sobota, 15 września 2018

„Mięsa Kurp nie widzi, chyba na święta...”. Mięso na Kurpiach w XIX i XX wieku

Nie wiadomo czym żywili się Kurpie w początkach stałego osadnictwa w Puszczy, czyli w XVI/XVII wieku, ale można się domyślać, że sporą rolę odgrywało łowiectwo. A skoro łowiectwo, to pokarm zwierzęcy bez wątpienia musiał gościć na stołach bartników, smolarzy, czy strzelców. Jędrzej Święcicki w najstarszym opisie Mazowsza pisał o zwierzynie w Puszczy Zagajnicy: „Poi ona różnego rodzaju zwierzęta, a więc: jelenie, żubry, łosie, tarpany i leśne dziki. (…) Wiele też jest tu ptaków jarząbków, które po łacinie nazywają się Attagenae. Ten rodzaj leśnych ptasząt, polecany ze względu na delikatność mięsa i jego barwę, bywa podawany jedynie na stołach pańskich”.

(Kuchnia drwali lub smolarzy, spotykana w lasach przez Adama Chętnika jeszcze w latach 1916-1918. Fot. z "Pożywienia Kurpiów")
W Polsce XVII i XVIII wieku wielka liczba postów, przekraczająca nawet 100 dni, a do tego znacznie bardziej rygorystycznych niż dzisiaj (np. nie jedzono w czasie postu nabiału), sprawiała, że duże znaczenie w kuchni miały ryby. Musimy wziąć to pod uwagę, gdy myślimy o dawnej kuchni, nie tylko kurpiowskiej. Jeśli Kurp polował na grubego zwierza, to jakie potrawy mógł przyrządzać? Nie sposób na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ pierwsza książka kucharska dotycząca kuchni myśliwskiej pochodzi z 1823 roku, ale jej autor Jan Szyttler był kucharzem, który przenosił na grunt polski elementy wyrafinowanej kuchni francuskiej. Domyślamy się, że w kuchni Kurpiów w XVII/XVIII wieku jeśli mięso, szczególnie dziczyzna, występowało częściej niż w późniejszych czasach, to nie były to potrawy specjalnie skomplikowane. Nie możemy oczywiście z powodu braku jakichkolwiek przekazów wykluczyć, że ktoś na Kurpiach próbował takich smakołyków jak wymienione u Szyttlera „mózgi łosie”, czy „kotlety na prędce z dzikich warchlaków”.

Cokolwiek pewnego o kuchni kurpiowskiej możemy powiedzieć dopiero dla XIX wieku i to dla drugiej jego połowy. Puszcza wówczas stopniowo malała, a Kurpie z „leśnych ludzi” przekształcali się w rolników, którzy na ubogich ziemiach, zwanych przez nich samych „psiachami” zajmowali się m.in. hodowlą. Ale i tu jest problem, bo mięso nie było wówczas podstawą wyżywienia. Fundamentem były potrawy zbożowe, a dużą rolę nadal odgrywały ryby. Z czasem coraz większe znaczenie zyskiwały ziemniaki, a Kurp-rolnik na mięso nie mógł sobie zbyt często pozwolić. Wiktor Czajewski w 1881 roku pisał o kuchni współczesnych sobie mieszkańców regionu: „Życie Kurpiów jest więcej niż skromne. Jada on zwykle kapustę i kartofle, lub barszcz; potrzeba już domu zamożnego, aby w nim znaleźć kawałek czarnego chleba. O mięsie nie ma co mówić. Jada je Kurp trzy razy na rok, podczas świąt uroczystych”. 

(Jan Szyttler, Kuchnia myśliwska, czyli na łowach, Wilno 1845)
Oskar Kolberg dodawał, że Kurpie jeśli już czasami jedzą wieprzowinę, to nigdy z własnej hodowli, bo ta ostatnia była przeznaczona na sprzedaż. Wśród ulubionych potraw kurpiowskich wymieniał m.in. kapustę ze słoniną. 

W dwudziestoleciu międzywojennym mięsa na Kurpiach spożywano być może mniej niż wcześniej. Wytrzebiona niemal doszczętnie w czasie I wojny światowej puszcza nie mogła być już schronieniem dla zwierzyny. Chętnik poświadczał jedynie dzikie ptactwo i zające. Stąd mięso jakim żywili się Kurpie, pochodziło prawie wyłącznie z hodowli domowej. Wyczerpujący opis spożywanych rodzajów mięsa i sposobów jego przyrządzania podał wybitny badacz Kurpiowszczyzny. Warto przypomnieć obszerne, szczegółowe fragmenty pracy Adama Chętnika pt. Pożywienie Kurpiów: 

„Wieprzowina używana jest powszechnie, co prawda nie we wszystkich gospodarstwach, gdyż biedniejszych stać na mięso zaledwie w święta doroczne, uroczystości itp. Częściej używają słoniny i sadła, jako okrasy. (…) Wieprze biją gospodarze bogatsi przede wszystkim wtedy, gdy te są tanie, i sprzedaż ich niezbyt się opłaca. Kłują je długim nożem w serce (pod łopatkę), zbierając starannie krew („juskę”) w misy, podstawiane przez gospodynie. Poza tym parzą wieprza ukropem w korycie, oczyszczają ze szczeciny, osmalają nad słomianym ogniem, patroszą i ćwiartują. Specjalnego rozbierania mięsa na poszczególne gatunki i cząstki użytkowe nie ma. Jest słonina, sadło, mięso i podroby.

Słoniną i sadłem, świeżym lub posolonym i obsuszanym, kraszą po usmażeniu („uskwarzeniu”) wszystkie potrawy, a najwięcej kartofle, kasze, groch i kluski. Duże skwarki w kartoflach lub kaszy nazywają „burśtynem” lub „śwedami” (od Szwedów).

Mięsiwo spożywają tylko po ugotowaniu lub upieczeniu. Gotują je najczęściej razem z kapustą lub w burakach, czasem w krupniku jęczmiennym, lecz – nie wszędzie, tylko we wsiach bliżej miast położonych. 

Czerninę („sary barsc”) gotują z zebranej przy biciu wieprza krwi, którą jednocześnie solą i mieszają, ażeby się nie zsiadła. „Szary barszcz” przygotowują z części juszki, większość zostawiając do kiszek kaszanych. Gotującą się czerninę zaprawiają octem na „barsc”, dodając różnych tłustych skrawków ode łba i podróbek oraz całą śledzionę. Czerniną nalewają kartofle, gotowane na cało. 

Barszcz z „letkiej wątroby”. Wątrobą „letką” nazywają na Kurpiach płuca zwierzęce (czy ludzie) dla odróżnienia od „ciężkiej” wątroby, którym to mianem określają właściwą wątrobę. Płuca krają na kawałki wraz z gardzielą („dutkami”), gotują i zupę taką zakwaszają octem, kwasem kapuścianym lub innym. Podają do kartofli. 

Kiełbasy wyrabiają od dawna sposobem takim, jak i wszędzie. Siekają mięso na drobne kawałki, dodają trochę słoniny z zielem angielskim i mieszaniną tą nadziewają oczyszczone jelita wieprzowe. Potem gotują je w kotłach i obsuszają w kominie, albo też obsuszają i na pół wędzą bez gotowania. 

Kiszki znane są w kilku odmianach. Do wyrobu ich używają kaszy gryczanej lub z braku tej, jęczmiennej. Kaszę mieszają z juszką, dodają ziela angielskiego, kładą do tego posiekane na drobno kawałki wątroby, słoniny i tłuste skrawki mięsa. Mieszaniną tą nadziewają jelita cienkie i wszystkie grubsze oraz żołądek. Kiszki gotują w kotłach i wykładają na kopańki drewniane, żeby ostygły. Jedzą na zimno, jako przekąskę, oraz odsmażaną na okrasie, co już jest przysmakiem na uroczystościach. Grubą kiszkę wieprzową z kaszą nazywają Kurpie kątnicą, napchany zaś tą masą kaszaną żołądek świński nazywa się kędziuk. 

Kiszki z kaszy jaglanej. Cienkie jelita z prosięcia lub cielaka, napychają kaszą jaglaną, pomieszaną dobrze ze skwarzoną słoniną. Przy gotowaniu trzeba bardzo uważać, bo pękają od pęczniejącej kaszy. 

Kiszki kartoflane są nowszym wymysłem. Kartofle „rejbują” na tarkach, jak do „rejbaków”, kraszą suto roztopioną słoniną ze skwarkami i masę zaprawiają dobrze mąką pszenną lub gryczaną. Masą tą napychają jelita i gotują w kotłach, przekłuwając je w czasie gotowania igłą, by wypuścić gazy, które rozsadzają kiszki. Kiszki kartoflane jedzą na gorąco, świeże lub odgrzewane i odsmażane na patelniach. Należą do specjałów: nie wszędzie je robią. 

Żadnych salcesonów, polędwic, szynek itp. ludność wiejska nie robi. Zajmują się tym rzeźnicy zawodowi lub gospodarze – bywalcy światowi.

Galaretę z nóg, zwaną „zimne nogi”, robią z nóg wieprzowych (lub bydlęcych). Oczyszczone z kopyt i sierści nogi (przy parzeniu ukropem) rąbią na kawały, odgotowują, aż mięso odstanie od kości; potem same miękkie części krają drobno, dodają miękkich części ze łba, przyprawiają zielem angielskim i dobrze gotują, po czym zlewają wszystko do wielkich mis i stawiają w chłodnym miejscu. „Nogi zimne” przyrządzają na wesele i święta. Podają w krajanych kawałkach na misy i talerze, posypują tartym pieprzem i polewają mocnym octem; jedzą z chlebem. 

Boczki wieprzowe, przerastałe, solą i obsuszają, na pół wędząc nad kuchnią w kominie lub przy gorącym piecu. Jedzą jako dodatek do chleba w czasie robót w lesie lub przy kośbie. 

Jądra wieprzowe („jajka” albo „jajca”) zjadają przeważnie ci, którzy trudnią się oczyszczaniem („mniszeniem”) młodych „kiernozków”. Dawniej zajmowali się tym tylko wędrowni specjaliści, zwani „węgrami”, obecnie nauczyli się tego miejscowi, przejmując i zjadanie jąder. Jądra kładą najpierw w gorący popiół w piecu lub kuchni, obłupują z wierzchniej grubej skóry, po czym je krają w talarki, solą i smażą na patelni; jedzą z chlebem. Kobiety potrawy tej nie cierpią i próbować nie chcą. 

