważając nawet na mróz i śnieg, i dnie świąteczne przepędzają w Częstochowie”. Kurpie nie tylko bywali pierwszymi pielgrzymami na Jasnej Górze, ale także ostatnimi. W 1884 roku „Kurier Warszawski” donosił, że Częstochowa z okazji nabożeństwa odpustowego w dniu Wszystkich Świętych zaroiła się po raz ostatni w roku tłumem pobożnych, a wśród nich wymieniona została również „kompanja kurpiów z łomżyńskiego”. Szczególnie ok. 1900 roku coraz liczniej trafiamy na opisy Kurpiów jako pierwszych przedstawicieli „ludu włościańskiego” w Częstochowie. Zwyczaj peregrynacji na Jasną Górę w okresie Wielkanocnym utrzymał się także po I wojnie światowej w warunkach II RP. O tradycji sięgającej „niepamiętnych czasów” informował w 1939 roku jeden z warszawskich dzienników.

Jeśli chodzi o pielgrzymki z okresu międzywojennego, posiadamy ciekawą relację na temat pielgrzymki wyruszającej z Myszyńca, niedługo po uroczystościach Bożego Ciała w 1937 roku. 14 czerwca 1937 roku wyruszyli koleją wąskotorową z Myszyńca na Jasną Górę młodzi pielgrzymi z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w ramach łomżyńskiej pielgrzymki diecezjalnej, a po drodze do wagonów wsiadała młodzież z parafii Wach i Kadzidło. Jak relacjonowano wejście Kurpiów na Jasną Górę? Zacytujmy dłuższy ustęp z Kroniki K.S.M w Myszyńcu:

„Przebrawszy się w strój ludowy, stajemy w szeregu w kolejności oddziałów z całej diecezji, z których oddział Myszyniecki jest najliczniejszy i najpiękniej ubrany. Idziemy ulicami miasta z pieśnią na ustach. Już zdala podziwiamy wysoką wieżę świątyni, widoczne są też i zabudowania klasztorne. Wchodzimy na plac przed klasztorem, gdzie wszystkich przybyłych wita jeden z Ojców Paulinów. Oddziały wkraczają do Klasztoru”.
Co skłaniało naszych przodków do pielgrzymowania? Oprócz sprawy oczywistej, a więc ich wiary, swoją rolę odgrywało kultywowanie procesji niedzielnych, w których udawano się do kościoła parafialnego z krzyżem, chorągwiami, czasami także z obrazami. Do tego dochodził kult Matki Boskiej Częstochowskiej, najczęściej czczonej wśród wizerunków Madonny. Do podtrzymania tego kultu przyczynił się szczególnie ks. Stanisław Bosacki, który „szczególniejszą miłością pała ku Najświętszej Maryi Pannie w Obrazie Częstochowskim i miłość tę stara się wzbudzić w sercach swych parafian”. Starania ks. Bosackiego zaowocowały umieszczeniem kopii NMP z Jasnej Góry w kościołach w Myszyńcu w 1882 roku, w Krzynowłodze Małej w 1900 roku i w Kadzidle w 1902 roku. Powyższe czynniki skłaniały Kurpiów do udziału w pielgrzymkach, ale nie zawsze ich motywacje oceniano pozytywnie. Znany działacz ruchu ludowego na Kurpiach, Piotr Kaczyński z Dylewa pisał ironicznie w „Zaraniu” w 1913 roku, atakując pobożność swoich ziomków: „(…) w naszym ludzie takie jest mniemanie, że nie jest godzien imienia katolickiego ten, kto przynajmniej raz w życiu nie odprawi pielgrzymki do stóp Matki Boskiej Częstochowskiej pieszo, a w razie niemożności, to choć koleją”. 

Pielgrzymki w praktyce 

Ruch pielgrzymkowy z całego Królestwa Polskiego (nie tylko z Kurpiowszczyzny) przybrał na sile po wydaniu ukazu tolerancyjnego przez cara Mikołaja II w 1905 roku. Tytułem przykładu powiedzmy tylko, że 15 sierpnia 1906 roku w uroczystościach poświęcenia jasnogórskiej wieży brało udział ok. 500 tys. pątników. „Skowronki odpustowe” z samej parafii Kadzidło na Wielkanoc tegoż 1906 roku przybyli w liczbie ok. 400 osób. W tym 240 osób przybyło wówczas od Warszawy koleją, a pieszych pielgrzymów naliczono 150. Relacje prasowe notują w zasadzie najczęściej pielgrzymów z parafii Kadzidło i Myszyniec, ale można znaleźć wzmianki chociażby o pątnikach z parafii Brodowe Łąki i Chorzele, którzy w 1896 roku przybyli na Jasną Górę w liczbie 160 osób po 12 dniach podróży.

