poniedziałek, 4 czerwca 2018

Kurpiowszczyzna zdewastowana. Zniszczenia wojenne lat 1914-1920

Wojna rozpoczęta w 1914 roku dla Kurpiów trwała w zasadzie nie tylko do 1918 r., ale dłużej, do 1920 r., kiedy rozstrzygały się losy zmagań z Rosją bolszewicką. Moim zdaniem sprawę zniszczeń wojennych z lat 1914-1920 można traktować łącznie, ponieważ ziemie nad Narwią nie zdążyły otrząsnąć się po klęskach z lat I wojny światowej, gdy spadła na nie nowa „plaga”, tym razem bolszewicka. Poniższy krótki artykuł ma na celu zasygnalizowanie jak wyglądała materialna sytuacja regionu kurpiowskiego w 1920 roku po kilku latach zmagania się z wojną.
(Lipniki w 1915 roku. Źródło:
"Grosser Bilderatlas des Weltkrieges" 1916)
Zanim w 1914 roku wybuchła wojna, puszcza kurpiowska była terenem, na którym bieda i głód były stale obecne. Powiat ostrołęcki przed wojną należał do powiatu, który trzeba było stale aprowidować zewnątrz. Północna część powiatu należała zawsze do najbiedniejszych stron królestwa. Większa część przestrzeni zajęta jest przez lasy, bagna i nieużytki. Poza tem dużo pastwiska i lichych łąk. Gruntów ornych nie wiele i w b.lichym gatunku. Tak, że kurp nawet przed wojną nigdy nie wyprodukował na swoją potrzebę i puszcza stale była zasilana w zboże i kartofle z powiatów Przasnyszskiego i Makowskiego – twierdził starosta ostrołęcki w październiku 1920 roku[1].

Zniszczenia z czasów Wielkiej Wojny były ogromne, o czym często zapominamy pod wrażeniem późniejszych dziejów z lat 1939-1945. Tymczasem Puszcza Kurpiowska w czasie I wojny światowej stała się jednym z najbardziej zniszczonych regionów w kraju. Powiaty ostrołęcki i przasnyski wyróżniały się negatywnie pod względem strat wojennych. W powiecie ostrołęckim w czasie wojny zniszczeniu uległo 40,1% budynków. Myszyniec został zniszczony w 71,1%, choć część kurpiowska powiatu miała szczęście w nieszczęściu, gdyż np. w gminie Goworowo liczącej 17 wsi, wszystkie zostały zniszczone, a w gminie Czerwin na 34 wsie aż 32 uległo dewastacji. Dla porównania, całkowicie kurpiowska gmina Dylewo uległa mniejszym, choć i tak ogromnym zniszczeniom, gdyż na 22 wsie, 16 było spalonych (72,7%). Kurpiowskie gminy powiatu przasnyskiego ucierpiały jeszcze bardziej: gmina Baranowo została zniszczona w 77,1%, a gmina Jednorożec uległa całkowitej katastrofie: każda z 15 wsi gminy została zniszczona[2]. Do tego dochodziły problemy wynikające z charakteru Wielkiej Wojny, a więc walk w okopach i wielu strat w żołnierzach, których ciała były następnie przez długi jeszcze czas uprzątane i chowane na cmentarzach[3].

Straty w budynkach to jedno, natomiast losy mieszkańców też nie były łatwe. Jak oceniano w piśmie Komitetu Plebiscytowego powiatu ostrołęckiego z 15 grudnia 1919 r., W czasie wojny 46% gospodarstw było opuszczonych, właściciele których zostali wypędzeni do Rosji. Pozostali gospodarowali w warunkach wprost strasznych, bo po większej części budynki im zostały bądź to spalone, bądź rozebrane na budowę okopów. Nadto władze okupacyjne niemieckie wprost po barbarzyńsku przeprowadzały rekwizycję, nie bacząc na żadne przepisy i nie przytrzymując się żadnych ustalonych norm[4]. W efekcie, na dzień 1 kwietnia 1919 roku szacowano, iż na jedno gospodarstwo wypadało wówczas 0,91 koni i 1,24 bydła[5].

Wspomniano wyżej o wypędzonych do Rosji. Uchodźcy określani mianem bieżeńców masowo opuszczali od 1915 roku powiaty ostrołęcki i przasnyski. Z powiatu przasnyskiego to blisko 300 osób, choć liczba ta może być większa. Jak pisał Jan Nizielski ze Stegny: Gdy Niemcy front rosyjski odparli na wschód, kilkanaście rodzin z Jednorożca dostało się w wir frontu rosyjskiego. Pędzeni naprzód aż za granicę rosyjską[6].
("Gość Puszczański", 1920, nr 11.)
W 1919 roku rozpoczynała się na Kurpiach rekwizycja owsa i ziemniaków na potrzeby wojska. Sprawa była skomplikowana, ponieważ biedna ludność nie mogąc należycie zaopatrzyć oddziałów stacjonujących na terenie powiatu ostrołęckiego, musiała również zmagać się z rekwizycjami wojsk z innych powiatów, np. z grójeckiego[7]. Jak tłumaczono, Rekwizycja doprowadzi do tego, że na wiosnę nie będzie czem obsiać i powierzchnia uprawna nie tylko że się nie zwiększy, ale odwrotnie, zmniejszy się znacznie z braku inwentarza roboczego, obornika i na koniec z braku nasion. W takich okolicznościach Komitet Plebiscytowy zalecał natychmiastowe wstrzymanie aprowizowania wojsk na terenie Ostrołęckiego, biorąc pod uwagę także fakt, iż Kurpie jako teren graniczący z obszarami plebiscytowymi, znajdują się pod baczną uwagą Mazurów oceniających stan rolnictwa w powiecie i postępy w odbudowie[8].

Najdobitniej o swojej biedzie opowiadali sami ubodzy Kurpie, którym oprócz strat wojennych doskwierały podatki. Mieszkańcy wsi Krobia z gminy Nasiadki tłumaczyli w 1920 r.: W tym roku jest nam bardzo ciężko, jesteśmy biedni zniszczeni a tu tak duże podatki na nas nałożyli i kontygent też, że my w żaden sposób nie będziemy mogli podesłać takowego wypłacić[9]. Z kolei mieszkańcy wsi Sul w tejże gminie apelowali: (…) Oczekiwaliśmy z utęsknieniem Wolnej Polski i naszych Rządów więc niech nam się krzywda nie dzieje, my nie mamy tyle zboża ani też nie jesteśmy w stanie uiścić wszystkich podatków[10].

Po 1920 roku przystąpiono wreszcie do odbudowy Kurpiowszczyzny, odbudowy trudnej i mozolnej, ale przynoszącej, jak się wydaje, dobre efekty. Wiadomo, że w roku 1931 w porównaniu do 1921 r. przybyło w powiecie ostrołęckim prawie trzy tysiące budynków mieszkalnych (z 14054 do 17002)[11]. W „Gościu Puszczańskim” podsumowano najazd bolszewicki następująco:

Śmiertelny wróg Polski, kat i morderca bolszewicki uciekał przed naszą armją. Już nie będzie rządzić nahajka kozacka, nie będzie głodny żołdak wydzierał nam chleba i ostatnią kroplę mleka dzieciom zostawioną; nie będzie widoku dobijania rannych i pastwienia się nad naszymi żołnierzami. A na to wszystko tyle trzeba było się napatrzeć…[12]

Kurpie odetchnęli z ulgą.
__________


Przypisy:

[1] Archiwum Akt Nowych (dalej: AAN), Ministerstwo Aprowizacji, sygn. 943, Starostwo Ostrołęckie do Oddziału Aprowizacyjnego, Ostrołęka 26.X.1920.
[2] Zniszczenia wojenne w budowlach b. Królestwa Polskiego, oprac. Z. Limanowski, Warszawa 1918.
[3] M. W. Kmoch, Wielka Wojna we współczesnym krajobrazie gminy Jednorożec (pow. przasnyski), „Akademickie Zeszyty Naukowe PIAST”, 1 (2017), s. 11.
[4] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, (Odpis) W sprawie zakazu wywozu inwentarza żywego i mięsa…, sygn.. 943.
[5] Ibidem.
[6] M. W. Kmoch, Nasi bieżeńcy, „Kurier Przasnyski”, odc. 54.
[7] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, (Odpis) W sprawie zakazu wywozu inwentarza żywego i mięsa…, sygn.. 943.
[8] Ibidem.
[9] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, Do Panów posłów… Mieszkańcy wsi Krobia, sygn. 943.
[10] AAN, Ministerstwo Aprowizacji, Do Panów posłów… Mieszkańcy Wsi Suli, sygn. 943.
[11] J. Gołota, Społeczeństwo powiatu ostrołęckiego i Ostrołęki w okresie międzywojennym, „Zeszyty Naukowe Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego”, 1996, t. 10, s. 101.
[12] „Gość Puszczański”, 1921, nr 3.


Autor: Łukasz Gut

środa, 30 maja 2018

Boże Ciało na Kurpiach w 1937 roku

Strój kurpiowski kojarzymy obecnie głównie ze świętami kościelnymi. Wówczas to w Myszyńcu, Kadzidle, Dylewie, czy w Łysych, widujemy piękne Kurpianki, te młodsze w charakterystycznych dla naszego regionu czółkach na głowie. Widok na szczęście jeszcze nam znany, choć szkoda, że najczęściej tylko w święta kościelne. Po Wielkanocy, następnym w kolejności świętem w czasie którego mamy przyjemność oglądania tradycyjnie ubranych Kurpianek jest Boże Ciało.