Mięso z bydląt i owiec. Nie ma mowy o tym, by gospodarz zabijał sobie na mięso wołu lub jałowicę. Bydlak stary lub skaleczony zostaje sprzedany rzeźnikom, jak dotąd – Żydom. We wsi zabijają bydlaka wtedy tylko, gdy jest chory, skaleczony beznadziejnie, a kupca pod ręką nie ma. Wtedy krowę dobijają, spuszczając juchę, oprawiają, ćwiartują i rozbierają po kawale wszyscy niemal ze wsi, po tańszej oczywiście cenie. O ile bydlak poza skaleczeniem był zdrowy, to cała wieś miała mięsa pod dostatkiem; nikomu to nie zaszkodziło i właściciel był mniej stratny. Jeżeli jednak dorznięto bydlaka chorego, a jeszcze zaraźliwie, to pół wsi chorowało, a nieraz i życie przypłaciło to pożywienie. Toteż władze administracyjne starają się wypadkom podobnym zapobiegać. Częściej biją sobie gospodarze barany i czasem cielęta. Barany biją więcej dla skór na kożuchy niż dla mięsa, cielęta zaś na święta lub na wesele, sami lub w parku do spółki. 

Wołowina. Mięso z wołu czy krowy nazywają „rętownem” i gotują z niego rosół („rusoł”) od święta lub dla chorego. Rosołem nalewają kartofle, mięso jedzą z chlebem. Smażą również mięso pokrajane w kawałki na okrasie w tyglach. 

Cielęcina. Gotują z niej rosół, zasypany ryżem, dla chorych (jak każe koniecznie doktór). Zdrowi wolą wieprzowinę i cielęciny specjalnie nie kupują, chyba na Wielkanoc. 

Baranina. Mięso takie gotują tylko w barszczu buraczanym. Barszcz podają do kartofli suchych ze słoniną lub nalewają razem do misy. Poza tym baraninę pieką w tyglach na słoninie. 

Flaki przygotowują ze wszystkich wspomnianych zwierząt. Żołądki świńskie, cielęce itp. czyszczą, skrobią i myją w wodzie, zimą zaś szorują śniegiem (tak samo „ślamują” i kiszki), po czym gotują w dużych kawałach. Po odgotowaniu krają je drobno na długie skrawki i gotują jeszcze raz aż do miękkości, dodając sól, ziele, pieprz i marchew. Półgęstawą zupę, jako już gotowe „flaki”, podają na obiad do kartofli, które są osobno, a najczęściej zalane flakami na dużej misie.  

Flaki smażone. Oczyszczone flaki krają na kawałki, rzucają na roztopiony tłuszcz wieprzowy i smażą tak długo, aż się skręcą i zaczną być kruche. Podają do chleba na śniadanie. Podobne flaki w czasie wielkiej wojny smażono na oleju, tak, że przysłowiowe „flaki z olejem” były na Kurpiach przez pewien czas znaną potrawą, której sam próbowałem w ciągu swoich wędrówek. W innych okresach poza wojną potrawy tej nie spotykałem. 

Drób hodowany jest przeważnie na sprzedaż, dla zdobycia pieniędzy na wydatki domowe. Bogatsi jednak biją sobie czasami gęś lub kaczkę. Z krwi gotują „sary barscy”, gęsinę pieką w piecach, a kaczkę gotują w barszczu „szarym”, zakwaszonym octem lub barszczem buraczanym. Kury i kurczęta tylko sprzedają na targach lub letnikom.  

Króliki niektórzy hodują, a mięso z nich gotują w barszczu buraczanym lub pieką na słoninie. 

Dziczyzna dziś jest rzadkością. Zastrzelonego lub złapanego we wnyk zająca gotują w burakach, którymi nalewają kartofle. Mięso idzie na zajadkę do suchych kartofli. Tak samo w barszczu gotują wronę, jak nie ma okrasy, a o wrony nie trudno. Kuropatwę gotują na rosół lub pieką na okrasie. Dawniejszymi laty, gdzieś w puszczy lub przy spławie nad rzeką, sporządzano ptaka tak: upolowaną kaczkę, kwiczoła lub gęś nieco oskubano, oblepiono ciastem z gliny lub lepkiego iłu całego ptaka, zostawiwszy otwór dla ujścia pary, po czym całą taką „gomółę” zagrzebywano w gorący popiół i żar w ognisku. Glina naprzód obsycha, potem silnie się rozgrzewa i wtedy ptak się w niej piecze. Po pewnym czasie rozbijano gomółę, ptaka rozrywano i wypuszczano z niego wnętrzności. Mięso po posoleniu jedzono z chlebem lub z grzybami, które równocześnie się piekły”.

(Adam Chętnik, Pożywienie Kurpiów, Kraków 1936)
Chociaż opis Chętnika może robić wrażenie względną mnogością rodzajów przyrządzanego mięsa, od XIX wieku nie zmieniło się jedno: częstotliwość spożycia. Kurpie nadal rzadko spożywali mięso. Ksiądz Władysław Skierkowski pisał: „Mięsa Kurp nie widzi, chyba na święta i przy rodzinnej uroczystości (chrzciny i wesele)”. Skierkowski krytykował podejście Kurpiów, którzy po przodkach mieli zachować zwyczaj, by własnych, wyhodowanych zwierząt nie zabijać, ale sprzedać. Autor Puszczy kurpiowskiej w pieśni łączył brak spożywanego mięsa z nędznym wyglądem Kurpiów.

Po II wojnie światowej już częściej można było ujrzeć przydomowe wędzarnie, a i sami Kurpie chętniej zajmowali się wyrobem domowego mięsiwa. O ile np. o zjadaniu jąder „kiernozków” w tym okresie nic nie wiemy, to „zimne nóżki” czy flaki przetrwały zawieruchę wojenną i jak dawniej trafiały w upodobania miejscowej ludności.
_________________

Autor: Łukasz Gut

poniedziałek, 3 września 2018

Przez Kurpie do Lwowa. Ludwik Przetocki i powstanie styczniowe

Ludwik Przetocki to jeden z uczestników powstania styczniowego, którego wspomnienia dotyczą m.in. walk na Kurpiach. Warto przyjrzeć się Przetockiemu, postaci mało eksponowanej w regionalnej historiografii i ukazać epizod „kurpiowski” na tle jego życia, gdyż pamiętniki przez niego spisane, choć niezbyt obszerne, są ciekawym źródłem do poznania losów „zwykłych” żołnierzy styczniowego zrywu. Jako młodzieniec 19-to letni, nie zajmowałem wybitnego stanowiska, lecz jako żołnierz, spełniłem swój obowiązek – pisał po latach[1].

(Ludwik Przetocki - fotografia z okresu międzywojennego.
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn.  1-P-1390)
Ludwik Przetocki[2] urodził się 4 września 1844 roku jako syn Józefa i Faustyny w miejscowości Zagnańsk w powiecie kieleckim. O wczesnych latach życia przyszłego powstańca nie wiemy nic, a jego pamiętniki dotyczą dopiero dziewiętnastego roku życia. W spisanych najprawdopodobniej po 1918 roku wspomnieniach Przetocki twierdził, że był słuchaczem Zakładu Praktyki Leśnej, założonego w Feliksowie koło Broku przez prof. Wojciecha Bogumiła Jastrzębowskiego. Zakład istniał dopiero od kilku lat, tak więc Przetocki był w gronie pierwszych uczniów tej szkoły, pisząc o niej, iż jakkolwiek  rządowa, miała charakter wybitnie polski[3]. Wybór szkoły w Feliksowie mógł być podyktowany tradycją rodzinną, gdyż ojciec Ludwika był leśnikiem[4]. Wcześniej, bo w 1903 roku zanotował jednak, że tuż przed wybuchem powstania był elewem technicznym kolei Warszawsko-Petersburskiej[5]. Późniejsze losy tego żołnierza Wilkoszewskiego, w tym jego praca na kolei wskazują, że być może udawało mu się godzić oba zajęcia. Warto wspomnieć, że „wybitnie polski” charakter szkoły w Feliksowie przekazywała tradycja, według której wszyscy wychowankowie Zakładu mieli trafić do oddziału partyzanckiego[6].

Wybuch powstania

Przygotowania do akcji powstańczej nabierały na intensywności na przełomie 1862/1863 roku. Przypomnijmy, że w październiku ogłoszono przeprowadzenie poboru wojskowego w Królestwie Polskim. Już po świętach Bożego Narodzenia dwie trzecie wychowanków i trzej profesorowie Zakładu Praktyki Leśnej nie powróciło do Feliksowa. 14 stycznia w zakładzie pojawił się niejaki akademik Młodzianowski (prawdopodobnie Feliks – adiutant płk Władysława Cichorskiego „Zameczka”) z odpowiednimi rozkazami i instrukcjami. Warunki konspiracji nakazywały jednak, by pewna część uczniów zakładu pozorowała jego funkcjonowanie. Wśród tych ostatnich znalazł się Przetocki. W tych gorących dniach, kiedy rozpoczęło się przeprowadzanie branki, atmosfera w Zakładzie Praktyki Leśnej musiała być bardzo napięta. Tuż przed 21 stycznia pozorujący pracę Zakładu Praktyki Leśnej młodzi uczniowie przyszli do prof. Jastrzębowskiego, niegdyś powstańca listopadowego z pytaniem co robić w zaistniałej sytuacji. Według relacji Przetockiego miał im odpowiedzieć: Róbcie tak, jak wam rozum i serce nakazuje[7].

22 stycznia 1863 roku rozpoczęło się w Warszawie powstanie, które jak się później okazało, miało być najdłuższym polskim zrywem narodowowyzwoleńczym w XIX wieku. Przetocki otrzymał rozkaz stawienia się dzień wcześniej na stacji kolejowej w Małkini. Jak wyglądała powstańcza zbiórka na stacji nad Bugiem? Na stacji Małkini nad Bugiem zastaliśmy już większą ilość zebranych powstańców, przeważnie z Warszawy. Władze rosyjskie znikły gdzieś i nikt nas nie zatrzymywał ani tez nie nagabywał. Na stacji funkcjonowała już powstańcza aprowizacja, którą zarządzał powstaniec-rzeźnik z Warszawy, częstując przybyłych wódką, chlebem i wędliną. Wszyscy ubrani byli jak zwykle i broni nie było widać. Na stacji biwakowało paręset osób, a wśród nich byli wysłańcy Rządu Narodowego, u których zgłosiliśmy się, a ci kazali nam czekać[8].