Jak wyglądały w praktyce pielgrzymki mieszkańców okolic Myszyńca, Kadzidła, czy Brodowych Łąk? Piesze pielgrzymki trwały około dwóch tygodni. „Kompanja” rozpoczynając swoją wędrówkę, ruszała z umówionego wcześniej miejsca, np. spod przydrożnego krzyża. Jak pisał Adam Chętnik w latach 30., „za kompanją idą tabory wozów z płóciennymi budami. Na wozach są zapasy, chorzy itp.  powrotem zwykle wraca kompanja koleją, inni zaś wracają furami w parę tygodni później”. „Kompanja” posiadała swojego przewodnika, którego zwano „ojcem” lub „ojczulkiem”. Co należało do jego zadań? Dominik Staszewski pisał: „Ojciec taki intonuje pieśni, wskazuje drogę, obiera wypoczynki i noclegi, wreszcie pomaga nieść tłomoczki słabszym i znużonym drogą pątnikom”. Wspomniany wyżej Kaczyński w artykule pt. „Nasza pobożność” kpił z „ojczulków” rzekomo zainteresowanych tylko ofiarami pątników i z tych ostatnich, zarzucając pielgrzymującym niechęć do ponoszenia kosztów na budowę potrzebnych szkół, a także religijną „straszną ciemnotę i fanatyzm”. 

(Warszawski Dziennik Narodowy. R. 5, 18 kwietnia 1939.)
Tradycja i co dalej? 

Dwa tygodnie na pielgrzymce musiały dawać oczywiście ważne przeżycia religijne, jak też wrażenia związane po prostu z podróżowaniem i poznawaniem innych regionów Polski, na co w innych warunkach nie zawsze, a raczej rzadko przecież mogli Kurpie sobie pozwolić. Tak np. w 1903 roku pielgrzymka licząca ok. 200 osób przeciągnęła przez Warszawę, gdzie pątnicy brali udział w nabożeństwie przed kościołem św. Floriana na Pradze, by później zwiedzać po drodze inne kościoły. Dodatkowo, ważnym elementem związanym z pielgrzymkami było nabywanie w Częstochowie obrazów, którymi Kurpie zdobili ściany domów, niejednokrotnie chyba przesadzając z ich liczbą, na co wskazywał wymieniany już Piotr Kaczyński. Obrazy w domu to nie jedyne co przywożono z Częstochowy. Jak zauważył Jacek Olędzki, spuścizną po pielgrzymkach na Jasną Górę były obrazy w feretronach. Feretrony z Częstochowy stanowiły zgodnie z badaniami tego wybitnego znawcy kurpiowskiej sztuki ludowej, pokaźną ich część.

Tradycja pielgrzymowania do Częstochowy na Kurpiach trwa nadal, choć dzisiaj chyba nikt już nie nazywa mieszkańców regionu „skowronkami odpustowymi”, chyba głównie dlatego, że zdecydowana większość pielgrzymek trafia na Jasną Górę 15 sierpnia. Może warto powrócić do tradycji Wielkanocnej? 

Dodajmy na zakończenie, że Jasna Góra to nie jedyny ośrodek kultu maryjnego do jakiego w omawianym okresie pielgrzymowali Kurpie. Popularnymi miejscami peregrynacji były również m.in. Skępe, Gietrzwałd i Święta Lipka.

Bibliografia:
I.
Chętnik Adam, Kalendarzyk zwyczajów dorocznych, obrzędów i niektórych wierzeń ludu kurpiowskiego, Nowogród 1934.
Chętnik Adam, Krzyże i kapliczki kurpiowskie, „Polska Sztuka Ludowa”, 1977, R. 3, nr 1, s. 39-52.
Olędzki Jacek, Kultura artystyczna ludności kurpiowskiej, Wrocław 1971.
Jabłoński Szczepan Zachariasz, Jasna Góra. Ośrodek kultu maryjnego (1864-1914), Lublin 1984.
Jabłoński Szczepan Zachariasz, Ruch pielgrzymkowy na Jasną Górę w Częstochowie. Tradycja i współczesność, „Peregrinus Cracoviensis”, 1996, z. 3, s. 125-152.
Staszewski Dominik, Moralność i umoralnienie Kurpiów, Płock 1903. 