(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura 1-R-333-3)
Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w tym roku przypada 31 maja. W tym miejscu chciałbym przypomnieć o uroczystościach, które odbiły się szerokim echem w całej międzywojennej Polsce.

Mowa tu o 27 maja 1937 roku.

O wyjątkowych obchodach, jakie miały mieć wówczas miejsce na Kurpiach pisała m.in. "Gazeta Polska" 19 maja 1937 roku:

Tegoroczne święto Bożego Ciała w stolicy Kurpiów w Myszyńcu odbędzie się 27 b.m. niezwykle okazale. Spodziewany jest zjazd dostojników państwowych. Licznie zjadą się Kurpie z okolic Myszyńca, aby wziąć udział w procesji według rodzaju strojów, lokalnie używanych. Z obchodu święta nadana zostanie transmisja radiowa. W programie tańce ludowe, pieśni, różne obrzędy kurpiowskie oraz fragmenty "Wesela na Kurpiach". Z okazji święta odbędzie się również kiermasz, który wykaże dorobek miejscowego przemysłu ludowego.

Przygotowania do tego wydarzenia rozpoczęły się co najmniej półtora miesiąca przed świętem. 10 kwietnia 1937 roku w Myszyńcu odbyła się konferencja w sprawie procesji Bożego Ciała, której przewodniczył wojewoda białostocki. W konferencji wziął udział znany krajoznawca, autor przewodników turystycznych, Mieczysław Orłowicz. Tenże krajoznawca zapisał: W Myszyńcu poznałem dzielnego propagatora Ziemi Kurpiowskiej, tamtejszego wikarego ks. Kłoskowskiego. Obiadem podejmował nas proboszcz ks. Sawicki.

Tak więc oprócz znaczenia religijnego, święto Bożego Ciała miało w 1937 roku także charakter wydarzenia kulturalnego. Święto było więc okazją do promowania zwyczajów kurpiowskich, czego wzmianka o odtwarzaniu fragmentów "Wesela na Kurpiach" dowodzi najlepiej.

Zapytajmy jednak, skąd takie zainteresowanie obchodami religijnego święta na Kurpiach? Mariusz Bondarczuk, który chyba jako pierwszy po latach przypomniał o myszynieckich uroczystościach, zauważa kilka możliwych przyczyn. Powtarzając za nim, przypomnijmy o działalności Adama Chętnika, który intensywnie pracował nad promowaniem Kurpiowszczyzny. Przypomnijmy o tym jak kurpiowski folklor rozsławił ks. Władysław Skierkowski. Zwróćmy też uwagę na działalność ks. Eugeniusza Kłoskowskiego, wikariusza parafii myszynieckiej, zainteresowanego kulturą mieszkańców i ich obyczajowością. Warto przypomnieć, że ks. Kłoskowski dbał o szczegóły, np. o przyozdabianie lelujami czy pająkami kurpiowskich domów. Zresztą po procesji ks. Kłoskowski wraz z Chętnikiem przemawiali do zgromadzonych osób.

Obszerną korespondencję z obchodów święta w Myszyńcu przeprowadził na łamach "Ilustrowanego Kuryera Codziennego", jednej z najpoczytniejszych gazet dwudziestolecia międzywojennego, T. Opioła. Artykuł tego dziennikarza znalazł się w numerze z 2 czerwca. Zdobiło ten artykuł poniższe znakomite zdjęcie kurpiowskich dziewczyn:
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-8)
Z korespondencji "IKC" możemy dowiedzieć się paru faktów na temat omawianych uroczystości.

Mszę celebrował i procesji przewodził ówczesny biskup łomżyński Stanisław Kostka Łukomski (1874-1948), który o godz. 9.50 przybył do Myszyńca, po czym udał się do Kościoła, by odprawić Mszę Świętą. Uroczystości odbywały się, jak zaświadczał korespondent, w otoczeniu licznego kleru z wielu parafij kurpiowskich i przedstawicieli władz z p. wojewodą Kirtiklisem, oraz w asystencji wojska, czyli ostrołęckich ułanów, którzy paradowali w mundurach według wzoru z 1831 roku. Procesja trwała ponad dwie godziny, a orszak rozciągał się według szacunków na długości około kilometra.

Ponadto, oprócz tłumnie przybyłej ludności kurpiowskiej, znalazły się w Myszyńcu liczne wycieczki rozmiłowanej w puszczobach intelingencji, w tem paręset osób licząca wycieczka z Warszawy, którą pociąg popularny dowiózł jeszcze przed zakończeniem procesji. "Kurjer Nowogródzki" pisał nawet, że w owym pociągu popularnym przyjechało 200 Warszawiaków. Sporo gości przybyło także z Białegostoku, wówczas stolicy województwa, do którego należał powiat ostrołęcki. Dziennikarze tej samej gazety szacowali liczbę osób w Myszyńcu w ów majowy czwartek na nawet 15 000 osób! Nawet jeśli szacunki były przesadzone, wydaje się, że Kurpiowszczyzna musiała być wówczas oblegana niemalże jak nigdy. Skalę uroczystości naświetlają po części fotografie:
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-5)
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-4)
(Narodowe Archiwum Cyfrowe. Sygnatura: 1-R-333-2)
Po południu na błoniach za Myszyńcem odbyło się widowisko wesela kurpiowskiego, odtwarzane przez młodzież z katolickich stowarzyszeń działających na terenach parafii kurpiowskich. Tańczono m.in. powolniaka i olendra, a także zorganizowano wyścigi i zawody. Jakie? Autor tego niestety nie wyjaśnił. Całość artykułu zakończył T. Opioła krzepiąco i optymistycznie. Według niego można było twierdzić, iż rozpoczyna się wielka i rozsądna odnowa wielkiej tradycji kurpiowskiej w jej nowoczesnem ujęciu, że na północnych rubieżach Rzeczypospolitej zaczyna tryskać nowe źródło polskiej energji (...)

Czy Kurpie okazali się nowym źródłem "polskiej energji"? Być może owe "źródło" można było wykorzystać efektywniej. Wydaje się, że uroczystości w Myszyńcu wpisały się szerzej w świadomość zbiorową, pokazując piękno kurpiowskiego stroju i obyczajów. Dowód na to znajdujemy choćby rok później, gdy w miesięczniku przeznaczonym dla polskich emigrantów wydrukowano kalendarium ważniejszych imprez na rok 1938. Wśród najróżniejszych wydarzeń odbywających się w Warszawie, Krakowie czy Lwowie, polecano także procesję w Myszyńcu ze względu na piękne stroje ludowe.

Samą uroczystość transmitowało radio, co musiało także sprzyjać popularyzacji regionu w Polsce, choć pamiętajmy o ograniczonym zasięgu tego medium, szczególnie na ówczesnej wsi. Boże Ciało w Myszyńcu ukazuje również film dokumentalny, wyprodukowany przez Polską Agencję Telegraficzną pt. Święto na Kurpiach (dostępny pod linkiem: http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/8240), a także liczne zdjęcia, których autorem był wybitny fotograf Henryk Poddębski.

Jedno z pewnością pozostaje wielkim dziedzictwem uroczystości kurpiowskich z 27 maja 1937 roku. Było to chyba najwszechstronniej (i może najpiękniej?) sfotografowane wydarzenie kurpiowskiej historii przed II wojną światową.

______________

Bibliografia:

  •  Mariusz Bondarczuk, Boże Ciało w Myszyńcu roku Pańskiego 1937, "Kurpie", 2003, nr 3, s. 18-20.
  • T. Opioła, Nowe źródło energji polskiej na północnych rubieżach Rzeczypospolitej. Wymowa uroczystości kurpiowskich w Myszyńcu, "Ilustrowany Kuryer Codzienny" 02.06.1937
  • Uroczystości w stolicy Kurpiów, "Dziennik Polski" 28.05.1937
  • Boże Ciało, "Gazeta Polska" 28.05.1937
  • Polacy zagranicą. Organ Światowego Związku Polaków z Zagranicy, Warszawa 1938.
  • Procesja Bożego Ciała w całej Polsce, "Kurjer Nowogródzki" 28.05.1937
  • Procesja Bożego Ciała w całej Polsce, "Słowo" 28.05.1937
Autor: Łukasz Gut

sobota, 14 kwietnia 2018

Kurpie w dawnych słownikach i encyklopediach

Udział Kurpiów w walkach ze Szwedami w początkach XVIII wieku sprawił, że mieszkańcy regionu trafili do szerszej świadomości społecznej i zagościli częściej w opracowaniach dotyczących historii Polski. Dobrze znane są wątki kurpiowskie w dziełach Henryka Sienkiewicza, pamięta się także o wierszach Marii Konopnickiej, piszącej o puszczy myszynieckiej. Literatura korzystała z historii i legendy Kurpiów, nie dziwi więc, że także nauka pamiętała o Kurpiach. Stałe miejsce „Kurpi ród” znalazł z czasem w encyklopediach i słownikach. Przed I wojną światową najważniejsze wydawnictwa encyklopedyczne zawierały hasła dotyczące Kurpiów. W niniejszym krótkim szkicu spróbujemy się im bliżej przyjrzeć.