Pierwszy dzień nowego rozdziału w życiu Przetockiego zapisał się jako pochmurny i bez większego mrozu. Tematem, który dominował wśród rozmów na stacji w Małkini była branka, a nastroje jakie panowały wśród zebranych opisywał jako niezwykłe, charakteryzujące się u jednych wesołością a u innych przygnębieniem, wywołanem myślą o pozostałych najbliższych i niepewnem jutrze powstańczem, zwłaszcza, że byliśmy bez broni. Noc tę spędziliśmy, śpiąc na gołej ziemi na stacji Małkinia wespół z innymi powstańcami[9]. Następnie Przetocki trafił do Czyżewa, a stamtąd do Łap, gdzie znajdował się liczny oddział Władysława Cichorskiego „Zameczka”. Przetockiego wraz z innymi uczniami szkoły w Feliksowie przydzielono do „oddziału celnych strzelców” pod dowództwem Władysława Wilkoszewskiego „Wiriona” w liczbie 35, z którymi kręcąc się po okolicy Kurpiów, broń zdobywaliśmy, jakeśmy mogli[10].

Przetocki pod Myszyńcem

Zanim Przetocki zaczął „kręcić się” na terenie kurpiowszczyzny, zdążył wziąć udział w kilku bitwach. Jak sam stwierdzał, swój chrzest bojowy przeżył pod Zarębami koło Zambrowa, brał też udział w bitwie pod Przetyczą. Walczył również pod Drążdżewem. W toku dalszych walk przeszedł pod dowództwo Zygmunta Padlewskiego. W swoich pamiętnikach, mimo tego, że kolejność bitew została przez niego pomieszana, Przetocki zapewnia, iż walczył pod Dąbrowami, Myszyńcem i Chorzelami. W pierwszej z wymienionych miejscowości oddział Padlewskiego, w którym służył Przetocki, dokonał napadu na komorę celną, zabierając z niej nieco broni i amunicji, a także kilka sztuk koni. Ujęto pięciu strażników, podczas gdy inni zdążyli zbiec, przekraczając granicę z Prusami[11].

Co Przetocki pisał o regionie, w którym przyszło mu walczyć z dala od rodzinnego domu? Służąc w oddziale Padlewskiego brał udział w bitwie pod Myszyńcem 9 marca 1863 roku. Pozostawił następujący, lakoniczny opis tej bitwy: W Myszyńcu mieliśmy bitwę z rana przez 5 godzin; z 1-go batalionu zginęło 53, z mojej sekcyi z 18 zostało nas trzech; Moskali podobno padło 173, między tymi trzech oficerów; (a z naszej strony Wilkoszewski i wielu najdzielniejszych strzelców zginęło)[12]. Co ciekawe, bitwę pod Myszyńcem Przetocki widział także w perspektywie historycznej. Zauważył, że rozgrywała się ona podobno w tym samym miejscu, co 150 lat wcześniej starcie Kurpiów ze Szwedami.

(Władysław "Wirion" Wilkoszewski)
Kurpie jako teren powstańczy

Kurpie od początku poparli powstanie i udzielali walczącym po stronie polskiej pomocy. Przyczyniło się do tego m.in.. postępowanie władz carskich, które ograniczały możliwości polowania, kłusownictwa i przemytu przyzwyczajonym do swobody mieszkańcom Puszczy Zielonej[13]. Głównym problemem w walkach na Kurpiach był brak broni. Z tego powodu trudno było uformować wielki oddział, ale sprawnie i śpiesznie przerzucano się z jednego miejsca na drugie. Powstanie styczniowe w okolicach Ostrołęki czy Myszyńca miało podobny charakter jak w innych regionach kraju. Była to walka partyzancka, której doświadczył też Przetocki. Życie codzienne żołnierzy nie było łatwe, szczególnie zimą. Jak wspominał u schyłku życia uczestnik bitwy pod Myszyńcem, Zwykle, mimo zimy, obozowaliśmy nocami w lesie przy ogniskach. Rzadko zdarzało się, abyśmy mieli dogodny nocleg, a jak się taki w spokoju przed nieprzyjacielem przytrafił, to była nadzwyczajna rozkosz[14]. Przetocki oceniał ponadto dobrze m.in. cywilny wywiad i rolę w nim kobiet, zawiadamiających o ruchach nieprzyjaciela. Inny pamiętnikarz podzielał dobre opinie o Kurpiach, pisząc o tym jak oddawali wielkie usługi oddziałom powstańczym w swoich lasach. Wiedzieli oni zawsze o każdym ruchu wojsk rosyjskich i zawiadamiali natychmiast powstańców[15].

Pochodzący z kieleckiego powstaniec opisywał przeprawę przez Narew ku granicy z Prusami. Skoro nagromadziło się więcej powstańców, a nie było dla nich broni, przeprawiliśmy się przez rzekę Narew ku granicy pruskiej. Tu – nietylko że pożądanej broni nie uzyskaliśmy, ale ciągle nękani przez Moskali, wypoczętych po kwaterach w miastach powiatowych, nieuzbrojeni i głodni, dużo trudów musieliśmy ponosić[16]. Życie powstańca to, o czym zaświadczał, głód, zimno i brak broni. Pisząc z perspektywy 40 lat, rozumiejąc „ducha czasu”, miał jednak Przetocki obiekcje co do przygotowań powstańczych, a jego wspomnienia, dalekie od heroizacji mogą być ciekawym materiałem dla historyków.

(Źródło: "Polska Zbrojna", 1938, nr 23, s. 7.)
Weteran

Dowiadując się, że został wykryty przez policję rosyjską, Przetocki uciekł do Małopolski, trafiając ostatecznie do Borszczowa a później do Lwowa[17]. W Borszczowie jako inżynier powiatowy od 1stycznia 1893 r. mianowany był konduktorem II klasy. W 1912 roku był członkiem dyrekcji powstającej w Borszczowie Powiatowej kasy zaliczkowej i oszczędności[18]. Wcześniej, bo już od 6 września 1895 roku członek lwowskiego Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Uczestników Polskiego Powstania 1863/1864 roku. W II Rzeczypospolitej był odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami. W 1933 występował w rejestrach „Komitetu Opieki nad Weteranami 1863 r.” we Lwowie, jako wdowiec. W 1933 r., z okazji 70-tej rocznicy powstania styczniowego, Przetocki otrzymał tzw. „pensję honorową” przydzieloną w ramach pomocy weteranom przez Korpus Kadetów nr 1 we Lwowie. Przyznano mu także ustanowiony z okazji rocznicy Krzyż Pamiątkowy 70-lecia Powstania Styczniowego[19].

Ludwik Przetocki w drugiej połowie lat trzydziestych należał do systematycznie malejącej grupy uczestników insurekcji, docenianych, a nawet czczonych w latach II RP. W 1938 roku, kiedy obchodzono 75. rocznicę powstania, Przetocki był jednym z trzech ostatnich weteranów we Lwowie[20]. 

Nie udało się ustalić daty śmierci wiekowego weterana, ale ze wzmianek prasowych wiadomo, że żył jeszcze w maju 1939 roku[21].


Przypisy:
[1] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim [w:] W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego 1863-1903, Lwów 1903, s. 357.
[2] Oprócz cytowanych wyżej wspomnień, Przetocki nie jest w innym miejscu podpisywany jako Nałęcz Przetocki, a jedynie jako Ludwik Przetocki. W akcie urodzenia również widnieje jako Ludwik Przetocki.
[3] W 66 rocznicę powstania styczniowego 1863-1929, Lwów, 1929, s. 9.
[4] Rok 1863. Za naszą wolność i waszą. W 75-lecie powstania styczniowego, red. E Bańkowski, Warszawa 1938, s. 30.
[5] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim, s. 355.
[6] B. Dymek, Profesor Wojciech Bogumił Jastrzębowski (1799-1882), „Rocznik Mazowiecki”, T. 14, s. 209.
[7] W 66 rocznicę powstania styczniowego, s. 10.
[8] Ibidem, s. 9-10.
[9] Ibidem, s. 10.
[10] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim, s. 355.
[11] S. Zieliński, Bitwy i Potyczki 1863-1864, Rapperswil 1913, s. 228.
[12] L. Nałęcz Przetocki, Walki pod Wilkoszewskim i Padlewskim, s. 356.
[13] S. Chankowski, Powstanie styczniowe w Augustowskiem, Waszawa 1972, s. 174.
[14] L. Przetocki, Życie obozowe, „Kurier Warszawski” 1938, nr 1, s. 13.
[15] K. Borowski, Na schyłku powstania styczniowego, „Biblioteka Warszawska”, t. 1, s. 174.
[16] Ibidem, s. 14.
[17] Rok 1863, s. 30.
[18] „Gazeta Lwowska”, 1912, nr 119.
[19] Informacje pochodzące z korespondencji z prof. Lidią Michalską-Brachą z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, której serdecznie z tego miejsca dziękuję za pomoc.
[20] „Dziennik Polski”, 1939, nr 9.
[21] „Gazeta Lwowska”, 1939, nr 120, s. 3.

Autor: Łukasz Gut

poniedziałek, 30 lipca 2018

Rok 1936. Rocznica „Cudu nad Wisłą” w Myszyńcu

Po 1920 roku 15 sierpnia obchodzony był w latach II RP już nie tylko jako święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale również jako rocznica słynnego „Cudu nad Wisłą”, czyli zwycięstwa nad Rosją bolszewicką. Już od 1921 roku „cała Polska jak wielka, daleka i szeroka słała przed tron swej Królowej Niebieskiej korne modły i dziękczynienia za pierwszy, wybłagany i wymodlony cud nad Wisłą, gdzie potęga dziczy bolszewicko-rosyjskiej złamaną została”.