II.
„Dzwonek Częstochowski”, 1903, t.5.
„Gazeta Świąteczna”, 1901, nr 1059.
„Kurier Warszawski, 1884, nr 306b; 1896, nr 97; 1903, nr 89.
„Przegląd Katolicki”, 1868, t. 6.
„Warszawski Dziennik Narodowy”, 1939, nr 106b
„Zaranie” 1913”, nr 41.

Autor: Łukasz Gut

środa, 29 marca 2017

Wyrzeczysko. Kurpie i alkohol w drugiej połowie XIX wieku

„Kurpie przez długie lata pijali gorzałkę”. W ten sposób Adam Chętnik rozpoczął wątek alkoholu na Kurpiach w swej znakomitej pracy Pożywienie Kurpiów. Przez lata, czyli do 1857 roku. Wtedy to wiele zmienić miało tzw. wyrzeczysko, czyli uroczyste zaniechanie picia wódki.
 
W opracowaniach dotyczących Kurpiowszczyzny można znaleźć sformułowania jakoby Kurpie dotrzymywali od 1857 roku aż do wybuchu I wojny światowej wstrzemięźliwości. Misjonarze jezuici wizytujący Kadzidło mieli tak wpłynąć na Kurpiów, że stali się oni „moralniejszymi i pracowitszymi”, co podkreślał w dwa lata po wydarzeniach w Kadzidle Aleksander Połujański. Zanim postawili na wstrzemięźliwość, mieli żyć nędznie i leniwie, „a przyczyną główną takiego stanu było pijaństwo, na obszerną skalę praktykowane”. Jak podaje tradycja, w latach 40. i 50. XIX wieku Puszczę Zieloną nawiedzały klęski żywiołowe, kurczyły się lasy, co miało Kurpiów przekonać do wyrzeczenia się okowity. Wyrzeczysko stało się punktem odniesienia dla wielu ówczesnych moralistów, którzy podkreślali niemal wrodzone Kurpiom pijaństwo i zalety jakie wynikały z odstawienia alkoholu.


Korzyści miały być natychmiastowe. Korespondent „Gazety Codziennej” w artykule z lutego 1858 roku wyrażał się w tej sprawie jasno:„Kurpie zaprzestawszy pić wódkę; podczas karnawału oddawali się więcej niż kiedykolwiek pracy i dlatego w r.b. nie było owych dawnych pijatyk, ani burd i bójek (…)”. 

Uroczyste wyrzeczenie się wódki przez Kurpiów podobno pozytywnie przyjęli sami zainteresowani. W numerze czwartym czasopisma „Kmiotek” z 1862 roku trzej Kurpie z parafii Kadzidło, tj. Adam Sikorski, Michał Szatanek i Tomasz Kowalczyk opisali redaktorowi Kazimierzowi Góralczykowi sytuację po 1857 roku: „Bogu dzięki, już piąty rok jak u nas zaprowadził proboszcz wstrzemięźliwość od wódki i innych trunków upajających, i dzięki Opatrzności ślicznie się utrzymuje”. Wtórował parafianom kadzidlańskim Walenty Kowalczyk z Lipnik. W październiku tego samego 1862 roku opowiadał jak „wielce nam się oczy otworzyły w naszych gospodarkach (…)”. Przyznawał jednak, że abstynencja alkoholowa nie przychodziła łatwo i ciężko było zaprzestać dosłownego tonięcia w nałogu. Proboszcz parafii Kadzidło, ks. Tomasz Suski miał z kolei przekonywać jakoby Kurpie modlili się za tego „kto wynalazł wstrzemięźliwość”. Czy jednak Kurpie dotrzymali na dłużej abstynencji? Czy wytrwali w powstrzymaniu się od alkoholu przez sześćdziesiąt lat? 