Nowe Ateny (wyd. 1745)
Nowe Ateny i pierwszy słownik języka polskiego

Już jedna z pierwszych polskich encyklopedii, czyli Nowe Ateny Benedykta Chmielowskiego, wydana w latach 1745-1746, wspomina o Kurpiach. Traktowane dawniej chyba zbyt surowo, jako przykład sarmackiego obskurantyzmu, dzieło Chmielowskiego jest interesujące z punktu widzenia omawianego tematu. Warto hasło „Kurpiki” przytoczyć w całości: 

„W Powiecie Ostrołęckim same lasy, a te napełnione KURPIKAMI, Wojennemi i bitnemi Ludźmi, nie dającemi żadnemu tam natrzeć nieprzyjacielowi. Jest to rodzaj chłopów, którzy occuparunt lasy, albo Puszczę między Prusami, Mazowszem i Litwą na mil 20. Mają swoje dywizje puszczą odłączone; w których są wsie, Miasteczka. Jedni są mere Bartnicy, koło pszczół chodzący, drudzy prawdziwi KURPICI, albo leśni Strzelcy. Na niedźwiedziów, rysiów, Jelenie z strzelbą, sieciami idą, w główkę ćwieczka trafiają. Mają swych Panów, czynsz im dają. Króla też za najwyższego uznają Pana”.

Chmielowski swoim tekstem dowodzi, że ówcześni „Kurpikowie” już cieszyli się sławą „wojennych i bitnych” ludzi, co szczególnie podkreślało później XIX-wieczne piśmiennictwo. Nowe Ateny zwracają uwagę rozróżnieniem na dwie grupy, którymi są odpowiednio: bartnicy i „prawdziwi Kurpici, albo leśni Strzelcy”. Umiejętności strzeleckich Kurpiów, jak czytamy, również autor nie pominął, tak samo jak tego, że „Króla też za najwyższego uznają Pana”.

Opis Chmielowskiego zapoczątkował obecność Kurpiów w wydawnictwach encyklopedycznych i słownikowych. Co prawda, wydany przez Ignacego Krasickiego w 1781 roku Zbiór potrzebniejszych wiadomości nie zawierał hasła „Kurpie”, to jednak następna wzmianka o "Puszczakach" znalazła się w wydawnictwie pomnikowym, pierwszym słowniku języka polskiego. Słownik języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego, wydawany w latach 1807-1814, zawiera kilka wariantów interesującego nas hasła. Po pierwsze, Linde pod hasłem „Kurp” opisał Kurpie (Kurpiele), czyli „chłopski bót, obnóżnik”. Co ważniejsze, przedstawił także hasło „Kurpik”, podając następującą definicję:

„W ziemiach Ciechanowskiey i Łomżyńskiey są osady pod nazwiskiem Kurpików Bast-schuh-bauern, bardzo ćwiczone w strzelaniu”. 

Co ciekawe, erudycyjna metoda zastosowana przez Lindego polegała na cytowaniu zdań, w których interesujące go słowo się pojawiało. W przypadku Kurpików, autor słownika powołał się na Volumina Legum i „Poskromienie swawolnych i buntowniczych kurpików w ziemi łomżyńskiey”. Według Lindego słowo „Kurp” bywało też synonimem „miejskiego, nikczemnego żołnierza”.

Wójcicki i Chlebowski


W XIX wieku powstały wybitne, wielotomowe wydawnictwa encyklopedyczne, które na stałe wpisały się w historię kultury polskiej. Wymieńmy tu chociażby Encyklopedię Orgelbranda, czy Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. To wielotomowe dzieła, spełniające w epoce pod zaborami także funkcje patriotyczne, do dziś bywają użyteczne dla historyków. Nie zawsze jednak Kurpie znajdowali miejsce w XIX-wiecznych encyklopediach, szczególnie w pierwszej połowie stulecia. Zabrakło dla nich miejsca m.in. w Starożytnościach polskich wydawanych przez Jędrzeja Moraczewskiego, mimo, że wówczas mieszkańcy Puszczy Zielonej mieli za sobą odnotowywany udział w powstaniach kościuszkowskim i listopadowym, a także w epopei napoleońskiej. 

Kazimierz Władysław Wójcicki
Drugą połowę XIX wieku otwiera Encyklopedia Orgelbranda, której wydawanie w latach 1859-1868 przypada więc m.in. na czasy powstania styczniowego. Wydana w 28 tomach encyklopedia była pracą zbiorową, która swoim rozmachem przyćmiła poprzednie tego typu wydawnictwa na ziemiach polskich. Hasło „Kurpie”, opublikowane w szesnastym tomie encyklopedii redagował Kazimierz Władysław Wójcicki (1807-1879). Ten znany literat, varsavianista miał wówczas w dorobku m.in. powieść historyczną pt. Kurpie (1834), a także pracę poświęconą obyczajom tego ludu, zamieszczoną w Zarysach domowych (1842). Tym razem Kurpie potraktowani zostali szeroko, Wójcicki opisał ich historię i obyczaje. Erudycyjny opis tego historyka i powieściopisarza wniósł do lokalnych dziejów niejakiego Konwę (jeszcze bez imienia Stach), który „w licznych walkach z rossyjanami dał dowody wielkiego męztwa i zdolności”. Na tekst pióra Wójcickiego powoływali się później liczni badacze, choć dostrzegano w nim także braki.

Szczególną wartość do dziś posiada Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich wydawany w latach 1880-1902. To spełniające ideały pracy organicznej, monumentalne, wielotomowe wydawnictwo, zawiera informacje bezcenne z punktu widzenia miłośników historii lokalnej, często jest punktem wyjścia do badań nad małymi ojczyznami. W Słowniku znajdziemy informacje o poszczególnych miejscowościach, a także na tematy szersze, bo mamy tu nie tylko hasło „Kurpie”, ale i tak szerokie jak… „Polska”.

Hasło „Kurpie” opisane zostało przez Bronisława Chlebowskiego (1846-1918), historyka literatury, wybitnego badacza, który dokonał swoistej syntezy ówczesnego stanu wiedzy na temat Kurpiów. Opisał w tomie czwartym (1884), tak jak wcześniej Wójcicki, obyczaje, historię Kurpiów, wskazał na prawa bartne, dialekt czy pieśni kurpiowskie, które według niego „cechuje humor, swoboda i siła wyrażeń”. 

Gloger i Zakrzewski

Pomnikiem kultury polskiej XIX wieku pozostaje Encyklopedia staropolska ilustrowana (1900-1903) autorstwa Zygmunta Glogera, opatrzona sentencją „Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest, - swoje, obowiązek”. W tym przewodniku po kulturze staropolskiej, dziele trzydziestu lat pracy (!), znajdujemy także hasło „Kurpie”, opatrzone inicjałem „B. Gemb” (Bronisław Gembarzewski – znany historyk wojskowości). Hasło to jest prawie w całości cytatem z pamiętników Juliana Ursyna Niemcewicza, w których ten pisarz odnotował „leśniczych departamentu łomżyńskiego, zwanych pospolicie kurpiami. Na małych konikach, w kurtkach lub żupanach, z długiemi szablami, dzidą i sztućcem, lud ten napozór niepoczesny, lecz trafnem strzelaniem straszny w boju, zadziwił mieszkańców Warszawy. Kurpie żywieni tylko, lecz bez płacy, służyli ochoczo”.

Strona tytułowa Encyklopedii staropolskiej ilustrowanej
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu obecności Kurpiów w najważniejszych polskich wydawnictwach encyklopedycznych przed I wojną światową zwróćmy uwagę na Wielką encyklopedią powszechną ilustrowaną, niedokończoną, liczącą 55 tomów, zbiorową pracę wydawaną w latach 1890-1914. Kurpiami w tym wydawnictwie zajął się Adam Zakrzewski (1856-1921) - etnograf, ekonomista, wcześniej także badacz Kurpiowszczyzny i autor książki Kurpie: opowiadanie historyczne. Hasło zredagowane przez Zakrzewskiego było najszerzej opisane z wyżej omówionych i chyba w najbardziej krytyczny sposób przedstawiało region kurpiowski. Autor odniósł się do niektórych elementów dotyczących przeszłości, wątpiąc m.in. w autentyczność pieśni o Kopańskim moście, o Konwie, a także twierdząc, że również słynna kolęda kurpiowska (Szczęśliwe Betlejem) to humorystyczne dziełko pewnego myszynieckiego aptekarza. Sporo miejsca poświęcił również strojowi i gwarze, a bibliografia, którą cytował, zawierała kluczowe wówczas pozycje, m.in. prace Ludwika Krzywickiego i Dominika Staszewskiego.

Zakończenie

Powyższe przykłady obecności Kurpiów w wydawnictwach encyklopedycznych to, rzecz jasna, przykłady wybrane i lista ta nie wyczerpuje tematu. Na tym miejscu może przypomnieć o obecności Kurpiów np. w Słowniku języka polskiego Karłowicza, Kryńskiego i Niedźwiedzkiego, czy w Księdze przysłów Samuela Adalberga. Niemniej jednak już na podstawie tego krótkiego tekstu można zauważyć, że najważniejsze wydawnictwa encyklopedyczne w XIX wieku nie zapominały o Kurpiach. Stopniowo, dzięki kolejnym badaniom, obraz tego „osobliwego ludu” stawał się w encyklopediach i słownikach coraz bardziej pełny.

Autor: Łukasz Gut

środa, 8 listopada 2017

"Światło i postęp wśród nas się szerzy, a najwięcej przyczyniają się do tego kobiety". List o kobietach kurpiowskich z 1901 roku

W czerwcu 1901 roku na łamach „Gazety Świątecznej” ukazał się list Piotra Kaczyńskiego z Dylewa, dotyczący kobiet kurpiowskich. Ten cenny list postanowiłem przedrukować w całości, bowiem to ciekawy dokument pokazujący, jak ów znany działacz ruchu ludowego widział kobiety i ich rolę w życiu codziennym.


