![]() |
| (Winieta „Gazety Świątecznej” z 1887 roku zawierająca ilustrację kościoła w Kadzidle Źródło: „Gazeta Świąteczna” 1887, nr 364.) |
niedziela, 24 lipca 2022
Aleksander Pieńdak z Kierzka – Kurp, co listy do gazety pisał
niedziela, 17 lipca 2022
„Trzy dni wśród Kurpiów” – Długi Kąt, Siarcza Łąka i Leman w 1925 roku
![]() |
| (Fotografia zamieszczona w „Kurierze Warszawskim” (nr 43 z 12 II 1933) i przedstawiająca tzw. typy Kurpiów.) |
czwartek, 4 lutego 2021
Karaska – historia torfem pisana
Torfowisko powstało w bezodpływowej niecce na skutek wytopienia się tutaj na przełomie plejstocenu i holocenu warstwy wiecznej zmarzliny[4]. Niniejszy artykuł nie dotyczy jednak najdawniejszej przeszłości torfowiska Karaska, a w skali tak długiej historii jest jedynie wycinkiem z dziejów najnowszych. Przypomnijmy kilka obrazów z XIX i XX w., w których pojawia się bagno Karaska.
Tyle o samej miejscowości. Skupmy się na torfowisku. Mówienie o puszczy (w sensie formacji roślinnej) w stosunku do Kurpiowszczyzny na przełomie XVIII i XIX wieku jest – jak wykazał Marcin Tomczak – pewną przesadą. Bliższe prawdy na temat ówczesnego krajobrazu jest określenie „pustynia kurpiowska”. Twórca tego określenia słusznie jednak podkreśla, że dla dawnej Kurpiowszczyzny charakterystyczna była przede wszystkim duża różnorodność środowiska naturalnego[10]. Pośród tej różnorodności, zauważamy istotną rolę bagien, które stanowiły ważny wyróżnik omawianego terenu. W lustracji starostwa ostrołęckiego z 1789 r. czytamy m.in. o Kadzidle, jak to oprócz piasków, zarośli, i lasów (…) ta wieś niema innych gruntów więcey tylko bagna, a o Myszyńcu, iż grunta ta wieś ma piasczyste i bagniste, borów żadnych, prócz zarośli, mniey zdatnych[11].
| (Fragment mapy Topographisch-Militärische Karte vom vormaligen Neu Ostpreussen, oder dem jetzigen Nördlichen Theil des Herzogthums Warschau, nebst dem Russischen Distrikt, 1:150 000) |
W cytowanej wyżej pracy W. H. Gawarecki twierdził: Z między licznych bagien, nayznacznieysze iest zwane Karaska, między wsiami Olszynami, Kopaczyskiem, Kierzskiem, i Glebą, na mile długie, a przeszło ćwierć mili szerokie, za spuszczeniem wody do rzeki Omulwi, mogłoby bydź osuszone, i w użyteczne łąki obrócone[17]. Myśl osuszenia bagien pomiędzy Piasecznią a Olszynami towarzyszyła dziejom torfowiska w kolejnych latach. Tym bardziej, że, jak widzimy na Topograficznej Karcie Królestwa Polskiego (wykonana w latach 20-30. XIX wieku), Karaska błoto wyglądało podobnie, jak w końcu XVIII w.
![]() |
| (Fragment mapy Topograficzna Karta Królestwa Polskiego, Kol. IV. Sek. I., 1:126 000) |
Karaska została w części osuszona, a okoliczni Kurpie mieli od tej pory możliwość użytkowania powierzchni torfowiska jako łąk i pastwisk[21]. Osuszenie polegało na wykopaniu kanału i rowów odprowadzających wodę z samego jeziora Karaska do rzeki Omulew[22]. Problem techniczny, jaki wiązał się z wykopanym kanałem, sprowadzał się do tego, że bieg wody napotykał pokłady skaliste, potrzebujące znacznej siły do przebicia[23]. Kanały wykopane w latach 50. i 60. wykopano nie tylko dla osuszenia Karaski. W tym samym czasie powstały kanały na jeziorze Serafin[24]. Na lata 1839-1862 przypadały nie tylko pierwsze melioracje. Starano się poradzić sobie w omawianym okresie z licznymi wydmami piaskowymi, w czym pomóc miało zalesianie, które nie zawsze dawało pożądane skutki, czasami chyba nie bez winy samych Kurpiów[25].