Dzięki zachowaniu do dziś Kroniki Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej Żeńskiej z Myszyńca, możemy przeczytać w jaki sposób 15 sierpnia 1936 r. obchodzono na Kurpiach uroczystość religijną i jednocześnie ważny dzień dla tożsamości zbiorowej ówczesnych mieszkańców Polski. Kluczowa dla zrozumienia charakteru myszynieckiej uroczystości wydaje się działalność ks. Eugeniusza Kłoskowskiego, miłośnika kultury kurpiowskiej. Cytowana Kronika podkreśla, iż „pracując wśród młodzieży w Zielonej Myszynieckiej stał się ksiądz Kłoskowski wielkim regionalistą”. Jedna z Kurpianek nazywała księdza „Królem Puszczy” i dodawała nawet, że „dzięki niemu dowiedziała się Polska, że Kurpie są. On zachował mowę kurpiowską”. Podczas uroczystości, o czym niżej w cytowanym tekście, ks. Kłoskowski wygłosił kazanie. 

Uczestniczki procesji Bożego Ciała 27 maja 1937. (Źródło: https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/112015:1/)
Zapraszam do lektury tekstu zachowanego oryginalnie w rękopisie, świadectwa tego jak w Myszyńcu obchodzono ważny dzień 15 sierpnia.
____________________
15-sty sierpień
Wstało słońce i śle promienie na ziemię, opadły mgły, wszystkiemi drogami z pobliskich i dalszych wiosek dążą starzy i młodzież i dzieci, niosąc pęki kwiecia, bo to dzień N.M.P Zielnej. Idzie wszystka młodzież z K.S.M, by wysłuchać Mszy św. i przyjąć do swych serc Więźnia Miłości, by podziękować Królowej Korony Polskiej za zwycięstwo nad bolszewikami, za „cud nad Wisłą”.

Po sumie, celebrowanej przez Ks. Polaka, na której piękne kazanie o miłości Ojczyzny wygłosił Ks. (Polak) Kłoskowski, wspaniale zorganizowana procesja udaje się do krzyża aż za Gminę, gdzie jest ładnie przybrany ołtarzyk. Po odmówieniu modlitw za Polskę, płomienne kazanie o Królowej Korony Polskiej wygłosił Ks. Kłoskowski. Po odśpiewaniu „Boże coś Polskę” procesja wraca do kościoła. Tam wkraczają tylko obrazy, chorągwie i feretrony oraz część ludzi; Oddziały biorące udział w procesji pozostają przed kościołem, gdzie Kierownik miejscowej Szkoły, p. Topolski pięknie przemawia o walkach żołnierza polskiego, o „cudzie nad Wisłą”, jak również o bohaterstwie wojska polskiego. Po odegraniu „Jeszcze Polska nie zginęła” przez orkiestrę Straży Pożarnej i okrzykach na cześć Polski i Armii, Oddziały zwolniono. Wieczorem odbyła się uroczysta Akademia, na której referat wygłosił p. Archacki, wychowanek Liceum Biskupiego w Sejnach, a deklamowali: C. Pyszna, J. Topa, Ł. Olbrysiowna, M. Siok i J. Kulas; druhny ze wsi odśpiewały pieśni własnej kompozycji o miłości Królowej Korony Polskiej.

Akademię zakończono wspólnem odśpiewaniem hymnu „Boże coś Polskę”.

Tak obchodzono 15-stą rocznicę „Cudu nad Wisłą”, tak manifestowano swoje uczucia katolickie w r. 1936 w Myszyńcu.
___________________  

Źródło: Kronika Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej żeńskiej działającego w latach 1925-1938 w parafii Myszyniec, Myszyniec 1938, s. 57-58. (rkp, Miejska Biblioteka Publiczna w Ostrołęce)

Autor: Łukasz Gut

wtorek, 5 czerwca 2018

O czym pisali historycy na Kurpiach po 1989 roku? Subiektywny przewodnik po historiografii regionalnej

Historiografia regionu kurpiowskiej Puszczy Zielonej jest dość bogata i mimo pewnych luk, wiele zagadnień zostało już opisanych, ewentualnie przynajmniej choć trochę poruszonych. W poniższym artykule chciałbym przedstawić po krótce jakie tematy po 1989 roku podejmują historycy-regionaliści ziemi kurpiowskiej na przykładzie kilku nazwisk badaczy szczególnie zasłużonych dla lokalnej historiografii. Skupiam się w swym subiektywnym przeglądzie głównie na badaczach zajmujących się ostrołęcką częścią Kurpiowszczyzny, ale wspominam również kilka nazwisk spoza Ostrołęki.
(Źródło: "Motocykl i Cyclecar" 1938, nr 8.)
Historiografia po 1989 roku

Rozpoczynając krótki przegląd, warto cofnąć się do roku 1986 i przypomnieć, iż powstało wtedy Ostrołęckie Towarzystwo Naukowe, któremu w 1992 roku zostało nadane imię Adama Chętnika. Towarzystwo inicjowało i inicjuje do dziś badania związane z tematyką kurpiowską, a wielu badaczy zajmujących się regionem, to członkowie OTN. Kiedy w 1981 roku autorka cennej monografii Ostrołęki, Zofia Niedziałkowska, wydawała swoją popularnonaukową pracę o Puszczy Zielonej[1], nie mogła liczyć na tak rozbudowaną literaturę przedmiotu, która m.in. dzięki OTN, daje nam dziś możliwość pełniejszego poznania dziejów naszej małej ojczyzny.

Po pierwsze, warto powiedzieć, że sztandarową pozycją OTN pozostają wydawane corocznie „Zeszyty Naukowe”. Czasopismo to, w którym tematyka kurpiowska pojawiała się wielokrotnie, podejmowana była przez lokalnych badaczy. Dodatkowo, publikowali tam wybitni historycy formatu ogólnopolskiego, którzy swoimi refleksjami na stałe znaleźli miejsce w lokalnej historiografii. Mam tu na myśli ważne teksty pióra Henryka Samsonowicza[2], Adama Dobrońskiego[3], Józefa Kazimierskiego[4], Wiesława Majewskiego[5], czy Janusza Szczepańskiego[6]. Nie zajmując się jedynie Kurpiami, w swoich tekstach przedstawiali często szerszą perspektywę, ponadregionalną. 

Jeśli chodzi o historyków-regionalistów, zajmujących się głównie dziejami Kurpiowszczyzny i okolicznych terenów, wymieńmy kilka ważniejszych nazwisk, których twórczość istotnie wzbogaciła nasze poznanie dziejów małej ojczyzny. 

Rozpocznijmy nasz krótki przegląd od monografii powiatów i miejscowości kurpiowskich, których na szczęście systematycznie przybywa. Jeśli chodzi o powiaty, w których mieszkali Kurpie, wymieńmy dwie książki o dziejach Przasnysza i powiatu przasnyskiego autorstwa Radosława Waleszczaka, wysoko oceniane przez recenzentów[7]. Mamy świetną książkę dotyczącą Ostrołęki i powiatu ostrołęckiego, napisaną przez Janusza Gołotę[8] i obszerne Dzieje Ostrołęki Jerzego Kijowskiego[9]. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o pracy Zofii Niedziałkowskiej, wznowionej i poszerzonej o rozdziały opisane przez zespół historyków kierowany przez Adama Dobrońskiego[10]. Informacji o Kurpiach, widzianych z Łomży dostarcza również monografia tego miasta autorstwa wyżej wymienionego Adama Dobrońskiego[11].

Cenne są publikacje, które za cel biorą opisanie danej miejscowości czy gminy. Ostatnie lata przyniosły kilka takich pozycji, nawiązujących do pionierskich pod tym kątem dla Kurpiowszczyzny monografii Myszyńca i Dąbrówki pióra Adama Chętnika.Wśród prac poświęconych kurpiowskim gminom i miejscowościom, wymieńmy w kolejności chronologicznej książki Wandy Paprockiej (Myszyniec)[12], Adama Białczaka (Baranowo)[13], Jerzego Kijowskiego (Lelis)[14] i Stanisława Pajki (Dylewo)[15].

Walki Kurpiów w czasie powstań narodowych były opisywane wielokrotnie, częściej chyba jednak w formie publicystycznej i literackiej niż naukowej. Z tego względu szczególnie cenna jest praca Adama Białczaka pt. Kurpiowszczyzna w dobie powstania listopadowego[16], którą autor poprzedził zresztą kilkoma artykułami, drukowanymi w ostrołęckich „Zeszytach Naukowych”[17].Udział Kurpiów w powstaniach narodowych to także temat książki Tadeusza Wiśniewskiego[18], opisującego również m.in. powstanie styczniowe.
(Okładka najnowszej publikacji wydanej przez Ostrołęckie Towarzystwo Naukowe)
Przełom XIX i XX wieku znaczony był emigracją Kurpiów, czasową do Prus (na saksy) i częściej stałą do Stanów Zjednoczonych. O emigracji powstało kilka ciekawych artykułów, których autorzy ukazali blaski i cienie tego zjawiska, jakie dotknęło niemal każdy kurpiowski dom przed I wojną światową. Artykuł Janusza Szczepańskiego[19]ukazuje podstawowe zagadnienia związane z wychodźstwem, obraz powracających emigrantów, a także opinie m.in. na temat ich moralności. Janusz Gołota dokonał porównania emigracji z Puszczy Zielonej i Podkarpacia[20], natomiast Adam Białczak wykorzystał jako pierwszy materiały udostępnione przez Ellis Island Foundation, umożliwiające zbadanie m.in. wieku emigrantów, miejsc do których wyjeżdżali i lat, w których wychodźstwo przybierało największe rozmiary[21].

Kilka aspektów dotyczących czasów do I wojny światowej doczekało się po 1989 roku ciekawych pozycji. Od kilku lat dzięki twórczości Jana Mironczuka wiemy dużo więcej niż wcześniej o roli mniejszości chrześcijańskich i Żydów w powiecie ostrołęckim[22]. Osobne miejsce zajmują też pozycje autorstwa ks. Witolda Jemielitego, który od wielu lat opisuje dzieje kurpiowskich parafii[23]. W tym temacie w ostatnich latach ma wsparcie w postaci monografii parafii kurpiowskich pod redakcją Marii Przytockiej[24]. Kilka artykułów Marii Weroniki Kmoch naświetla zagadnienia związane z parafią Jednorożec[25], czego efektem ma być monografia tejże parafii. Dziejami Kościoła katolickiego po II wojnie światowej w powiecie ostrołęckim zajęła się ostatnio Małgorzata Lubecka[26]. Cenne są również prace poświęcone działalności zakonów katolickich na ziemiach Kurpiowszczyzny. Mam tu na myśli Bernardynów[27] i Jezuitów[28].