List Piotra Kaczyńskiego to część cyklu, który zainspirowała „Gazeta Świąteczna” w 1901 roku. Początkiem dosłownej lawiny listów jakie doszły do redakcji czasopisma były artykuły niejakich Antoniego J. i M. Sitko z marca 1901 roku. Sitko w liście pt. „Nieprzyjaciółki światła” pisał m.in.: „My gospodarze po wsiach, potrochu i coraz to bardziej dochodzimy do przekonania, że Gazeta mogłaby nam być najlepszym doradcą w życiu i że stosując się do jej rad i wskazówek moglibyśmy zapewnić sobie spokój i dobrobyt. Ale baby nasze! Gdyby nie to, iż wiem, że Pisarz Gazety nie lubi rozwlekłych listów, o! rozpisałbym się szeroko o tem, jakiemi wrogami i nieprzyjaciółkami wszelkiej nauki są nasze wiejskie gosposie”.

Redakcja Gazety pytając czy ktoś nie weźmie w obronę tak atakowanych kobiet, doczekała się prawie setki listów, z których zaledwie część została wydrukowana, w tym m.in. list Kaczyńskiego. O tym co ów znany Kurp sądził o kobietach zamieszkujących Puszczę, najlepiej przemówi on sam. Oto treść listu (zachowano pisownię oryginalną).
_____________________


Z Puszczy Kurpiowskiej, w gubernji łomżyńskiej.

Od lat kilku czytuję w Gazecie z wielką przyjemnością listy z różnych okolic i miałem chęć podać również jaką wiadomość z naszej okolicy; wahałem się jednak, bo słabo umiem pisać. Ale kiedym przeczytał w Gazecie list o nieprzyjaciółkach światła, to mię skłoniło do wystąpienia w obronie tych białogłów. Przytem chcę i o czem innem skreślić słów kilka. 

Otóż co się tyczy kobiet naszych, po wielkim namyśle postanowiłem i ja dać im przydomek, tylko zupełnie przeciwny temu, jaki otrzymały od Antoniego J. i M. Sitki. Oni nazwali je nieprzyjaciółkami światła i nauki, ja zaś nazywam je przyjaciółkami światła i nauki. Sam zdrowy rozsądek przyznać mi każe, że u nas tak jest. Gdyby kobiety nasze były nieprzyjaciółkami światła, tobyśmy na naszej puszczy wszyscy już zbydlęcieli, bo któżby nas nauczył tej modlitwy Pańskiej „Ojcze nasz, któryś jest w niebie"? Któż dziecię trzy lub czteroletnie prowadzi za rączkę do świątyni Pańskiej i wskazuje mu tam ubożuchny przybytek Chrystusa Pana utajonego w Najświętszym Sakramencie? Kto zanosi gorące modły przed tron Boga za dzieckiem chorem, cierpiącem? To matka! Na 10 tysięcy ludności mamy tu jedną tylko szkołę, 12 łokci długą, 8 łokci szeroką, a jednak ze świecą nie znajdzie u nas dziecka 12-letniego, któreby nie umiało dobrze czytać. Komuż to zawdzięczać? Matce, nie komu innemu. Gdyby matka nie była przyjaciółką światła, to cóżby sprzyjanie ojca pomogło? Ojca noc do chaty przypędzi, a dzień wypędzi, a matka od nocy do nocy mozoli się z dzieckiem. Świadkiem jestem, że w naszych stronach zazdroszczą sobie matki, gdy której dziecko lepiej może czytać lub pisać. Taka, której dziecko mniej umie, woła wtenczas na męża: 

- A niedbałku! a taki, a owaki! Patrzaj, Mateuszów chłopak to już i pisać może, a twój to będzie chodził jak nieuk? Cóż on ci powie, jak urośnie? Powie, że miał niedbałego ojca!

Znam kilka kobiét, które mają mężów nieuczonych, nie umiejących czytać; te prosiły, aby za każdym razem, gdy będziemy się schodzili do czytania Gazety lub książki, wołać razem i ich mężów, żeby chociaż posłuchali, co się czyta. A kiedy której zachoruje dziecko lub nawet coś z żywiny, to zaraz śpieszy do takiego sąsiada, który czytuje Gazetę, i radzi się, co ma począć. Miałem takie zdarzenie: Jednemu znajomemu zachorowało dziecko na chrypę i na trzeci dzień umarło. Po śmierci tego, zachorowało drugie. Wtedy matka owych dzieci przychodzi do mnie i opowiada ze łzami o swojem strapieniu. Radzę jej, rozumie się, żeby nie zwlekała, tylko co tchu śpieszyła do doktora, a ona na to rzecze: 

- Mówili mi ludzie, że w takiej chorobie to niepodobna dziecka leczyć, bo doktor rozrzyna cały brzuszek i dopiero tam lekarstwem smaruje. Ale nie wierzyłam temu, tylko mówiłam: Pójdę do Piotra, to on mi prędzej co doradzi; on czyta Gazetę i różne książki, to nie wprowadzi mnie w błąd. 

I na tę samą chorobę zachorowało jej jedno po drugiem troje dzieci, i wszystko troje doktor uratował. Więc ta kobieta tyle nabrała przekonania do Gazety, że gotowa cały rok chodzić boso, a ostatnie trzy ruble oddać mężowi na opłacenie Gazety, byle tylko ją chciał czytać. 

Lud na Kurpiach nie jest zamożny; zaledwie dwóch albo trzech takich znajdzie się w wiosce, którzyby mieli kilkaset rubli złożonych; i to tylko tacy, którzy z dawnych lat zaoszczędzili, lub po rodzicach odziedziczyli, a żadnych spłat ani nieszczęść nie mieli. Teraz w każdej wiosce prawie połowa jest takich, którzy choć nie mają grosza zaoszczędzonego, ale mogą, jak to mówią, brzeg do brzegu dociągnąć i sypeł zawiązać; z pozostałych zaś połowa od jednego bierze, drugiemu oddaje, i tak biedę pcha; a reszta, to można rzec, że tylko dogorywa i szuka zarobku w dalszych okolicach, albo zagranicą. To też wychoctwo tak się tu rozpowszechniło, że nawet tacy, co nie potrzebują, co mogliby na swojem pracować, także idą w świat za innymi. Jak tylko Bóg da wiosny doczekać, to gromadami idą ztąd ludzie do Prus lub gdzieidziej; jedni, aby zaspokojić głód, okryć nagość, opłacić podatki, drudzy bez potrzeby. W domu nieraz na 15, 20 lub 30 morgach pozostaje dwoje staruszków, co gorsza, często z dwojgiem lub czworgiem małych dzieci; można więc sobie wyobrazić, ile się oni napracują i jaki skutek tej ich pracy. Wyglądają kilku rubli od syna lub córki to na podatek, to na chleb lub kasę, to na robotnika, i tak przez całe lato. We wrześniu wreszcie lub w listopadzie schodzą się synowie i córki do pracy ojcowskiej. Ale jaki ich powrót? Boże odwróć! Kieszenie najczęściej mają puste, ale niejeden obsypany jest grzechami, jak nędzarz wszami. I używa przez zimę ośmioro lub dziesięcioro tego, co dwoje staruszków pracą swą przysposobiło. Niejeden nie doczeka owego zarobku zagranicą, albo nie dojdzie do domu i ginie marnie jak zwierz, nie jak człowiek. I w tym roku był taki wypadek na granicy w Dąbrowach. Dwóch zostało śmiertelnie postrzelonych; odwieziono ich do szpitala do Chorzel. 

Może kto zapyta, dlaczego niektórzy zdawna mogą mieć jakiś grosz w zapasie, a dziś prawie nikt nie może nic zaoszczędzić? Otóż postaram się to w krótkości wytłómaczyć. Najpierw przed trzema, a nawet jeszcze przed dwoma dziesiątkami lat ziemia dawała tu daleko lepsze plony, bo gleba prawie w połowie była nowo wyorana. Rodziło się najlepiej proso, gryka i kartofle. Powtóre, ceny zboża i żywiny były znacznie wyższe, bo i w dalsze strony można było wywozić nietylko zboże, ale i bydło, i konie, i świnie, i drób'; więc który gospodarz był skrzętny, nie leniwy, i nie brak mu było oleju w głowie, to mógł sobie w kilka lat znaczne pieniądze złożyć. 

Teraz granica zamknięta, więc ceny spadły, przytem ziemia się wyczerpała, proso i tatarka nie chcą się rodzić, fabryk ani przemysłu żadnego niema, miasta handlowe daleko, a dróg bitych w naszej okolicy niema, więc stała się bieda i niedostatek. Zdawało się, że Bóg zesłał tę klęskę za grzechy na cały świat, aż tu dowiadujemy się z gazet, że w innych okolicach nie tak źle jest, jak u nas, bo ludzie daleko lepiej sobie radzą. Więc i my teraz chciwie się bierzemy do czytania, oświecamy się i już lepiej nam się wiedzie. Grunta piasczyste, które mieliśmy prawie za nic, teraz najlepiej nam się opłacają, bo siejemy łubin, a na łubinie żyto doskonale się rodzi. Sprowadzamy nasiona warzyw, marchew pastewną, buraki, seradelę, koniczynę, i wszystko nieźle nam się udaje. A największy plon zbieramy z czytania. Miłość i ufność wzajemna jakby z pod ziemi wyrasta; ustają kłótnie, swary, obmowy. Przed kilku laty, gdy się trafiło być w sądziie gminnym, to aż ściany pękały od tłumu ludzi, a to wszystko za wymysły, za potwarze, za szkodnictwo; ten temu zaorał, ten temu zasiał; tam kumy, czy sąsiadki podarły się o własne dzieci, o kury, lub świnie. A dziś, Bogu dzięki, po sądach o byle co się nie włóczą, więcej sobie wierzą, sąsiad sąsiada w potrzebie i bez rewersu poratuje kilku rublami. Wogóle w głowach się ludziom rozjaśniło, w zabobony nie wierzą i nie pozwolą się już wyzyskiwać ani oszustom, ani spekulantom, ani nikomu innemu. Słowem, światło i postęp wśród nas się szerzy, a najwięcej przyczyniają się do tego kobiety. One i dzieci dobrze wychowują, i nas, dorosłych zachęcają do nauki, do pracy nad sobą samymi. 