Do pieca torf zamiast drewna
Karaska w latach 1918-1939 stała się jednym z niewielu miejsc na Kurpiach, gdzie można było podziwiać dobrze zachowaną – jak na resztę Kurpiowszczyzny – faunę. To tutaj licznie występowały dzikie kaczki, co potwierdza ks. Władysław Skierkowski[26]. Bywały także – jak określał je Chętnik – „żmije jadowite”, czyli najpewniej żmije zygzakowate (Vipera berus)[27]. Jeśli chodzi o roślinność, notowano bagno zwyczajne (Leudum palustre L.), borówkę bagienną, zwaną też łochynią (Vaccinium uliginosum L.) i żurawinę błotną (Vaccinium Ozycoccos L.), a do tego liczne mchy torfowe i karłowatą sosnę[28].
![]() |
| (Fragment mapy Mapa operacyjna Polski, 1932, 1:300 000) |
Próby eksploatacji i dzierżawa torfowiska
Mimo, że na większą skalę torf zaczęto kopać w Karasce po II wojnie światowej, należy stwierdzić, że na myśl o wykorzystaniu terenu natrafiamy już w 1908 roku, gdy jeden z Kurpiów pisał o Karasce: Teren należy do rządu, który chętnie jednak wydzierżawiłby go dla eksploatacji. Bliższych szczegółów w tej sprawie chętnie udzieli pan Władysław Teplicki, aptekarz w Myszyńcu[36]. Podobnie w koncepcjach wysuwanych po 1918 r. zdawano sobie sprawę z potencjału torfowiska. U progu niepodległości stwierdzano, że złoża Karaski mogłyby dostarczać opału na popęd elektrowni nawet przez kilkadziesiąt lat[37]. Do kopania torfu zachęcano na łamach „Gościa Puszczańskiego”, wskazując, iż należy dać „odpocząć” lasom zniszczonym w czasie I wojny światowej na rzecz torfu, który może zastąpić drewno jako opał[38]. Ksiądz Skierkowski twierdził podobnie i dodawał, że torf z Karaski jako materiał opałowy mógłby na wiele lat służyć w powiecie ostrołęckim[39]. 800 ha torfowiska mogłoby, jak sądzono, dać zarobek dla okolicznej ludności[40].
W okresie międzywojennym podjęto próby wydobywania torfu. Według projektu umowy, wysłanego do Głównego Zarządu Dóbr Państwowych przez K. i P. Wędziagolskich i W. Nieciengiewicza w grudniu 1920 roku, dzierżawa miała objąć całe torfowisko „Karaska” o ogólnym obszarze około 1000 ha, poczynając od zalesionych gruntów państwowych „Płudy” od południa-zachodu ku północo-wschodowi na długości 6-ciu km, do grobli prowadzącej ze wsi Karaska do wsi Wach. Ponadto dzierżawa według projektu miała objąć również wymienione zalesione grunty państwowe „Płudy”, które miały dostarczyć materiału budowlanego. Do tego dochodziła karpina, znajdująca się na wyeksploatowanym lesie, w porębach wyciętych przez okupantów. Dzierżawa według projektu miała być zakontraktowana na 75 lat, do 1995 roku! Projekt ten jednak pozostał, jak się wydaje na papierze, a w cztery lata później eksploatacją torfowiska zainteresowana była spółka akcyjna „Siła i Światło”, z czego zdaje się nic nie wyszło, a przynajmniej dostępne źródła milczą na ten temat.
Ostatecznie eksploatacją torfu zajęła się spółdzielnia budowlana z Dylewa, która w głównej mierze zajmowała się produkcją cegły. 2 września 1924 r. spółdzielnia zawarła umowę z Nadleśnictwem Ostrołęckim na eksploatację torfu z Karaski na trzy lata, do 2 września 1927 r. za opłatą tenuty dzierżawczej w wysokości 30 groszy od 1m3 wydobytego torfu. Prawo eksploatacji powyższego torfowiska Spółdzielnia odstąpiła Apolinaremu Sobiechowi na przeciąg 2-ch lat za opłatą 20m3 torfu rocznie. Spółdzielnia na wydobyciu torfu poniosła ponad 500 zł straty, wobec czego dalszej eksploatacji zaniechano.