Osobne miejsce zajmują badania nad pograniczem kurpiowsko-mazurskim, mające dobre tradycje w postaci prac i działalności Adama Chętnika[29]. W temacie tym jednak po Chętniku nadal było wiele do zrobienia, czego przykładem monografia poświęcona dziejom Rozóg, napisana przez Zbigniewa Kudrzyckiego[30]. Sporo na temat pogranicza pisał też Marek Nowotka[31], a prace zbiorowe o pograniczu dają nam dużo wiedzy na temat procesów dziejących się pomiędzy Myszyńcem a Rozogami, szczególnie w XIX i XX wieku[32].

Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć o działalności Związku Kurpiów, zajmującego się wydawaniem najróżniejszych publikacji, wśród nich m.in. cennych reprintów prac Adama Chętnika czy księdza Władysława Skierkowskiego. Do tego dochodzi oczywiście publikacja książek, które, jak się wydaje, na stałe zagoszczą w bibliotece historyków-regionalistów.Takim przykładem może być Słownik biograficzny Kurpiowszczyzny XX-XXI wieku Stanisława Pajki[33]. A propos biografistyki, warto przypomnieć, że na szczęście takie postaci jak Adam Chętnik czy ksiądz Władysław Skierkowski mają swoich biografów[34].

Nie sposób w krótkim artykule wymienić i omówić wszystkich ważnych prac na temat Kurpiowszczyzny. Tymczasem wiele aspektów, nieopisanych wyżej, znalazło już swoich historyków. Tytułem przykładu wymieńmy jeszcze kilka opracowań. Wiemy całkiem dużo dzięki publikacji Henryka Maćkowiaka o szkolnictwie na Kurpiach[35]. Bartnictwo kurpiowskie doczekało się opisu Urszuli Kuczyńskiej opartego o księgi bartne nowogrodzkie[36]. Z zajęć kojarzonych z Kurpiami, także bursztyniarstwo stało się przedmiotem monografii[37]. Coraz więcej mamy też prób analizy mitu, który z Kurpiami jest nieodłącznie związany, a także tożsamości w kontekście historycznym[38]. Młodzi historycy zajmują się również tak niekonwencjonalnymi tematami jak dawna fotografia[39], kwestia krajobrazu (już nie puszcza a „pustynia kurpiowska”)[40] czy rola ognia[41].

Przyszłość?

Już choćby z powyższego, krótkiego przeglądu historiografii po 1989 roku, widać jak wiele zagadnień znalazło swoich badaczy. Ostatnie lata, rozwój Internetu i co za tym idzie, dostęp do zasobów bibliotek cyfrowych i archiwów, dają ciekawe perspektywy dla badań historycznych. Trzeba zaznaczyć, że dzisiaj historyk-regionalista m.in. dzięki dostępowi do zdigitalizowanej prasy ma dużo łatwiej jeśli chodzi o wykorzystanie tego źródła, niż jeszcze kilka lat temu. Warto na pewno to wykorzystać i badać obraz Kurpiów widzianych z zewnątrz. Analiz tego typu mamy ciągle niewiele, a mogłyby być pouczające[42].Na marginesie, o ile o wizerunku Kurpiów do 1939 roku mimo niewielu badań coś jednak wiemy, o tyle jak odbierano Kurpiów po 1945 roku, to rzecz czekająca chyba na swojego historyka, który pokaże sposoby przedstawiania mieszkańców Puszczy Zielonej w propagandzie PRL. 

Niektóre zagadnienia zostają dopiero powoli podejmowane, mimo, że źródeł nie brakuje, jak choćby jest to w przypadku spółdzielczości[43].W historii Kurpiowszczyzny sporą rolę odgrywały kontakty tego regionu z Płockiem. W ostatnich latach także ta tematyka trafiła do historycznych opracowań, choć pewnie można ją nadal rozwijać[44]. Warto być może spróbować wykorzystać do badań historycznych źródła, po które historycy niekoniecznie sięgają, a które być może mogłyby nam więcej opowiedzieć o postrzeganiu świata przez Kurpiów. Mowa tu np. o pieśniach ze zbiorów ks. Władysława Skierkowskiego czy wcale licznych fotografiach "typów kurpiowskich".

Sądzę, że kolejne lata przyniosą także nowe inicjatywy badawcze, które pewnie jeszcze nas zaskoczą.Życzę tego zarówno sobie, jak i czytelnikom.

Przypisy:
[1] Z. Niedziałkowska, Puszcza Zielona. Bory Ostrołęckie, Warszawa 1981. 
[2] H. Samsonowicz, Kurpie na mapie Polski, „Zeszyty Naukowe OTN”, 1991, t. 5, s. 8-12.
[3] A. Dobroński, Kształtowanie się granic Puszczy Zielonej, „Zeszyty Naukowe OTN” 1993, t. 7, s. 78-85. 
[4] J. Kazimierski, Źródła do dziejów Puszczy Zielonej (XIV-XX w.), „Zeszyty Naukowe OTN” 1993, t. 7. 140-149. 
[5] W. Majewski, Kurpie w walkach o niepodległość od Potopu do Baru, „Zeszyty Naukowe OTN” 1998, t. 12, s. 5-30. 
[6] J. Szczepański, Emigracja zarobkowa z Kurpiowszczyzny do I wojny światowej, „Zeszyty Naukowe OTN” 1993, t. 7, s. 40-51. 
[7] R. Waleszczak, Przasnysz i powiat przasnyski w latach 1866-1939. Zarys dziejów, Przasnysz 1999; idem, Przasnysz w latach 1795-1866, Przasnysz 2008. 
[8] J. Gołota, Ostrołęka. Miasto i powiat w okresie międzywojennym, Ostrołęka 2000. 
[9] J. Kijowski, Dzieje Ostrołęki 1944-2000, Ostrołęka 2002.
[10] Z. Niedziałkowska, Ostrołęka. Dzieje miasta, Ostrołęka 2002. 
[11] A. Dobroński, Łomża w latach 1866-1918, Łomża 1993. 
[12] W. Paprocka, Myszyniec. Studium z dziejów miasta, Warszawa 1993. 
[13] A. Białczak, Dzieje Baranowa oraz ziem nad Płodownicą i Omulwią, Baranowo-Ostrołęka 2005. 
[14] J. Kijowski, Dzieje Lelisa i okolic, Lelis 2011. 
[15] S. Pajka, Dylewo dawniej i dziś, Dylewo 2012. 
[16] A. Białczak, Kurpiowszczyzna w dobie powstania listopadowego, Ostrołęka 2000. 
[17]M.in. Idem, Społeczeństwo Kurpiowszczyzny wobec powstania listopadowego, „Zeszyty Naukowe OTN”, 1997, t. 11, s. 101-110. 
[18]T. Wiśniewski, Udział Kurpiów w walkach narodowowyzwoleńczych w XIX wieku, Ostrołęka 2004 
[19]J. Szczepański, op.cit., s. 40-51 
[20] J. Gołota, Emigracja z północno-wschodniego Mazowsza i Podkarpacia. Przyczyny, kierunki i następstwa: zarys tematyki, „Zeszyty Naukowe OTN” 2002, t. 16, s. 213-226. 
[21] A. Białczak, Z dziejów kurpiowskiego wychodźstwa zarobkowego do Ameryki Północnej w latach 1880–1918 na przykładzie gminy Baranowo, „Zeszyty Naukowe OTN” 2013, t. , s. 17-34. 
[22] J. Mironczuk, Mniejszości wyznaniowe chrześcijańskie w Ostrołęce i powiecie ostrołęckim (od schyłku XVIII w. do współczesności), Ostrołęka 2007; idem, Żydzi w powiecie ostrołęckim do I wojny światowej, Ostrołęka 2011; zob. też liczne artykuły tego autora w „Zeszytach Naukowych OTN”. 
[23] Wśród wielkiej liczby publikacji wymieńmy przynajmniej tę jedną: W. Jemielity, Parafie puszczy kurpiowskiej, Łomża 2004. 
[24] Dzieje parafii i kościoła pod wezwaniem Ducha Świętego w Kadzidle, pod red. Marii Przytockiej, Kadzidło 2012; Dzieje parafii i kościoła pw. Trójcy Przenajświętszej w Myszyńcu, pod red. Marii Przytockiej, Myszyniec 2009. 
[25]Wśród licznych artykułów warto wymienić m.in. M. W. Kmoch, O pierwszym kościele w Jednorożcu i miejscowej filii parafii Chorzele (1862-1915), "Rocznik Przasnyski", 2016, t. 3, s. 65-119 
[26] M. Lubecka, Kościół katolicki w powiecie ostrołęckim wobec polityki państwa w latach 1944–1966, Ostrołęka 2016. 
[27] B. Kalinowska, Bernardyni w Ostrołęce w latach 1664-1864, Ostrołęka 2011. 
[28]M. K. Kozłowska, Duchowe i materialne wytwory kurpiowskiej kultury ludowej jako wyraz działalności myszynieckiej misji jezuickiej w latach 1650-1773, Ostrołęka 2009. 
[29] A. Chętnik, Warunki gospodarczo-kulturalne na pograniczu kurpiowsko-mazurskim, Łomża 1927. 
[30] Z. Kudrzycki, Dzieje Rozóg. Pogranicze mazursko-kurpiowskie w XVII-XX wieku, Toruń 2003. 
[31] Np. M. Nowotka, Z dziejów pogranicza kurpiowsko-mazurskiego (na przykładzie gminy Rozogi), „Rocznik Mazurski”, 1996, t. 1, s. 18-29. 
[32]Pogranicze mazursko-kurpiowskie. Materiały z sesji naukowej (14 listopada 1997 r.), pod red. S. Achremczyka i J. Gołoty, Olsztyn-Ostrołęka 1998.; Migracja ludności na pograniczu mazursko-kurpiowskim w XIX i XX wieku, pod red. J. Gołoty, Ostrołęka-Olsztyn 2008. 
[33] S. Pajka, Słownik biograficzny Kurpiowszczyzny XX-XXI wieku. Cz. 2, Ostrołęka 2016. 
[34] M. Pokropek, Adam Chętnik – badacz Kurpiowszczyzny, Ostrołęka 1992; H. Gadomski, Władysław Skierkowski 1886-1941, Ostrołęka 1984; M. M. Grzybowski, Ksiądz Władysław Skierkowski. Etnograf Kurpiowszczyzny 1886-1941, Myszyniec 2011. 
[35] H. Maćkowiak, Szkolnictwo na Kurpiach 1905-1939, Ostrołęka-Łomża 1990. 
[36] U. Kuczyńska, Bartnictwo Kurpiowskiej Puszczy Zielonej, Łomża 2004. 
[37] J. Jastrzębski, Bursztyniarstwo na Kurpiach, Płock 1999; A. Białczak, Zastygłe łzy Puszczy Kurpiowskiej [w:] Bursztyn jako stymulator turystyki kulturowej, pod red. Janusza Hochleitnera, Jantar 2009, s. 137-157. 
[38]A. Dobroński,The Kurpie phenomenon, „Zeszyty Naukowe OTN”, 2017, t. 31, s. 15-28; K. Braun, Kurp zbrojny – powstanie regionalnego etnomitu [w:] W mazowieckiej przestrzeni kulturowej. Prace ofiarowane w 80. rocznicę urodzin Profesora Ryszarda Juszkiewicza, red. B. Dymek, Warszawa 2007; M. Tomczak, Królewskie dziedzictwo. Rozważania o kurpiowskiej tożsamości, „Przydroża”, 2017, nr 4, s. 148-158. Pionierem badań w tego typu tematyce był Wojciech Woźniak. Zob. W. Woźniak, Mit wolnego Kurpia w literaturze, Ostrołęka 1984. 
[39] M. W. Kmoch, Fotografie z miejscowości Jednorożec (1914 r.) autorstwa dr. Aleksandra Macieszy jako bezcenne źródło do badań historii regionalnej [w:] Fotografia w czasie, czas w fotografii, red. M.A. Długosz, M. Suchodolska, Lublin 2016, s. 75–101 
[40] M. Tomczak, „Pustynia kurpiowska” – studium z dziejów krajobrazu Puszczy Zielonej, „Rocznik Mazowiecki”, t. 27, s. 199-216. 
[41] M. Łępicka, Rola ognia w historii i tradycji Kurpiowszczyzny, „Rocznik Mazowiecki”, 2011, t. 23, s. 28-37. 
[42] Zob. np. M. Madej, Obraz Kurpia na przestrzeni dziejów, „Rocznik Mazurski”, 2007, t. 11, s. 133-136 ;W. Wincenciak, Kurpie widziane z Łomży w okresie dwudziestolecia międzywojennego, „Zeszyty Naukowe OTN”, 1993, t. 7, s. 133-139. 
[43] W. Łukaszewski, From the history of the cooperativemovement in the Kurpie region during The Second Polish Republic, „Zeszyty Naukowe OTN”, 2017, t. 31, s. 171-186. 
[44] D. Kasprzyk, Regionalizm płocki w II Rzeczypospolitej, Płock 2008; Idem, Związki Adama Chętnika z Towarzystwem Naukowym Płockim, „Rocznik Towarzystwa Naukowego Płockiego”, 2015, t. 7, s. 46-62.