Czytelnik Piotr Kaczyński.

Źródło: "Gazeta Świąteczna", 1901, nr 1069.

Oprac.: Łukasz Gut

czwartek, 14 września 2017

"Nie masz podobno i jednego Kurpia, żeby tam nie był". Pielgrzymki Kurpiów na Jasną Górę 1864-1939

„Nie masz podobno i jednego Kurpia żeby tam nie był” 

„Mówiąc o pobożności Kurpiów, pominąć nie można owego zapału do pielgrzymek na święte miejsca. Nie mając u siebie kościoła wsławionego cudami, szukają go w innych stronach”. To słowa z 1868 roku, które tłumaczyły ów zapał Kurpiów do pielgrzymowania. W niniejszym tekście przyjrzymy się peregrynacjom do Częstochowy, które na Kurpiach były trwałym i mocno zakorzenionym elementem religijności. 

Kiedy Kurpie rozpoczęli pielgrzymowanie na Jasną Górę, nie sposób dokładnie odpowiedzieć. Znawca tematu, Szczepan Zachariasz Jabłoński łączy tę kurpiowską tradycję z czasami „potopu”, kiedy mieszkańcy puszczy włączyli się w walkę ze Szwedami. Wiemy na pewno, że po powstaniu styczniowym, a szczególnie na przełomie XIX i XX wieku Kurpiów w Częstochowie zauważali coraz liczniejsi obserwatorzy. Korespondent „Przeglądu Katolickiego” już w 1865 roku pisał, iż „ten lud (…) ma wielką pobożność do Matki Boskiej Częstochowskiej, stąd jak już się ociepli, to już ciągną kompanje dosyć liczne do Częstochowy, tak że nie masz podobno i jednego Kurpia żeby tam nie był”.

(Kurpie na Jasnej Górze. Fot. prawdopodobnie z 1937 roku.)
Skowronki odpustowe 

Rzeczywiście, obecność mieszkańców regionu wśród „kompanji” zauważyła prasa. Nazywano ich „skowronkami odpustowemi”, gdyż jako pierwsi z ludu polskiego corocznie odwiedzali Jasną Górę na Wielkanoc, a czasami również na Zesłanie Ducha Świętego. Jak notował jeden z publicystów w 1882 roku, „przychodzą oni w Wielki Wtorek lub Środę, boso, nie zważając nawet na mróz i śnieg, i dnie świąteczne przepędzają w Częstochowie”. Kurpie nie tylko bywali pierwszymi pielgrzymami na Jasnej Górze, ale także ostatnimi. W 1884 roku „Kurier Warszawski” donosił, że Częstochowa z okazji nabożeństwa odpustowego w dniu Wszystkich Świętych zaroiła się po raz ostatni w roku tłumem pobożnych, a wśród nich wymieniona została również „kompanja kurpiów z łomżyńskiego”. Szczególnie ok. 1900 roku coraz liczniej trafiamy na opisy Kurpiów jako pierwszych przedstawicieli „ludu włościańskiego” w Częstochowie. Zwyczaj peregrynacji na Jasną Górę w okresie Wielkanocnym utrzymał się także po I wojnie światowej w warunkach II RP. O tradycji sięgającej „niepamiętnych czasów” informował w 1939 roku jeden z warszawskich dzienników.

Jeśli chodzi o pielgrzymki z okresu międzywojennego, posiadamy ciekawą relację na temat pielgrzymki wyruszającej z Myszyńca, niedługo po uroczystościach Bożego Ciała w 1937 roku. 14 czerwca 1937 roku wyruszyli koleją wąskotorową z Myszyńca na Jasną Górę młodzi pielgrzymi z Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w ramach łomżyńskiej pielgrzymki diecezjalnej, a po drodze do wagonów wsiadała młodzież z parafii Wach i Kadzidło. Jak relacjonowano wejście Kurpiów na Jasną Górę? Zacytujmy dłuższy ustęp z Kroniki K.S.M w Myszyńcu:

„Przebrawszy się w strój ludowy, stajemy w szeregu w kolejności oddziałów z całej diecezji, z których oddział Myszyniecki jest najliczniejszy i najpiękniej ubrany. Idziemy ulicami miasta z pieśnią na ustach. Już zdala podziwiamy wysoką wieżę świątyni, widoczne są też i zabudowania klasztorne. Wchodzimy na plac przed klasztorem, gdzie wszystkich przybyłych wita jeden z Ojców Paulinów. Oddziały wkraczają do Klasztoru”.
Co skłaniało naszych przodków do pielgrzymowania? Oprócz sprawy oczywistej, a więc ich wiary, swoją rolę odgrywało kultywowanie procesji niedzielnych, w których udawano się do kościoła parafialnego z krzyżem, chorągwiami, czasami także z obrazami. Do tego dochodził kult Matki Boskiej Częstochowskiej, najczęściej czczonej wśród wizerunków Madonny. Do podtrzymania tego kultu przyczynił się szczególnie ks. Stanisław Bosacki, który „szczególniejszą miłością pała ku Najświętszej Maryi Pannie w Obrazie Częstochowskim i miłość tę stara się wzbudzić w sercach swych parafian”. Starania ks. Bosackiego zaowocowały umieszczeniem kopii NMP z Jasnej Góry w kościołach w Myszyńcu w 1882 roku, w Krzynowłodze Małej w 1900 roku i w Kadzidle w 1902 roku. Powyższe czynniki skłaniały Kurpiów do udziału w pielgrzymkach, ale nie zawsze ich motywacje oceniano pozytywnie. Znany działacz ruchu ludowego na Kurpiach, Piotr Kaczyński z Dylewa pisał ironicznie w „Zaraniu” w 1913 roku, atakując pobożność swoich ziomków: „(…) w naszym ludzie takie jest mniemanie, że nie jest godzien imienia katolickiego ten, kto przynajmniej raz w życiu nie odprawi pielgrzymki do stóp Matki Boskiej Częstochowskiej pieszo, a w razie niemożności, to choć koleją”. 

Pielgrzymki w praktyce 

Ruch pielgrzymkowy z całego Królestwa Polskiego (nie tylko z Kurpiowszczyzny) przybrał na sile po wydaniu ukazu tolerancyjnego przez cara Mikołaja II w 1905 roku. Tytułem przykładu powiedzmy tylko, że 15 sierpnia 1906 roku w uroczystościach poświęcenia jasnogórskiej wieży brało udział ok. 500 tys. pątników. „Skowronki odpustowe” z samej parafii Kadzidło na Wielkanoc tegoż 1906 roku przybyli w liczbie ok. 400 osób. W tym 240 osób przybyło wówczas od Warszawy koleją, a pieszych pielgrzymów naliczono 150. Relacje prasowe notują w zasadzie najczęściej pielgrzymów z parafii Kadzidło i Myszyniec, ale można znaleźć wzmianki chociażby o pątnikach z parafii Brodowe Łąki i Chorzele, którzy w 1896 roku przybyli na Jasną Górę w liczbie 160 osób po 12 dniach podróży.

Jak wyglądały w praktyce pielgrzymki mieszkańców okolic Myszyńca, Kadzidła, czy Brodowych Łąk? Piesze pielgrzymki trwały około dwóch tygodni. „Kompanja” rozpoczynając swoją wędrówkę, ruszała z umówionego wcześniej miejsca, np. spod przydrożnego krzyża. Jak pisał Adam Chętnik w latach 30., „za kompanją idą tabory wozów z płóciennymi budami. Na wozach są zapasy, chorzy itp.  powrotem zwykle wraca kompanja koleją, inni zaś wracają furami w parę tygodni później”. „Kompanja” posiadała swojego przewodnika, którego zwano „ojcem” lub „ojczulkiem”. Co należało do jego zadań? Dominik Staszewski pisał: „Ojciec taki intonuje pieśni, wskazuje drogę, obiera wypoczynki i noclegi, wreszcie pomaga nieść tłomoczki słabszym i znużonym drogą pątnikom”. Wspomniany wyżej Kaczyński w artykule pt. „Nasza pobożność” kpił z „ojczulków” rzekomo zainteresowanych tylko ofiarami pątników i z tych ostatnich, zarzucając pielgrzymującym niechęć do ponoszenia kosztów na budowę potrzebnych szkół, a także religijną „straszną ciemnotę i fanatyzm”. 

(Warszawski Dziennik Narodowy. R. 5, 18 kwietnia 1939.)
Tradycja i co dalej? 

Dwa tygodnie na pielgrzymce musiały dawać oczywiście ważne przeżycia religijne, jak też wrażenia związane po prostu z podróżowaniem i poznawaniem innych regionów Polski, na co w innych warunkach nie zawsze, a raczej rzadko przecież mogli Kurpie sobie pozwolić. Tak np. w 1903 roku pielgrzymka licząca ok. 200 osób przeciągnęła przez Warszawę, gdzie pątnicy brali udział w nabożeństwie przed kościołem św. Floriana na Pradze, by później zwiedzać po drodze inne kościoły. Dodatkowo, ważnym elementem związanym z pielgrzymkami było nabywanie w Częstochowie obrazów, którymi Kurpie zdobili ściany domów, niejednokrotnie chyba przesadzając z ich liczbą, na co wskazywał wymieniany już Piotr Kaczyński. Obrazy w domu to nie jedyne co przywożono z Częstochowy. Jak zauważył Jacek Olędzki, spuścizną po pielgrzymkach na Jasną Górę były obrazy w feretronach. Feretrony z Częstochowy stanowiły zgodnie z badaniami tego wybitnego znawcy kurpiowskiej sztuki ludowej, pokaźną ich część.