Jako, że Karaska nadal nie była wykorzystana na większą skalę do wydobycia torfu, proponowano zainteresować tym terenem rząd. Taką myśl przedstawił w 1928 r. starosta ostrołęcki Henryk Bieńkiewicz, twierdząc, że obszar ten należałoby przekazać Ministerstwu Reform Rolnych do parcelacji i wydobywać torf na opał. W dalszej kolejności – proponował starosta – powinno się osuszyć mokradła, zamienić je na grunty uprawne, a piaski i nieużytki zalesić. Jak konstatował starosta, Karaska leży wielką plamą na ziemi kurpiowskiej, posiadającej ludność biedną, małorolną lub bezrolną[41]. Jeszcze w 1937 r. sprawa regulacji bagien Karaski i przesiedlenia gospodarujących tam na piaskach Kurpiów była zaliczana do rzędu istotnych projektów czekających na realizację. Wiemy również, iż przed 1939 r. torf z Karaski chcieli eksportować do celów przemysłowych Francuzi[42]. Różnorodne plany przerwała wojna.
![]() |
| (Źródło: „Rynek Drzewny i Przegląd Leśniczy”, 1923, nr 23.) |
Karaska jako pastwisko
Pomysł wykorzystania torfu nie zmieniał jednak istotnie położenia tych okolicznych rolników, którzy uprawiali bagnistą ziemię. Antoni Zadrożny z Kierzka w 1929 r. tak opisywał trudy gospodarowania: Z wiosny pasiemy bydło za pewną opłatą w lesie rządowym, na tak zwanej „karasce”, gdzie za czasów moskiewskich z dawien dawna nasi przodkowie mieli w każdym czasie wolne pastwisko, rozumie się również za pewną opłatą. Obecnie zaś rząd nasz nie chce nam pozwolić paść wcześniej, niż od 12 maja, na czem dużo cierpimy, zwłaszcza mieszkańcy pięciu wiosek: Kierzka-Karaski, Wacha, Piaseczni i Jeglijowca, dlatego, że z powodu lichych łąk nie mamy wystarczającej paszy i zmuszeni jesteśmy wyganiać bydło na pastwisko nieraz już w marcu, aby tylko śniegu i tęgiego mrozu nie było[44]. Pola i łąki na bagiennych terenach nie radziły sobie np. z wiosennymi przymrozkami. Komisja gminna oszacowała w naszej wsi Kierzku 80 na 100 straty w zbożu z powodu przymrozków wiosennych, których nasze torfy i lotne piachy wytrzymać nie mogły – dodawał Zadrożny[45]. Inny mieszkaniec Kierzka, Aleksander Pieńdak, nie dowierzał zapewnieniom, że torf może być urodzajną ziemią. Swoje poglądy na ten temat wykładał następująco: Trzeba to przyznać, że i torf może być użyteczny już to jako opał, już to jako pastwiska, łąki i pola. Ale pole to nigdy nie będzie urodzajne, chociażby przy dużym nakładzie kosztu i pracy. Pszenicy nie będzie można na torfie uprawiać, jedynie ziemniaki, owiec i inne jarzyny. Najwięksi nawet znawcy nie przemienią torfowisk na pola, na których można uprawiać szlachetne rośliny[46]. Skomplikowane gospodarowanie na torfie według Pieńdaka polegało na tym, że był on w bardzo podłym gatunku: wierzchnią warstwę, dość grubą, stanowi czerwona ruda i żelazo. Podczas deszczów ulewnych robi się błoto, a w czasie posuchy ta czerwona ruda idzie z wiatrem i osiada na trawie, a trawa taka jest niezdrowa dla dobytku. Dlatego też niektóre wsie nie mogą się obyć bez pastwiska w lasach państwowych[47]. W efekcie Kurpie z okolic Karaski nie widzieli alternatywy: Hodowli bydła zmniejszyć nie możemy, bo ziemia nasza jest najuboższa z całej puszczy Kurpiowskiej: same torfy, lotne piachy i wydmy, od których musimy płacić podatki narówni z gospodarzami w innych powiatach[48].