Autor: Łukasz Gut

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Kurpiowszczyzna zdewastowana. Zniszczenia wojenne lat 1914-1920

Wojna rozpoczęta w 1914 roku dla Kurpiów trwała w zasadzie nie tylko do 1918 r., ale dłużej, do 1920 r., kiedy rozstrzygały się losy zmagań z Rosją bolszewicką. Moim zdaniem sprawę zniszczeń wojennych z lat 1914-1920 można traktować łącznie, ponieważ ziemie nad Narwią nie zdążyły otrząsnąć się po klęskach z lat I wojny światowej, gdy spadła na nie nowa „plaga”, tym razem bolszewicka. Poniższy krótki artykuł ma na celu zasygnalizowanie jak wyglądała materialna sytuacja regionu kurpiowskiego w 1920 roku po kilku latach zmagania się z wojną.
(Lipniki w 1915 roku. Źródło:
"Grosser Bilderatlas des Weltkrieges" 1916)
Zanim w 1914 roku wybuchła wojna, puszcza kurpiowska była terenem, na którym bieda i głód były stale obecne. Powiat ostrołęcki przed wojną należał do powiatu, który trzeba było stale aprowidować zewnątrz. Północna część powiatu należała zawsze do najbiedniejszych stron królestwa. Większa część przestrzeni zajęta jest przez lasy, bagna i nieużytki. Poza tem dużo pastwiska i lichych łąk. Gruntów ornych nie wiele i w b.lichym gatunku. Tak, że kurp nawet przed wojną nigdy nie wyprodukował na swoją potrzebę i puszcza stale była zasilana w zboże i kartofle z powiatów Przasnyszskiego i Makowskiego – twierdził starosta ostrołęcki w październiku 1920 roku[1].

Zniszczenia z czasów Wielkiej Wojny były ogromne, o czym często zapominamy pod wrażeniem późniejszych dziejów z lat 1939-1945. Tymczasem Puszcza Kurpiowska w czasie I wojny światowej stała się jednym z najbardziej zniszczonych regionów w kraju. Powiaty ostrołęcki i przasnyski wyróżniały się negatywnie pod względem strat wojennych. W powiecie ostrołęckim w czasie wojny zniszczeniu uległo 40,1% budynków. Myszyniec został zniszczony w 71,1%, choć część kurpiowska powiatu miała szczęście w nieszczęściu, gdyż np. w gminie Goworowo liczącej 17 wsi, wszystkie zostały zniszczone, a w gminie Czerwin na 34 wsie aż 32 uległo dewastacji. Dla porównania, całkowicie kurpiowska gmina Dylewo uległa mniejszym, choć i tak ogromnym zniszczeniom, gdyż na 22 wsie, 16 było spalonych (72,7%). Kurpiowskie gminy powiatu przasnyskiego ucierpiały jeszcze bardziej: gmina Baranowo została zniszczona w 77,1%, a gmina Jednorożec uległa całkowitej katastrofie: każda z 15 wsi gminy została zniszczona[2]. Do tego dochodziły problemy wynikające z charakteru Wielkiej Wojny, a więc walk w okopach i wielu strat w żołnierzach, których ciała były następnie przez długi jeszcze czas uprzątane i chowane na cmentarzach[3].

Straty w budynkach to jedno, natomiast losy mieszkańców też nie były łatwe. Jak oceniano w piśmie Komitetu Plebiscytowego powiatu ostrołęckiego z 15 grudnia 1919 r., W czasie wojny 46% gospodarstw było opuszczonych, właściciele których zostali wypędzeni do Rosji. Pozostali gospodarowali w warunkach wprost strasznych, bo po większej części budynki im zostały bądź to spalone, bądź rozebrane na budowę okopów. Nadto władze okupacyjne niemieckie wprost po barbarzyńsku przeprowadzały rekwizycję, nie bacząc na żadne przepisy i nie przytrzymując się żadnych ustalonych norm[4]. W efekcie, na dzień 1 kwietnia 1919 roku szacowano, iż na jedno gospodarstwo wypadało wówczas 0,91 koni i 1,24 bydła[5].

Wspomniano wyżej o wypędzonych do Rosji. Uchodźcy określani mianem bieżeńców masowo opuszczali od 1915 roku powiaty ostrołęcki i przasnyski. Z powiatu przasnyskiego to blisko 300 osób, choć liczba ta może być większa. Jak pisał Jan Nizielski ze Stegny: Gdy Niemcy front rosyjski odparli na wschód, kilkanaście rodzin z Jednorożca dostało się w wir frontu rosyjskiego. Pędzeni naprzód aż za granicę rosyjską[6].
("Gość Puszczański", 1920, nr 11.)
W 1919 roku rozpoczynała się na Kurpiach rekwizycja owsa i ziemniaków na potrzeby wojska. Sprawa była skomplikowana, ponieważ biedna ludność nie mogąc należycie zaopatrzyć oddziałów stacjonujących na terenie powiatu ostrołęckiego, musiała również zmagać się z rekwizycjami wojsk z innych powiatów, np. z grójeckiego[7]. Jak tłumaczono, Rekwizycja doprowadzi do tego, że na wiosnę nie będzie czem obsiać i powierzchnia uprawna nie tylko że się nie zwiększy, ale odwrotnie, zmniejszy się znacznie z braku inwentarza roboczego, obornika i na koniec z braku nasion. W takich okolicznościach Komitet Plebiscytowy zalecał natychmiastowe wstrzymanie aprowizowania wojsk na terenie Ostrołęckiego, biorąc pod uwagę także fakt, iż Kurpie jako teren graniczący z obszarami plebiscytowymi, znajdują się pod baczną uwagą Mazurów oceniających stan rolnictwa w powiecie i postępy w odbudowie[8].

Najdobitniej o swojej biedzie opowiadali sami ubodzy Kurpie, którym oprócz strat wojennych doskwierały podatki. Mieszkańcy wsi Krobia z gminy Nasiadki tłumaczyli w 1920 r.: W tym roku jest nam bardzo ciężko, jesteśmy biedni zniszczeni a tu tak duże podatki na nas nałożyli i kontygent też, że my w żaden sposób nie będziemy mogli podesłać takowego wypłacić[9]. Z kolei mieszkańcy wsi Sul w tejże gminie apelowali: (…) Oczekiwaliśmy z utęsknieniem Wolnej Polski i naszych Rządów więc niech nam się krzywda nie dzieje, my nie mamy tyle zboża ani też nie jesteśmy w stanie uiścić wszystkich podatków[10].