Tradycja pielgrzymowania do Częstochowy na Kurpiach trwa nadal, choć dzisiaj chyba nikt już nie nazywa mieszkańców regionu „skowronkami odpustowymi”, chyba głównie dlatego, że zdecydowana większość pielgrzymek trafia na Jasną Górę 15 sierpnia. Może warto powrócić do tradycji Wielkanocnej? 

Dodajmy na zakończenie, że Jasna Góra to nie jedyny ośrodek kultu maryjnego do jakiego w omawianym okresie pielgrzymowali Kurpie. Popularnymi miejscami peregrynacji były również m.in. Skępe, Gietrzwałd i Święta Lipka.

Bibliografia:
I.
Chętnik Adam, Kalendarzyk zwyczajów dorocznych, obrzędów i niektórych wierzeń ludu kurpiowskiego, Nowogród 1934.
Chętnik Adam, Krzyże i kapliczki kurpiowskie, „Polska Sztuka Ludowa”, 1977, R. 3, nr 1, s. 39-52.
Olędzki Jacek, Kultura artystyczna ludności kurpiowskiej, Wrocław 1971.
Jabłoński Szczepan Zachariasz, Jasna Góra. Ośrodek kultu maryjnego (1864-1914), Lublin 1984.
Jabłoński Szczepan Zachariasz, Ruch pielgrzymkowy na Jasną Górę w Częstochowie. Tradycja i współczesność, „Peregrinus Cracoviensis”, 1996, z. 3, s. 125-152.
Staszewski Dominik, Moralność i umoralnienie Kurpiów, Płock 1903. 

II.
„Dzwonek Częstochowski”, 1903, t.5.
„Gazeta Świąteczna”, 1901, nr 1059.
„Kurier Warszawski, 1884, nr 306b; 1896, nr 97; 1903, nr 89.
„Przegląd Katolicki”, 1868, t. 6.
„Warszawski Dziennik Narodowy”, 1939, nr 106b
„Zaranie” 1913”, nr 41.

Autor: Łukasz Gut

środa, 29 marca 2017

Wyrzeczysko. Kurpie i alkohol w drugiej połowie XIX wieku

„Kurpie przez długie lata pijali gorzałkę”. W ten sposób Adam Chętnik rozpoczął wątek alkoholu na Kurpiach w swej znakomitej pracy Pożywienie Kurpiów. Przez lata, czyli do 1857 roku. Wtedy to wiele zmienić miało tzw. wyrzeczysko, czyli uroczyste zaniechanie picia wódki.
 
W opracowaniach dotyczących Kurpiowszczyzny można znaleźć sformułowania jakoby Kurpie dotrzymywali od 1857 roku aż do wybuchu I wojny światowej wstrzemięźliwości. Misjonarze jezuici wizytujący Kadzidło mieli tak wpłynąć na Kurpiów, że stali się oni „moralniejszymi i pracowitszymi”, co podkreślał w dwa lata po wydarzeniach w Kadzidle Aleksander Połujański. Zanim postawili na wstrzemięźliwość, mieli żyć nędznie i leniwie, „a przyczyną główną takiego stanu było pijaństwo, na obszerną skalę praktykowane”. Jak podaje tradycja, w latach 40. i 50. XIX wieku Puszczę Zieloną nawiedzały klęski żywiołowe, kurczyły się lasy, co miało Kurpiów przekonać do wyrzeczenia się okowity. Wyrzeczysko stało się punktem odniesienia dla wielu ówczesnych moralistów, którzy podkreślali niemal wrodzone Kurpiom pijaństwo i zalety jakie wynikały z odstawienia alkoholu.


Korzyści miały być natychmiastowe. Korespondent „Gazety Codziennej” w artykule z lutego 1858 roku wyrażał się w tej sprawie jasno:„Kurpie zaprzestawszy pić wódkę; podczas karnawału oddawali się więcej niż kiedykolwiek pracy i dlatego w r.b. nie było owych dawnych pijatyk, ani burd i bójek (…)”. 

Uroczyste wyrzeczenie się wódki przez Kurpiów podobno pozytywnie przyjęli sami zainteresowani. W numerze czwartym czasopisma „Kmiotek” z 1862 roku trzej Kurpie z parafii Kadzidło, tj. Adam Sikorski, Michał Szatanek i Tomasz Kowalczyk opisali redaktorowi Kazimierzowi Góralczykowi sytuację po 1857 roku: „Bogu dzięki, już piąty rok jak u nas zaprowadził proboszcz wstrzemięźliwość od wódki i innych trunków upajających, i dzięki Opatrzności ślicznie się utrzymuje”. Wtórował parafianom kadzidlańskim Walenty Kowalczyk z Lipnik. W październiku tego samego 1862 roku opowiadał jak „wielce nam się oczy otworzyły w naszych gospodarkach (…)”. Przyznawał jednak, że abstynencja alkoholowa nie przychodziła łatwo i ciężko było zaprzestać dosłownego tonięcia w nałogu. Proboszcz parafii Kadzidło, ks. Tomasz Suski miał z kolei przekonywać jakoby Kurpie modlili się za tego „kto wynalazł wstrzemięźliwość”. Czy jednak Kurpie dotrzymali na dłużej abstynencji? Czy wytrwali w powstrzymaniu się od alkoholu przez sześćdziesiąt lat? 

22 stycznia 1863 roku wybuchło powstanie styczniowe. Kurpie tradycyjnie już wzięli udział w walkach, cenieni szczególnie jako strzelcy, których oko rzadko miało zawodzić, a także jako przewodnicy po lesistym terenie, nadającym się do prowadzenia charakterystycznej dla styczniowego zrywu wojny partyzanckiej. Major Władysław Brandt, organizator powstania na terenie Puszczy Zielonej, pisał już 10 lutego w optymistycznym tonie: „Całe Kurpie nasze, duch dobry”. Kurpie pomagali powstańcom w codziennym życiu, m.in. zaopatrując ich w żywność. Szczegóły powstańczego jadłospisu podał w swych pamiętnikach żołnierz z oddziału Brandta, Konstanty Borowski: „(…) każdy prawie żołnierz miał zawsze w torbie kawałek chleba, mięsa lub sera; przynosili bowiem do oddziału ludziska z poblizkich wiosek produkty i dawali je powstańcom darmo. Nawet i wódkę przegotowaną z miodem (krupnik) przynosili nam kurpie, ale za wódkę samiśmy płacili”. Kurpie nie dorobili się chyba jednak na sprzedaży wódki, bo jak sam Borowski dodawał, wódka była wówczas bardzo tania. 

Nie wiadomo czy ówcześni mieszkańcy Puszczy wódkę jedynie posiadali czy mimo przyrzeczenia z 1857 roku również sami pili. Kurpie chyba jednak solidnie wypełniali przyrzeczenie, skoro w latach 1858-1869 według statystycznych zestawień na terenach puszczańskich miało dojść „tylko” do trzech zabójstw, co według autora artykułu z „Gazety Rolniczej” (1870) było widocznym osiągnięciem przestrzeganej sumiennie wstrzemięźliwości. W połowie lat 70. notowano, iż Kurpie nadal dotrzymują „wyrzeczyska”, choć z wyjątkami. Mieszkańcy okolic Myszyńca nie pili wódki, ale piwo owszem, „a od wielkiego święta i barbara (bawara)”. 

Rysy na kurpiowskiej wstrzemięźliwości zaczęły pojawiać się w latach 80. XIX wieku. Przynajmniej wtedy zaczęto wyraźnie o tym pisać. Głód na Kurpiach jaki pojawił się na przednówku 1881 roku i rozpaczliwe w związku z tym warunki życia, doprowadziły jak się wydaje do rozluźnienia obyczajów. Prowadzona od kwietnia akcja filantropijna z pewnością ulżyła nieco doli Kurpiów, ale potrzeby przerastały ofiarowaną pomoc. Czy głód i bieda jakie dotknęły i tak przecież niezamożnych mieszkańców puszczy myszynieckiej, wywarły wpływ na powrót do popijania okowity? Adam Chętnik był przekonany, że zmiany uczyniła dopiero I wojna światowa, która „zrobiła wyłom, a potem zupełny przewrót. Kurpie zawrócili do gorzałki (…)”. Wydaje się, że ów wyłom nastąpił wcześniej.
("Gazeta Świąteczna" 1888, nr 379)
W obszernym liście jaki ukazał się w listopadzie 1881 roku w „Gazecie Świątecznej”, Franciszek Pieńkos, gospodarz z Brodowych Łąk, omawiał lokalne działania i zwrócił uwagę na kwestię alkoholu. Przypomniał w sposób barwny o dawniejszym wyrzeczeniu się wódki, jednocześnie ubolewając, iż młode pokolenie „śpieszy do szynków na bawara, a nareszcie dochodzi do rozpusty i poniewierki przykazań Bożych”. Jeden z piszących z parafii Turośl podobnie skarżył się na młodzież, która „wraca do tego obrzydliwego trunku, jak muchy do miodu”. To co tyczyło się młodzieży w Brodowych Łąkach i Turośli, nadal według niektórych z korespondentów miało być wyjątkiem. Mieszkaniec Kadzidła w 1882 roku choć zapewniał jakoby „pijaka nigdzie we wsi ani na pokazanie”, to dodawał jednak półgębkiem: „Toć nie bez tego, żeby czasami nie przyszła chętka komu w tej albo innej wsi do przemytnięcia okowity z zagranicy, gwoli zarobku”. Zapewniał jednak stanowczo, że chodziło tylko o zarobek. Sam przemyt okowity kończył się czasami źle, jak historia pewnego Kurpia ze wsi Leman, który w marcu 1888 roku został znaleziony zamarzniętym z wódką pod ręką, gdy przeprawiał się przez granicę z Prusami. 
 