Możemy się domyślać, że bagno mimo wcześniej wykonanej melioracji nie całkiem wysychało, skoro w latach dwudziestych kanał odprowadzający wodę do Omulwi był zarośnięty[49]. W późniejszym okresie nic już nie wiemy o zarośnięciu owego kanału, ale za to narzekano, że uciekała nim woda, dosłownie „ostatnie kropelki” z okolicznych pól, co powodowało ich znaczne wysuszenie. Mieszkańcy czynili starania o wstrzymanie wody w kanale[50].
![]() |
| (Poroże jelenia wykopane w torfie w powiecie ostrołęckim. Fot. A. Chętnik. Źródło: A. Chętnik, Z Zielonej Puszczy, „Ziemia”, 1914, nr 3) |
Okolice torfowiska były również znaczną przeszkodą wojenną w latach I wojny światowej. Operujące tu wojska niemieckie często w kronikach pułkowych zwracały uwagę na „bagno Karaska”. W okolicach uroczyska miały miejsce zacięte starcia w lutym 1915 r., a pobliska wieś Kierzek przechodziła kilka razy z rąk do rąk[60]. Walki odbywały się w dość malowniczej scenerii, co zauważyli niemieccy kronikarze: Wieczorem, gdy kula słońca opadała na płomiennym czerwonym zachodnim niebie, chór tysiąca żab, które zamieszkiwały Bagno Karaska rozpoczynał swój głośny śpiew, a w jego monotonną melodię dziwnie wplatało się grzechotanie karabinów maszynowych i pomruk armat[61]. W okolicach Karaski życie straciło wielu żołnierzy walczących w mundurach niemieckich i rosyjskich, w tym liczni Polacy, którzy musieli wtedy walczyć w obu wrogich sobie armiach, a ślad po tym stanowiły i stanowią mogiły około bagna gęsto rozsiane i zapomniane na łąkach oraz w lasach, a także na licznych cmentarzach[62]. Cmentarze wojenne wokół Karaski znalazły się m.in. w Kierzku, Piaseczni i Olszynach[63].
Przypomnijmy, że II wojna światowa również nie ominęła Karaski. 24 czerwca 1944 r. oddziały Józefa Kozłowskiego „Lasa” i Kazimierza Stefanowicza „Asa” stoczyły na bagnie walkę z niemiecką grupą przeciwpartyzancką, zadając jej znaczne straty i zmuszając ją do odwrotu[64]. Niedaleko Karaski znajdowała się również już po 1945 r. leśna baza Komendy XVI Okręgu NZW „Orzeł”, rozbita 25 czerwca 1948 r. przez siły KBW, funkcjonariuszy PUBP i MO. W sumie prawie dwa tys. żołnierzy stanęło naprzeciw… piętnastu partyzantów[65].
Epilog
Podanie ludu twierdzi, także że tu kiedyś istniało miasto, które miało liczne domy i kościół oraz sklepy kupieckie, a w rynku jego było jeziorko pełne karasi. Raz zachciało się dziecku w dzień świąteczny wykąpać się w tem jeziorze, lecz skoro tylko weszło w wodę, wnet utonęło. Matka strapiona żalem po stracie dziecka zaczęła płakać, w rozpaczy zawołała: „bodajeś zapadło takie miasto i to jeziorko!”. Nie długo czekano na spełnienie tego przeklęstwa, bo nazajutrz woda zaczęła być słoną i do picia nieprzydatną, a po kilku dniach miasto zapadło i ustąpiło miejsca wylewom jeziora, które pochłonęło w swych nutach nieszczęsną matkę z wielu innymi mieszkańcami miasta. Po tym wypadku pasterze niejednokrotnie słyszeli żale owej matki po straconem dziecku i przeklinania miotane na miasto i jezioro; słyszeli także w południe i w wieczór dzwonienie na pacierze i ludzkie śpiewy pieśni nabożnych; widzieli przytem w powietrzu nad bagnem Karaską ludzi w bieli ubranych, odbywających procesyą i śpiewających pieśni religijne, którzy znowu nikli w jeziorze, wydając z głębi wody narzekania na ową matkę za przeklęcie miasta i jeziorka[66].