Po 1920 roku przystąpiono wreszcie do odbudowy Kurpiowszczyzny, odbudowy trudnej i mozolnej, ale przynoszącej, jak się wydaje, dobre efekty. Wiadomo, że w roku 1931 w porównaniu do 1921 r. przybyło w powiecie ostrołęckim prawie trzy tysiące budynków mieszkalnych (z 14054 do 17002)[11]. W „Gościu Puszczańskim” podsumowano najazd bolszewicki następująco:

Śmiertelny wróg Polski, kat i morderca bolszewicki uciekał przed naszą armją. Już nie będzie rządzić nahajka kozacka, nie będzie głodny żołdak wydzierał nam chleba i ostatnią kroplę mleka dzieciom zostawioną; nie będzie widoku dobijania rannych i pastwienia się nad naszymi żołnierzami. A na to wszystko tyle trzeba było się napatrzeć…[12]

Kurpie odetchnęli z ulgą.
__________


Przypisy:

[1] Archiwum Akt Nowych (dalej: AAN), Ministerstwo Aprowizacji, sygn. 943, Starostwo Ostrołęckie do Oddziału Aprowizacyjnego, Ostrołęka 26.X.1920.
[2] Zniszczenia wojenne w budowlach b. Królestwa Polskiego, oprac. Z. Limanowski, Warszawa 1918.
[3] M. W. Kmoch, Wielka Wojna we współczesnym krajobrazie gminy Jednorożec (pow. przasnyski), „Akademickie Zeszyty Naukowe PIAST”, 1 (2017), s. 11.
[4] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, (Odpis) W sprawie zakazu wywozu inwentarza żywego i mięsa…, sygn.. 943.
[5] Ibidem.
[6] M. W. Kmoch, Nasi bieżeńcy, „Kurier Przasnyski”, odc. 54.
[7] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, (Odpis) W sprawie zakazu wywozu inwentarza żywego i mięsa…, sygn.. 943.
[8] Ibidem.
[9] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, Do Panów posłów… Mieszkańcy wsi Krobia, sygn. 943.
[10] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, Do Panów posłów… Mieszkańcy Wsi Suli, sygn. 943.
[11] J. Gołota, Społeczeństwo powiatu ostrołęckiego i Ostrołęki w okresie międzywojennym, „Zeszyty Naukowe Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego”, 1996, t. 10, s. 101.
[12] „Gość Puszczański”, 1921, nr 3.


Autor: Łukasz Gut

środa, 30 maja 2018

Boże Ciało na Kurpiach w 1937 roku

Strój kurpiowski kojarzymy obecnie głównie ze świętami kościelnymi. Wówczas to w Myszyńcu, Kadzidle, Dylewie, czy w Łysych, widujemy piękne Kurpianki, te młodsze w charakterystycznych dla naszego regionu czółkach na głowie. Widok na szczęście jeszcze nam znany, choć szkoda, że najczęściej tylko w święta kościelne. Po Wielkanocy, następnym w kolejności świętem w czasie którego mamy przyjemność oglądania tradycyjnie ubranych Kurpianek jest Boże Ciało.

(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura 1-R-333-3)
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w tym roku przypada 31 maja. W tym miejscu chciałbym przypomnieć o uroczystościach, które odbiły się szerokim echem w całej międzywojennej Polsce.

Mowa tu o 27 maja 1937 roku.

O wyjątkowych obchodach, jakie miały mieć wówczas miejsce na Kurpiach pisała m.in. "Gazeta Polska" 19 maja 1937 roku:

Tegoroczne święto Bożego Ciała w stolicy Kurpiów w Myszyńcu odbędzie się 27 b.m. niezwykle okazale. Spodziewany jest zjazd dostojników państwowych. Licznie zjadą się Kurpie z okolic Myszyńca, aby wziąć udział w procesji według rodzaju strojów, lokalnie używanych. Z obchodu święta nadana zostanie transmisja radiowa. W programie tańce ludowe, pieśni, różne obrzędy kurpiowskie oraz fragmenty "Wesela na Kurpiach". Z okazji święta odbędzie się również kiermasz, który wykaże dorobek miejscowego przemysłu ludowego.

Przygotowania do tego wydarzenia rozpoczęły się co najmniej półtora miesiąca przed świętem. 10 kwietnia 1937 roku w Myszyńcu odbyła się konferencja w sprawie procesji Bożego Ciała, której przewodniczył wojewoda białostocki. W konferencji wziął udział znany krajoznawca, autor przewodników turystycznych, Mieczysław Orłowicz. Tenże krajoznawca zapisał: W Myszyńcu poznałem dzielnego propagatora Ziemi Kurpiowskiej, tamtejszego wikarego ks. Kłoskowskiego. Obiadem podejmował nas proboszcz ks. Sawicki.

Tak więc oprócz znaczenia religijnego, święto Bożego Ciała miało w 1937 roku także charakter wydarzenia kulturalnego. Święto było więc okazją do promowania zwyczajów kurpiowskich, czego wzmianka o odtwarzaniu fragmentów "Wesela na Kurpiach" dowodzi najlepiej.

Zapytajmy jednak, skąd takie zainteresowanie obchodami religijnego święta na Kurpiach? Mariusz Bondarczuk, który chyba jako pierwszy po latach przypomniał o myszynieckich uroczystościach, zauważa kilka możliwych przyczyn. Powtarzając za nim, przypomnijmy o działalności Adama Chętnika, który intensywnie pracował nad promowaniem Kurpiowszczyzny. Przypomnijmy o tym jak kurpiowski folklor rozsławił ks. Władysław Skierkowski. Zwróćmy też uwagę na działalność ks. Eugeniusza Kłoskowskiego, wikariusza parafii myszynieckiej, zainteresowanego kulturą mieszkańców i ich obyczajowością. Warto przypomnieć, że ks. Kłoskowski dbał o szczegóły, np. o przyozdabianie lelujami czy pająkami kurpiowskich domów. Zresztą po procesji ks. Kłoskowski wraz z Chętnikiem przemawiali do zgromadzonych osób.

Obszerną korespondencję z obchodów święta w Myszyńcu przeprowadził na łamach "Ilustrowanego Kuryera Codziennego", jednej z najpoczytniejszych gazet dwudziestolecia międzywojennego, T. Opioła. Artykuł tego dziennikarza znalazł się w numerze z 2 czerwca. Zdobiło ten artykuł poniższe znakomite zdjęcie kurpiowskich dziewczyn:
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-8)
Z korespondencji "IKC" możemy dowiedzieć się paru faktów na temat omawianych uroczystości.

Mszę celebrował i procesji przewodził ówczesny biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski (1874-1948), który o godz. 9.50 przybył do Myszyńca, po czym udał się do Kościoła, by odprawić Mszę Świętą. Uroczystości odbywały się, jak zaświadczał korespondent, w otoczeniu licznego kleru z wielu parafij kurpiowskich i przedstawicieli władz z p. wojewodą Kirtiklisem, oraz w asystencji wojska, czyli ostrołęckich ułanów, którzy paradowali w mundurach według wzoru z 1831 roku. Procesja trwała ponad dwie godziny, a orszak rozciągał się według szacunków na długości około kilometra.

Ponadto, oprócz tłumnie przybyłej ludności kurpiowskiej, znalazły się w Myszyńcu liczne wycieczki rozmiłowanej w puszczobach intelingencji, w tem paręset osób licząca wycieczka z Warszawy, którą pociąg popularny dowiózł jeszcze przed zakończeniem procesji. "Kurjer Nowogródzki" pisał nawet, że w owym pociągu popularnym przyjechało 200 Warszawiaków. Sporo gości przybyło także z Białegostoku, wówczas stolicy województwa, do którego należał powiat ostrołęcki. Dziennikarze tej samej gazety szacowali liczbę osób w Myszyńcu w ów majowy czwartek na nawet 15 000 osób! Nawet jeśli szacunki były przesadzone, wydaje się, że Kurpiowszczyzna musiała być wówczas oblegana niemalże jak nigdy. Skalę uroczystości naświetlają po części fotografie:
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-5)
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-4)
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-2)
Po południu na błoniach za Myszyńcem odbyło się widowisko wesela kurpiowskiego, odtwarzane przez młodzież z katolickich stowarzyszeń działających na terenach parafii kurpiowskich. Tańczono m.in. powolniaka i olendra, a także zorganizowano wyścigi i zawody. Jakie? Autor tego niestety nie wyjaśnił. Całość artykułu zakończył T. Opioła krzepiąco i optymistycznie. Według niego można było twierdzić, iż rozpoczyna się wielka i rozsądna odnowa wielkiej tradycji kurpiowskiej w jej nowoczesnem ujęciu, że na północnych rubieżach Rzeczypospolitej zaczyna tryskać nowe źródło polskiej energji (...)

Czy Kurpie okazali się nowym źródłem "polskiej energji"? Być może owe "źródło" można było wykorzystać efektywniej. Wydaje się, że uroczystości w Myszyńcu wpisały się szerzej w świadomość zbiorową, pokazując piękno kurpiowskiego stroju i obyczajów. Dowód na to znajdujemy choćby rok później, gdy w miesięczniku przeznaczonym dla polskich emigrantów wydrukowano kalendarium ważniejszych imprez na rok 1938. Wśród najróżniejszych wydarzeń odbywających się w Warszawie, Krakowie czy Lwowie, polecano także procesję w Myszyńcu ze względu na piękne stroje ludowe.

Samą uroczystość transmitowało radio, co musiało także sprzyjać popularyzacji regionu w Polsce, choć pamiętajmy o ograniczonym zasięgu tego medium, szczególnie na ówczesnej wsi. Boże Ciało w Myszyńcu ukazuje również film dokumentalny, wyprodukowany przez Polską Agencję Telegraficzną pt. Święto na Kurpiach (dostępny pod linkiem: http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/8240), a także liczne zdjęcia, których autorem był wybitny fotograf Henryk Poddębski.

Jedno z pewnością pozostaje wielkim dziedzictwem uroczystości kurpiowskich z 27 maja 1937 roku. Było to chyba najwszechstronniej (i może najpiękniej?) sfotografowane wydarzenie kurpiowskiej historii przed II wojną światową.