Obyczaj wstrzemięźliwości psuć miała więc młodzież, tym bardziej, gdy ruszyła na emigrację, zarówno czasową (Prusy), jak i stałą (Stany Zjednoczone). Ci, którzy wracali, mieli gorszyć miejscowych, co Adam Chętnik ujął treściwie: „Z Ameryki przychodzi tylko złoto i obok niego często zepsucie obyczajów i rozwiązłość”. Dodajmy również: przychodził alkohol, a konkretnie zwyczaj picia wódki i piwa. Dominik Staszewski pisząc w 1902 roku o kurpiowskich obyczajach zauważył, że wódkę piją młodzi, szczególnie Ci, którzy wrócili z Ameryki, przynosząc w ten sposób demoralizację (nie tylko zresztą w tej dziedzinie) na tereny puszczańskie. Piciu piwa i wódki miały sprzyjać istniejące w niektórych miejscowościach karczmy gromadzące stałych bywalców. Karczmy takie powstawały również po wyrzeczysku, np. w Dylewie ok. 1890 roku. 
 
Przytoczmy dłuższy ustęp z korespondencji zamieszczonej w „Echach Płockich i Łomżyńskich” (1899), oddający znakomicie nastroje światlejszych mieszkańców Kurpiowszczyzny: „Pomimo ogólnej biedy, stracić kilka złotych w szynku wydaje się niejednemu z naszych gospodarzy drobnostką. (…) Nęci również szumna nazwa „restaurant”, którą przybrały dawne szynki:

Piękna nazwa restaurant
każdy dąży wieśniak i pan
i mieszczanie i strażnicy.
I chłop z torbą, z nad granicy
woła: piwa, funt kiełbasy –
dziś na chłopa dobre czasy…
Chociaż w domu licha strawa,
Jak jest za co wypić – sława!
"
 
W ówczesnych karczmach popijano nie tylko wódkę, ale przede wszystkim wspomnianego już „bawara” , czyli tzw. piwo bawarskie, które po wyrzeczeniu się wódki stało się ulubionym napojem Kurpiów. Chętnik widział związek pomiędzy wyrzeczyskiem a „bawarem” w tym, że ten ostatni trunek „gmerał” w głowie, do czego niejeden miał tęsknić. 

Głód z 1881 roku, emigracja zarobkowa do Prus i Stanów Zjednoczonych, a także I wojna światowa wydają się być wydarzeniami, które przynajmniej pośrednio wpływały na wzrost spożycia alkoholu w Puszczy Kurpiowskiej. O picie wódki oskarżano młodzież, przy czym starsze pokolenie miało dotrzymywać wyrzeczyska z 1857 roku. Tak czy inaczej, alkohol na Kurpiach w XIX wieku był obecny, a gdy bywało gorzej, wtedy i alarmowano o wzroście spożycia. Po wielkiej wojnie też nie bywało lekko o czym przekonuje opis pióra Janusza Korczaka z 1918 roku. Zakończmy na tym powyższe rozważania: 

„Myszyniec. Miasto pograniczne. Rynek. Sklepy zrabowane, okna wybite, drzwi rozwalone. Już są spalone budynki. Mieszkańców prawie niema, Żydów wcale niema. Wozy wojennych obozów, konie, żołnierze piesi i konni”.

Bibliografia:
I.
Borowski Konstanty, Na schyłku powstania styczniowego, „Biblioteka Warszawska”, 1914, t.1.
Chętnik Adam, Pożywienie Kurpiów, Kraków 1936.
Niedziałkowska Zofia, Kurpie. Bory ostrołęckie, Warszawa 1988.
Połujański Aleksander, Wędrówki po guberni augustowskiej w celu naukowym odbyte, Warszawa 1859.
Staszewski Dominik, Moralność i umoralnienie Kurpiów, Płock 1903.
II.
„Echa Płockie i Łomżyńskie”, 1899, nr 20.
„Gazeta Codzienna”, 1858, nr 65.
„Gazeta Rolnicza, 1870, nr 22.
„Gazeta Świąteczna”, 1881, nr 48.
„Gazeta Świąteczna”, 1882, nr 92.
„Gazeta Świąteczna”, 1888, nr 379.
„Gazeta Świąteczna, 1889, nr 469.
„Gazeta Warszawska”, 1863, nr 16.
„Gazeta Warszawska”, 1875, nr 180.
„Głos Żydowski”, 1918, nr 25.
„Kmiotek”, 1862, nr 4.
„Kmiotek, 1862, nr 45.
„Pamiętnik Religijno-Moralny”, 1862, t.10.

Autor: Łukasz Gut
Tekst pierwotnie ukazał się w magazynie "Kurpie".

środa, 8 lutego 2017

Kapliczki, krzyże i figury przydrożne, czyli rozmowa o dziedzictwie Kurpiowszczyzny

Łukasz Gut: Przydrożnych krzyży, czy kapliczek na Kurpiach nie brakuje. Czy istnieje coś takiego jak kapliczka kurpiowska? Przydrożne krzyże, figury i kapliczki na naszym terenie wyróżniają się na tle innych takich obiektów w kraju?

Maria Weronika Kmoch, historyk, regionalistka: Na pewno warto podkreślić formę – wśród krzyży najczęściej spotkamy niskie, kute przez wiejskich kowali krzyże żelazne w kamiennych cokołach, charakterystyczne generalnie dla Mazowsza, Podlasia i Suwalszczyzny. Wśród drewnianych krzyży na wyróżnienie zasługują wysokie z korunami (małymi krzyżykami na szczytach belek). Spotkamy je też na północnym Podlasiu, ale te kurpiowskie są świadectwem niesamowitego kunsztu twórców – nie znajdziemy dwóch takich samych, każdy wyróżni się wyszukaną formą. 

Jeśli chodzi o kapliczki, to na Kurpiach popularne są przedstawienia kłodowe, wykonane z jednego kawałka drewna z jakąś figurką w środku. Spotkamy tu też kapliczki słupowe (słup i kapliczka wykonane osobno), ale równie dobrze znajdziemy je w innych częściach Mazowsza czy Podlasia. Na Kurpiach przetrwały także kapliczki domkowe, które odnajdziemy też np. w Lubelskiem czy Rzeszowskiem. Forma kurpiowskich jest prostsza niż przedstawienia z innych regionów. Mamy też liczne przedstawienia figuralne św. Jana Nepomucena, charakterystyczne szczególnie w zachodniej części regionu (prosta figura na słupie, toporne ciosy statycznej postaci, oszczędność kolorystyczna), na pozostałym terenie mające formę figury w kapliczce.

(Kapliczka i krzyż przydrożny w Myszyńcu. Fot. z 1937 roku. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/131/0/-/276/19)

Podsumowując, jeśli chodzi o typy przydrożnych obiektów sakralnych, to Kurpie wpisują się w specyfikę Mazowsza. Wyróżnia je jednak wyjątkowe zdobnictwo i liczba omawianych pamiątek. Dotyczy to oczywiście obiektów starych, choć i obecnie zauważyć można nawrót tradycyjnych form.

Czy podczas Twoich badań nad przydrożnymi obiektami sakralnymi w gminie Jednorożec niektóre z nich stanowiły część historii danej wsi? Mogłabyś podać przykłady, gdzie wiązały się z nimi jakieś historyczne wydarzenia?

Oczywiście! Kapliczki, krzyże i figury niejednokrotnie stawały się świadkiem wydarzeń historycznych. Same też wystawiane były na pamiątkę ważnych zdarzeń, czy to dla fundatorów, czy dla całej społeczności wiejskiej. Przykładów jest wiele, podam 4 z miejscowości o kurpiowskich tradycjach.
W Parciakach stał kiedyś drewniany krzyż z 1866 r. W 1915 r. w jego pobliżu spotkali się dwaj żołnierze wrogich armii – carskiej i niemieckiej. Jechali konno, byli uzbrojeni. Nie rozpoznali jednak, że obaj są Polakami. Jeden z żołnierzy rozciął drugiemu głowę szablą, powodując natychmiastową śmierć. Poszkodowany został pochowany w pobliżu kościoła parafialnego. Przykład ten pokazuje z jednej strony tragizm I wojny światowej i walkę Polaków we wrogich armiach, a z drugiej strony postawę Kurpiów – przez lata mieszkańcy zajmowali się bowiem grobem żołnierza, który zginął na ich ziemi, jak wielu innych pochowanych na cmentarzach wojennych.

W Jednorożcu przy rondzie stoi krzyż wystawiony w 1892 r., podejrzewam, że z okazji 30-lecia budowy pierwszego kościoła we wsi. W czasie I wojny światowej był to punkt odniesienia dla rosyjskich patroli. Pod krzyżem chowano poległych. Dysponuję też relacją Stanisławy Łasman, urodzonej w Jednorożcu, która zapisała, że jej mama wyprowadziła z bolszewickiej niewoli kilkunastu legionistów, za co w 1918 r. została przywiązana powrozami do krzyża i katowana nahajami. Miała być rozstrzelana o świcie, ale wówczas żołnierze POW wyzwolili wieś. 