_____________
Przypisy:
[1] W. H. Gawarecki, Pamiętnik historyczny płocki, t. 2, Warszawa 1830, s. 56-57.
środa, 30 grudnia 2020
„Gody na Kurpiach” według ks. Władysława Skierkowskiego (1934 r.)
W tekście zachowano pisownię oryginalną. Zapraszam do lektury!
_____________
![]() |
| Wigilia w rodzinie Konopków. (Link: https://www.facebook.com/photo/?fbid=584173291661548&set=a.454599584618920) |
Gody na Kurpiach
(Według odczytu ks. Skierkowskiego w Tow. Nauk. w Płocku)
Gody na Kurpiach to okres od świąt Bożego Narodzenia włącznie aż do święta Trzech Króli. Gody rozpoczynają się dniem wigilijnym od samego rana. Charakterystycznem zjawiskiem regjonalnem w Puszczy Kurpiowskiej jest to, że w wielu wypadkach „wieczerzę” wigilijną spożywają już rano. Kto zaś „wieczerzował” rano, przez cały dzień nic już nie je.
„Wieczerza” odbywa się mniej więcej tak samo, jak w innych częściach Polski. Stół nakryty białym obrusem. Pod obrusem siano. Potrawy wigilijne postne, kraszone olejem. A więc kluski z makiem, kapusta z grzybami… Czasem też i rybka smażona. Na talerzu opłatek. Kurpie mają upodobanie w opłatkach kolorowych. Musi więc być w paczce opłatków przynajmniej jeden kolorowy.
Po „wieczerzy” kolędy. Pierwsza zawsze:
»Z raju pięknego miasta
Wygnana jest niewiasta…«
Wiele czynności i zdarzeń w dzień wigilijny ma, według wierzeń kurpiowskich, znaczenie symboliczne. Jeśli np. zaraz po „wieczerzy” wejdzie chłop, będą się w gospodarstwie rodzić same byczki, jeśli kobieta – same jałóweczki. Zabijają też srokę i przybijają ją nad wejściem do obory. Ma to chronić bydło od chorób. Sypią także przed wejściem do obory pas maku, co ma mieć takie same znaczenie. W dniu wigilijnym piorą ręczniki, by dobrze rodził się len. Z pozostałych opłatków wycinają sylwetki różnych zwierząt domowych i leśnych i nalepiają te wycinanki do belek pod sufitem, aby w nowym roku był dobry chów i obfitość zwierzyny. Siano ze stołu daje się bydłu, aby i ono miało „gwiazdkę”. Po „pasterce”, w nocy, młodzież obrzuca się ziarnem, jak mówią „na urodzaj”.
Wierzą, że w noc wigilijną bydło rozmawia między sobą. Ale tylko godni ludzie mogą tę rozmowę rozumieć. Kiedyś jakiś gospodarz chcąc podsłuchać tę rozmowę, schował się w oborze i usłyszał straszną rzecz: że krowy mają go wywieźć na cmentarz. Chłop z wrażenia spadł z powały. I zabił się. Był pogrzeb. Lepiej więc byłoby nie podsłuchiwać.
W dzień św. Szczepana ksiądz święci w kościele owies, który z pietyzmem przechowują do siewu lub dają bydłu. Kolędowanie z gwiazdą trwa od Bożego Narodzenia do Nowego Roku. Wśród kolęd jest dużo oryginalnych kurpiowskich, bardzo starych; wiele jest oryginalnych melodyj. Bardzo pilnie śledzą Kurpie atmosferę 12-u dni po B. N. Z nich przepowiadają pogodę całego roku.
Specjalnością na Nowy Rok są pszenne packi, ozdobione na wierzchu figurami zwierząt i roślin. – Nazywają te placki „Nowolatkami.” Na Trzech Króli znów w każdym domu muszą być pszenne ciastka z cukrem, smarowane z wierzchu miodem. Ciastkami temi częstuje się wszystkich, kto tylko przyjdzie do chaty. Zwą się one „fafarnuchami”. Skąd ta nazwa pochodzi, niewiadomo. Trudno to ustalić.