22 stycznia 1863 roku wybuchło powstanie styczniowe. Kurpie tradycyjnie już wzięli udział w walkach, cenieni szczególnie jako strzelcy, których oko rzadko miało zawodzić, a także jako przewodnicy po lesistym terenie, nadającym się do prowadzenia charakterystycznej dla styczniowego zrywu wojny partyzanckiej. Major Władysław Brandt, organizator powstania na terenie Puszczy Zielonej, pisał już 10 lutego w optymistycznym tonie: „Całe Kurpie nasze, duch dobry”. Kurpie pomagali powstańcom w codziennym życiu, m.in. zaopatrując ich w żywność. Szczegóły powstańczego jadłospisu podał w swych pamiętnikach żołnierz z oddziału Brandta, Konstanty Borowski: „(…) każdy prawie żołnierz miał zawsze w torbie kawałek chleba, mięsa lub sera; przynosili bowiem do oddziału ludziska z poblizkich wiosek produkty i dawali je powstańcom darmo. Nawet i wódkę przegotowaną z miodem (krupnik) przynosili nam kurpie, ale za wódkę samiśmy płacili”. Kurpie nie dorobili się chyba jednak na sprzedaży wódki, bo jak sam Borowski dodawał, wódka była wówczas bardzo tania. 

Nie wiadomo czy ówcześni mieszkańcy Puszczy wódkę jedynie posiadali czy mimo przyrzeczenia z 1857 roku również sami pili. Kurpie chyba jednak solidnie wypełniali przyrzeczenie, skoro w latach 1858-1869 według statystycznych zestawień na terenach puszczańskich miało dojść „tylko” do trzech zabójstw, co według autora artykułu z „Gazety Rolniczej” (1870) było widocznym osiągnięciem przestrzeganej sumiennie wstrzemięźliwości. W połowie lat 70. notowano, iż Kurpie nadal dotrzymują „wyrzeczyska”, choć z wyjątkami. Mieszkańcy okolic Myszyńca nie pili wódki, ale piwo owszem, „a od wielkiego święta i barbara (bawara)”. 

Rysy na kurpiowskiej wstrzemięźliwości zaczęły pojawiać się w latach 80. XIX wieku. Przynajmniej wtedy zaczęto wyraźnie o tym pisać. Głód na Kurpiach jaki pojawił się na przednówku 1881 roku i rozpaczliwe w związku z tym warunki życia, doprowadziły jak się wydaje do rozluźnienia obyczajów. Prowadzona od kwietnia akcja filantropijna z pewnością ulżyła nieco doli Kurpiów, ale potrzeby przerastały ofiarowaną pomoc. Czy głód i bieda jakie dotknęły i tak przecież niezamożnych mieszkańców puszczy myszynieckiej, wywarły wpływ na powrót do popijania okowity? Adam Chętnik był przekonany, że zmiany uczyniła dopiero I wojna światowa, która „zrobiła wyłom, a potem zupełny przewrót. Kurpie zawrócili do gorzałki (…)”. Wydaje się, że ów wyłom nastąpił wcześniej.
("Gazeta Świąteczna" 1888, nr 379)
W obszernym liście jaki ukazał się w listopadzie 1881 roku w „Gazecie Świątecznej”, Franciszek Pieńkos, gospodarz z Brodowych Łąk, omawiał lokalne działania i zwrócił uwagę na kwestię alkoholu. Przypomniał w sposób barwny o dawniejszym wyrzeczeniu się wódki, jednocześnie ubolewając, iż młode pokolenie „śpieszy do szynków na bawara, a nareszcie dochodzi do rozpusty i poniewierki przykazań Bożych”. Jeden z piszących z parafii Turośl podobnie skarżył się na młodzież, która „wraca do tego obrzydliwego trunku, jak muchy do miodu”. To co tyczyło się młodzieży w Brodowych Łąkach i Turośli, nadal według niektórych z korespondentów miało być wyjątkiem. Mieszkaniec Kadzidła w 1882 roku choć zapewniał jakoby „pijaka nigdzie we wsi ani na pokazanie”, to dodawał jednak półgębkiem: „Toć nie bez tego, żeby czasami nie przyszła chętka komu w tej albo innej wsi do przemytnięcia okowity z zagranicy, gwoli zarobku”. Zapewniał jednak stanowczo, że chodziło tylko o zarobek. Sam przemyt okowity kończył się czasami źle, jak historia pewnego Kurpia ze wsi Leman, który w marcu 1888 roku został znaleziony zamarzniętym z wódką pod ręką, gdy przeprawiał się przez granicę z Prusami. 
 