Z kolei w Olszewce na środku wsi stoi krzyż z 1890 r. W tym miejscu istniała karczma prowadzona przez Żyda. Mieszkańcy, wracając z pola, często zatrzymywali się tam, by skosztować trunku. Później w domu nie byli w stanie pomagać kobietom, więc te spaliły karczmę. Na jej miejsce przywieziono z okolic wielki kamień, wkopano go w ziemię, a w nim umocowano krzyż. Z Małowidza natomiast pochodzi przykład związany z działalnością podziemia antykomunistycznego po II wojnie światowej na terenie gminy. Krzyż z 1949 r. upamiętnia właściciela posesji, który był gminnym komendantem PO SP. Patrol Narodowego Zjednoczenia Narodowego sierż. Eugeniusza Lipińskiego ps. „Mrówka” wykonał na nim wyrok śmierci za służbę systemowi komunistycznemu.

(Krzyże przydrożne na Kurpiach. Źródło: "Tygodnik Ilustrowany", 1928, nr 20)
 
W jakim okresie budowano najwięcej krzyży czy kapliczek? Z czego to wynikało? 

Niegdyś krzyże, kapliczki i figury wystawiano dużo częściej niż obecnie, przede wszystkich jako obiekty błagalne albo dziękczynne. Na Kurpiach chyba w ogóle nie spotkamy obiektów pokutnych, charakterystycznych dla południa kraju. Powodem fundacji mogły być różne wydarzenia: śmierć dziecka, powrót z niewoli, odzyskanie niepodległości itp. Krzyże pełniły też funkcje magiczne, dlatego spotkać je można np. na czterech rogach wsi, na jej granicach i skrzyżowaniach, gdzie uświęcały przestrzeń pierwotnie nieczystą, związaną z kumulacją zła. 

W wieku XIX obserwujemy upowszechnienie się żelaza. Stąd we wsiach zaczęto stawiać krzyże kute przez kowali. Wiele takich krzyży powstało po 1880 r., kiedy huragan powalił wiele drewnianych obiektów sakralnych m.in. na Mazowszu i Podlasiu, a specjalnie rozporządzenie utrudniało wznoszenie drewnianych świątków, by zapobiec ich niszczeniu przez warunki atmosferyczne. W XIX w. kilkakrotnie grasowały śmiertelne epidemie. Stawiano wówczas krzyże z dwoma poprzecznymi ramionami (karawaki) jako środek zabezpieczający przed zarazą. 

Zainteresowanie wystawianiem przydrożnych obiektów oraz renowacją starych zauważyć można od lat 80. XX w. Na terenie mojej rodzinnej gminy Jednorożec nasilenie tego procesu obserwujemy na początku XXI w. Współcześnie istnieje dowolność w stawianiu i remontowaniu przydrożnych kapliczek, krzyży i figur. Przekłada się to na liczne fundacje oraz odnowienia omawianych obiektów.

Kiedy najtrudniej było o postawienie kapliczek czy krzyży?

Na kondycję świątków w XIX w. negatywnie wpłynął nakaz generała carskiego Michaiła Murawiewa z czerwca 1863 r. Zabraniał on wystawiania nowych kapliczek i remontowania starych poza obrębem cmentarza parafialnego. Zakaz częściowo zniesiono w marcu 1896 r., a całkowicie uchylono w 1905 r. Eugeniusz Kłoczowski, dziedzic Bogdan Wielkich (gm. Chorzele), wspominał, że Otrzymanie legalnego pozwolenia na budowę (...) figury przydrożnej było niemożliwe. Figury wszystkie wystawiali ludzie nocą. Z chwilą, gdy stały, nie wolno ich było burzyć (...). Ożywienie ruchu sakralnego zauważamy dopiero w końcu XIX w. Krzyże pojawiają się w nieznacznie większej ilości w okresie rewolucji (1905–1906).

Choć można znaleźć wiele obiektów z okresu powojennego, ich wystawienie nie było łatwym zadaniem. Władze komunistyczne mnożyły trudności w zakresie odnowy starych i wystawiania nowych świątków. Wymagano specjalnych pozwoleń, w przejawach religijności upatrując niebezpiecznych dla władzy zgromadzeń mieszkańców. Wiele krzyży rozebrano pod pretekstem remontów, budowy nowych osiedli i dróg.

(Kapliczka przydrożna w Dębach. Fot. G. Jodkowski. Źródło: Rudolf Macura, Ziemia Kurpiów, Kraków 193-)

Jakie funkcje dla mieszkańców wsi miały dawniej kapliczki, figury i krzyże? Czy to się zmieniało w zależności od okoliczności? Czy stawały się czasami miejscem jakichś patriotycznych wydarzeń?

Najważniejsza jest oczywiście funkcja sakralna (religijna) – skupianie życia religijnego mieszkańców (nabożeństwa paraliturgiczne, procesje, prywatna modlitwa). Wiele krzyży i kapliczek ma charakter antidotum na zło. Pełnią więc funkcję magiczną – chronią przed klęskami (zarazą, powodzią itp.), stawia się je w miejscach niebezpiecznych, nawiedzonych przez dusze zmarłych. Poza tym stanowią pamiątkę po fundatorach lub pomnik wydarzeń historycznych, dokumentują życie parafii, zawierają przesłanie dla potomnych. 

Wszelkie zwyczaje i obrzędy, związane z krzyżami i kapliczkami (strojenie świątków, wspomniane nabożeństwa) gromadziły mieszkańców wsi i parafii, sprzyjały nawiązywaniu kontaktów, spajaniu więzi, co też umacniało poczucie przynależności do wspólnoty. Takie znaczenie miały szczególnie place wiejskie z krzyżem lub figurą - dawniej miejsce wspólnych modłów. Gromadzono się w wigilię uroczystości kościelnych, podczas zarazy, nieszczęść lub wypadków, ale też uroczystości religijno-patriotycznych, choć raczej nie w XIX w., kiedy takie zebrania poza obrębem cmentarza parafialnego były zabronione. W pobliżu krzyży odbywały się niegdyś sądy, tu godzili się zwaśnieni sąsiedzi. Obiekty te pełnią więc funkcję integracyjną. 

Krzyże, figury i kapliczki wyróżniające się wielkością, lokalizacją czy dekoracją stanowią nierzadko najważniejsze punkty w miejscowości, są wizytówką miejscowości, ich dobry stan świadczy o religijności mieszkańców. Ustawiane na posesjach prywatnych są świadectwem religijności, czasem też zamożności oraz pozycji społecznej gospodarzy i fundatorów. Jednocześnie są wyznacznikiem gustu i upodobań estetycznych fundatorów czy opiekunów, co uwidacznia się w sposobie ich budowania, odnawiania czy zdobienia. Zauważamy tu funkcje: reprezentacyjną oraz estetyczną. 

I wreszcie funkcja orientacyjna (graniczna, demarkacyjna) – budowane w określonych miejscach, kapliczki, figury i krzyże pozwalają na orientację w przestrzeni. Stoją na środku miejscowości lub na jej granicy. Legendy i podania przekazują informację o skarbach, zakopywanych w pobliżu krzyży jako obiektów stałych, nieusuwalnych, przez to idealnych do ukrycia cennych przedmiotów na lata. Tutaj też zakopywano broń powstańczą i pieniądze podczas działań zbrojnych, by z łatwością je później odnaleźć. Świątki pełnią funkcję miejsca spotkań towarzyskich, w ich pobliżu umawia się zebrania i narady wiejskie. Przejezdni informowani są nierzadko o konieczności skręcenia „za figurką”, „za krzyżem”, by dotrzeć do konkretnego miejsca. Zgodnie z dawnymi zwyczajami, świątek na środku wsi, usytuowany na placu wioskowym, był miejscem, gdzie odpoczywali wędrowni żebracy i zmęczeni podróżni, tam zmawiały się młode pary. Świątki służyły też jako powszechnie rozpoznawalne miejsca, w których zostawiano zgubione rzeczy. Do świątka za wsią odprowadzano też idących do wojska rekrutów, którzy przy krzyżu granicznym otrzymywali rodzicielskie błogosławieństwo i żegnali się z rodzinami. 

Co ważne, warto podkreślić, że jeden obiekt może pełnić wiele funkcji. Np. wspomniany krzyż z Jednorożca to jednocześnie obiekt sakralny, pamiątkowy i reprezentacyjny. Pełni też funkcję orientacyjną.

Dokończ zdanie: Kapliczki, figury i krzyże na Kurpiach powinniśmy ocalić od zapomnienia, bo...

... w codziennym zabieganiu ich nie zauważmy, a towarzyszą nam od wieków. Każdy przydrożny obiekt sakralny to historia twórcy, nierzadko anonimowego czy fundatora, też często niezaznanego. To odzwierciedlenie upodobań estetycznych i przeszłości zarówno regionu, jak i kraju. To jednocześnie historia i dziedzictwo. Myślę, że gdyby każdy z nas wiedział, że obiekt w okolicy wykonał nasz przodek lub w jakiś inny sposób jesteśmy z nim związani, bardziej byśmy zwracali uwagę na kapliczki, figury i krzyży. Tak więc załóżmy i róbmy wszystko, co tylko możliwe, by ocalić stare obiekty, jak zadbać o ich renowację i wystawianie nowych. W nich bowiem wyraża się chrześcijański duch Polaków, to one są namacalnym świadectwem religijności i dziejów Kurpiów.

Dziękuję za rozmowę.