______________

Bibliografia:

  •  Mariusz Bondarczuk, Boże Ciało w Myszyńcu roku Pańskiego 1937, "Kurpie", 2003, nr 3, s. 18-20.
  • T. Opioła, Nowe źródło energji polskiej na północnych rubieżach Rzeczypospolitej. Wymowa uroczystości kurpiowskich w Myszyńcu, "Ilustrowany Kuryer Codzienny" 02.06.1937
  • Uroczystości w stolicy Kurpiów, "Dziennik Polski" 28.05.1937
  • Boże Ciało, "Gazeta Polska" 28.05.1937
  • Polacy zagranicą. Organ Światowego Związku Polaków z Zagranicy, Warszawa 1938.
  • Procesja Bożego Ciała w całej Polsce, "Kurjer Nowogródzki" 28.05.1937
  • Procesja Bożego Ciała w całej Polsce, "Słowo" 28.05.1937
Autor: Łukasz Gut

sobota, 14 kwietnia 2018

Kurpie w dawnych słownikach i encyklopediach

Udział Kurpiów w walkach ze Szwedami w początkach XVIII wieku sprawił, że mieszkańcy regionu trafili do szerszej świadomości społecznej i zagościli częściej w opracowaniach dotyczących historii Polski. Dobrze znane są wątki kurpiowskie w dziełach Henryka Sienkiewicza, pamięta się także o wierszach Marii Konopnickiej, piszącej o puszczy myszynieckiej. Literatura korzystała z historii i legendy Kurpiów, nie dziwi więc, że także nauka pamiętała o Kurpiach. Stałe miejsce „Kurpi ród” znalazł z czasem w encyklopediach i słownikach. Przed I wojną światową najważniejsze wydawnictwa encyklopedyczne zawierały hasła dotyczące Kurpiów. W niniejszym krótkim szkicu spróbujemy się im bliżej przyjrzeć.

Nowe Ateny (wyd. 1745)
Nowe Ateny i pierwszy słownik języka polskiego

Już jedna z pierwszych polskich encyklopedii, czyli Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego, wydana w latach 1745-1746, wspomina o Kurpiach. Traktowane dawniej chyba zbyt surowo, jako przykład sarmackiego obskurantyzmu, dzieło Chmielowskiego jest interesujące z punktu widzenia omawianego tematu. Warto hasło „Kurpiki” przytoczyć w całości: 

„W Powiecie Ostrołęckim same lasy, a te napełnione KURPIKAMI, Wojennemi i bitnemi Ludźmi, nie dającemi żadnemu tam natrzeć nieprzyjacielowi. Jest to rodzaj chłopów, którzy occuparunt lasy, albo Puszczę między Prusami, Mazowszem i Litwą na mil 20. Mają swoje dywizje puszczą odłączone; w których są wsie, Miasteczka. Jedni są mere Bartnicy, koło pszczół chodzący, drudzy prawdziwi KURPICI, albo leśni Strzelcy. Na niedźwiedziów, rysiów, Jelenie z strzelbą, sieciami idą, w główkę ćwieczka trafiają. Mają swych Panów, czynsz im dają. Króla też za najwyższego uznają Pana”.

Chmielowski swoim tekstem dowodzi, że ówcześni „Kurpikowie” już cieszyli się sławą „wojennych i bitnych” ludzi, co szczególnie podkreślało później XIX-wieczne piśmiennictwo. Nowe Ateny zwracają uwagę rozróżnieniem na dwie grupy, którymi są odpowiednio: bartnicy i „prawdziwi Kurpici, albo leśni Strzelcy”. Umiejętności strzeleckich Kurpiów, jak czytamy, również autor nie pominął, tak samo jak tego, że „Króla też za najwyższego uznają Pana”.

Opis Chmielowskiego zapoczątkował obecność Kurpiów w wydawnictwach encyklopedycznych i słownikowych. Co prawda, wydany przez Ignacego Krasickiego w 1781 roku Zbiór potrzebniejszych wiadomości nie zawierał hasła „Kurpie”, to jednak następna wzmianka o "Puszczakach" znalazła się w wydawnictwie pomnikowym, pierwszym słowniku języka polskiego. Słownik języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego, wydawany w latach 1807-1814, zawiera kilka wariantów interesującego nas hasła. Po pierwsze, Linde pod hasłem „Kurp” opisał Kurpie (Kurpiele), czyli „chłopski bót, obnóżnik”. Co ważniejsze, przedstawił także hasło „Kurpik”, podając następującą definicję:

„W ziemiach Ciechanowskiey i Łomżyńskiey są osady pod nazwiskiem Kurpików Bast-schuh-bauern, bardzo ćwiczone w strzelaniu”. 

Co ciekawe, erudycyjna metoda zastosowana przez Lindego polegała na cytowaniu zdań, w których interesujące go słowo się pojawiało. W przypadku Kurpików, autor słownika powołał się na Volumina Legum i „Poskromienie swawolnych i buntowniczych kurpików w ziemi łomżyńskiey”. Według Lindego słowo „Kurp” bywało też synonimem „miejskiego, nikczemnego żołnierza”.

Wójcicki i Chlebowski


W XIX wieku powstały wybitne, wielotomowe wydawnictwa encyklopedyczne, które na stałe wpisały się w historię kultury polskiej. Wymieńmy tu chociażby Encyklopedię Orgelbranda, czy Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. To wielotomowe dzieła, spełniające w epoce pod zaborami także funkcje patriotyczne, do dziś bywają użyteczne dla historyków. Nie zawsze jednak Kurpie znajdowali miejsce w XIX-wiecznych encyklopediach, szczególnie w pierwszej połowie stulecia. Zabrakło dla nich miejsca m.in. w Starożytnościach polskich wydawanych przez Jędrzeja Moraczewskiego, mimo, że wówczas mieszkańcy Puszczy Zielonej mieli za sobą odnotowywany udział w powstaniach kościuszkowskim i listopadowym, a także w epopei napoleońskiej. 

Kazimierz Władysław Wójcicki
Drugą połowę XIX wieku otwiera Encyklopedia Orgelbranda, której wydawanie w latach 1859-1868 przypada więc m.in. na czasy powstania styczniowego. Wydana w 28 tomach encyklopedia była pracą zbiorową, która swoim rozmachem przyćmiła poprzednie tego typu wydawnictwa na ziemiach polskich. Hasło „Kurpie”, opublikowane w szesnastym tomie encyklopedii redagował Kazimierz Władysław Wójcicki (1807-1879). Ten znany literat, varsavianista miał wówczas w dorobku m.in. powieść historyczną pt. Kurpie (1834), a także pracę poświęconą obyczajom tego ludu, zamieszczoną w Zarysach domowych (1842). Tym razem Kurpie potraktowani zostali szeroko, Wójcicki opisał ich historię i obyczaje. Erudycyjny opis tego historyka i powieściopisarza wniósł do lokalnych dziejów niejakiego Konwę (jeszcze bez imienia Stach), który „w licznych walkach z rossyjanami dał dowody wielkiego męztwa i zdolności”. Na tekst pióra Wójcickiego powoływali się później liczni badacze, choć dostrzegano w nim także braki.

Szczególną wartość do dziś posiada Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich wydawany w latach 1880-1902. To spełniające ideały pracy organicznej, monumentalne, wielotomowe wydawnictwo, zawiera informacje bezcenne z punktu widzenia miłośników historii lokalnej, często jest punktem wyjścia do badań nad małymi ojczyznami. W Słowniku znajdziemy informacje o poszczególnych miejscowościach, a także na tematy szersze, bo mamy tu nie tylko hasło „Kurpie”, ale i tak szerokie jak… „Polska”.

Hasło „Kurpie” opisane zostało przez Bronisława Chlebowskiego (1846-1918), historyka literatury, wybitnego badacza, który dokonał swoistej syntezy ówczesnego stanu wiedzy na temat Kurpiów. Opisał w tomie czwartym (1884), tak jak wcześniej Wójcicki, obyczaje, historię Kurpiów, wskazał na prawa bartne, dialekt czy pieśni kurpiowskie, które według niego „cechuje humor, swoboda i siła wyrażeń”. 

Gloger i Zakrzewski

Pomnikiem kultury polskiej XIX wieku pozostaje Encyklopedia staropolska ilustrowana (1900-1903) autorstwa Zygmunta Glogera, opatrzona sentencją „Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest, - swoje, obowiązek”. W tym przewodniku po kulturze staropolskiej, dziele trzydziestu lat pracy (!), znajdujemy także hasło „Kurpie”, opatrzone inicjałem „B. Gemb” (Bronisław Gembarzewski – znany historyk wojskowości). Hasło to jest prawie w całości cytatem z pamiętników Juliana Ursyna Niemcewicza, w których ten pisarz odnotował „leśniczych departamentu łomżyńskiego, zwanych pospolicie kurpiami. Na małych konikach, w kurtkach lub żupanach, z długiemi szablami, dzidą i sztućcem, lud ten napozór niepoczesny, lecz trafnem strzelaniem straszny w boju, zadziwił mieszkańców Warszawy. Kurpie żywieni tylko, lecz bez płacy, służyli ochoczo”.

Strona tytułowa Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu obecności Kurpiów w najważniejszych polskich wydawnictwach encyklopedycznych przed I wojną światową zwróćmy uwagę na Wielką encyklopedią powszechną ilustrowaną, niedokończoną, liczącą 55 tomów, zbiorową pracę wydawaną w latach 1890-1914. Kurpiami w tym wydawnictwie zajął się Adam Zakrzewski (1856-1921) - etnograf, ekonomista, wcześniej także badacz Kurpiowszczyzny i autor książki Kurpie: opowiadanie historyczne. Hasło zredagowane przez Zakrzewskiego było najszerzej opisane z wyżej omówionych i chyba w najbardziej krytyczny sposób przedstawiało region kurpiowski. Autor odniósł się do niektórych elementów dotyczących przeszłości, wątpiąc m.in. w autentyczność pieśni o Kopańskim moście, o Konwie, a także twierdząc, że również słynna kolęda kurpiowska (Szczęśliwe Betlejem) to humorystyczne dziełko pewnego myszynieckiego aptekarza. Sporo miejsca poświęcił również strojowi i gwarze, a bibliografia, którą cytował, zawierała kluczowe wówczas pozycje, m.in. prace Ludwika Krzywickiego i Dominika Staszewskiego.

Zakończenie

Powyższe przykłady obecności Kurpiów w wydawnictwach encyklopedycznych to, rzecz jasna, przykłady wybrane i lista ta nie wyczerpuje tematu. Na tym miejscu może przypomnieć o obecności Kurpiów np. w Słowniku języka polskiego Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwiedzkiego, czy w Księdze przysłów Samuela Adalberga. Niemniej jednak już na podstawie tego krótkiego tekstu można zauważyć, że najważniejsze wydawnictwa encyklopedyczne w XIX wieku nie zapominały o Kurpiach. Stopniowo, dzięki kolejnym badaniom, obraz tego „osobliwego ludu” stawał się w encyklopediach i słownikach coraz bardziej pełny.

Autor: Łukasz Gut