Obyczaj wstrzemięźliwości psuć miała więc młodzież, tym bardziej, gdy ruszyła na emigrację, zarówno czasową (Prusy), jak i stałą (Stany Zjednoczone). Ci, którzy wracali, mieli gorszyć miejscowych, co Adam Chętnik ujął treściwie: „Z Ameryki przychodzi tylko złoto i obok niego często zepsucie obyczajów i rozwiązłość”. Dodajmy również: przychodził alkohol, a konkretnie zwyczaj picia wódki i piwa. Dominik Staszewski pisząc w 1902 roku o kurpiowskich obyczajach zauważył, że wódkę piją młodzi, szczególnie Ci, którzy wrócili z Ameryki, przynosząc w ten sposób demoralizację (nie tylko zresztą w tej dziedzinie) na tereny puszczańskie. Piciu piwa i wódki miały sprzyjać istniejące w niektórych miejscowościach karczmy gromadzące stałych bywalców. Karczmy takie powstawały również po wyrzeczysku, np. w Dylewie ok. 1890 roku. 
 
Przytoczmy dłuższy ustęp z korespondencji zamieszczonej w „Echach Płockich i Łomżyńskich” (1899), oddający znakomicie nastroje światlejszych mieszkańców Kurpiowszczyzny: „Pomimo ogólnej biedy, stracić kilka złotych w szynku wydaje się niejednemu z naszych gospodarzy drobnostką. (…) Nęci również szumna nazwa „restaurant”, którą przybrały dawne szynki:

Piękna nazwa restaurant
każdy dąży wieśniak i pan
i mieszczanie i strażnicy.
I chłop z torbą, z nad granicy
woła: piwa, funt kiełbasy –
dziś na chłopa dobre czasy…
Chociaż w domu licha strawa,
Jak jest za co wypić – sława!
"
 
W ówczesnych karczmach popijano nie tylko wódkę, ale przede wszystkim wspomnianego już „bawara” , czyli tzw. piwo bawarskie, które po wyrzeczeniu się wódki stało się ulubionym napojem Kurpiów. Chętnik widział związek pomiędzy wyrzeczyskiem a „bawarem” w tym, że ten ostatni trunek „gmerał” w głowie, do czego niejeden miał tęsknić. 

Głód z 1881 roku, emigracja zarobkowa do Prus i Stanów Zjednoczonych, a także I wojna światowa wydają się być wydarzeniami, które przynajmniej pośrednio wpływały na wzrost spożycia alkoholu w Puszczy Kurpiowskiej. O picie wódki oskarżano młodzież, przy czym starsze pokolenie miało dotrzymywać wyrzeczyska z 1857 roku. Tak czy inaczej, alkohol na Kurpiach w XIX wieku był obecny, a gdy bywało gorzej, wtedy i alarmowano o wzroście spożycia. Po wielkiej wojnie też nie bywało lekko o czym przekonuje opis pióra Janusza Korczaka z 1918 roku. Zakończmy na tym powyższe rozważania: 

„Myszyniec. Miasto pograniczne. Rynek. Sklepy zrabowane, okna wybite, drzwi rozwalone. Już są spalone budynki. Mieszkańców prawie niema, Żydów wcale niema. Wozy wojennych obozów, konie, żołnierze piesi i konni”.

Bibliografia:
I.
Borowski Konstanty, Na schyłku powstania styczniowego, „Biblioteka Warszawska”, 1914, t.1.
Chętnik Adam, Pożywienie Kurpiów, Kraków 1936.
Niedziałkowska Zofia, Kurpie. Bory ostrołęckie, Warszawa 1988.
Połujański Aleksander, Wędrówki po guberni augustowskiej w celu naukowym odbyte, Warszawa 1859.
Staszewski Dominik, Moralność i umoralnienie Kurpiów, Płock 1903.
II.
„Echa Płockie i Łomżyńskie”, 1899, nr 20.
„Gazeta Codzienna”, 1858, nr 65.
„Gazeta Rolnicza, 1870, nr 22.
„Gazeta Świąteczna”, 1881, nr 48.
„Gazeta Świąteczna”, 1882, nr 92.
„Gazeta Świąteczna”, 1888, nr 379.
„Gazeta Świąteczna, 1889, nr 469.
„Gazeta Warszawska”, 1863, nr 16.
„Gazeta Warszawska”, 1875, nr 180.
„Głos Żydowski”, 1918, nr 25.
„Kmiotek”, 1862, nr 4.
„Kmiotek, 1862, nr 45.
„Pamiętnik Religijno-Moralny”, 1862, t.10.

Autor: Łukasz Gut
Tekst pierwotnie ukazał się w magazynie "Kurpie".