Od święta Trzech Króli chodzą po wsiach „Herody”. Zwyczaj ten spotykamy wszędzie, ale na Kurpiach jest i wiersz inny i treść dość odmienna, a także i melodje odrębne. Udział bierze 11-12 i więcej chłopaków wiejskich. Kostjumy z papieru kolorowego. Przedstawienia mają duże powodzenie i są zapraszane do każdego prawie domu. Kończą się ucztą wspólną „aktorów”, biorących udział w przedsięwzięciu, na którą składają się ofiary rzeczowe i pieniężne, zebrane na widowiskach.
Źródło: „Głos Mazowiecki” nr 10 z 13 I 1934.
Oprac. Łukasz Gut
sobota, 9 maja 2020
Tadeusz Boy-Żeleński o „Weselu na Kurpiach”
| (Rozpleciny Panny Młodej. Źródło: "Kurier Poranny" 1928, nr 111) |
Lektura prasy końca lat 20. przekonuje, że sztuka doczekała się licznych pochlebnych recenzji, z których najsłynniejszą pozostaje poniżej opublikowana, autorstwa Tadeusza Boya-Żeleńskiego. „Najdowcipniejszy człowiek w Polsce”, jak określił go Antoni Słonimski, nie rozumiał kina, nie umiał czytać filmu, ale za to rozumiał teatr[3]. Jako recenzent teatralny ten pisarz, tłumacz i satyryk zadebiutował w 1919 r. na łamach krakowskiego dziennika „Czas” i do 1939 roku ocenił blisko 200 przedstawień nie tylko z czołowych teatrów warszawskich, ale także z peryferyjnych, dziecięcych, rewiowych i kabaretowych, z warsztatów teatralnych, ze spektakli zespołów żydowskich i rosyjskich[4]. Wśród ocenionych przedstawień było również „Wesele na Kurpiach”.
Wspomniany Słonimski pisał o Żeleńskim: W teatrze popatrzył sobie na scenę, a potem przymykał oczy i słuchał, bo świat był dla niego bardziej fonią niż wizją[5]. Na „Weselu na Kurpiach” autor „Słówek” chyba zbyt często nie przymykał oczu, a wrażenia jakie wyniósł z przedstawienia warto zacytować w całości, gdyż najczęściej poniższa recenzja cytowana jest tylko we fragmentach.
Zapraszam do lektury.
![]() |
(Tadeusz Boy-Żeleński. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 3/1/0/11/1976/2)
|
________________
Tak się złożyło, że dopiero wczoraj mogłem oglądać słynne już Wesele na Kurpiach, grane w Warszawie tryumfalnie blisko od dwóch miesięcy; ale doprawdy miałbym nieczyste sumienie, gdybym nie przyłączył swego głosiku do chóru pochwał, jakiemi obsypano tę regionalną imprezę pp. Skarżyńskich, oraz będący jej przedmiotem utwór ks. Władysława Skierkowskiego.
Wesele na Kurpiach jest czynem równie oryginalnym jak szczęśliwym. A oryginalność polega tu nietylko na ślicznych strojach i swoistej gwarze, ale przedewszystkiem na niezwykle śmiałym i czystym stosunku do teatru. Bo cóż byłoby łatwiejszego autorowi, niż, wziąwszy za kanwę stronę etnograficzną i obrzędową, wpleść w nią tę lub inną, mniej lub więcej wybredną fabułę, skomplikować wesele Janka jakąś intrygą, przeszkodami, aby w końcu uwieńczyć miłość dwojga młodych. Toć na tem wikłaniu przeszkód stoi cały teatr. I mielibyśmy wówczas zapewne widowisko niemniej barwne, ale z pewnością banalniejsze, może ckliwe.
Ks. Skierkowski zrobił inaczej: chwycił śmiało byka za rogi, z czego wnoszę, że jest w tym kapłanie pierwszorzędny człowiek teatru. Wyczuł mianowicie, jak przedziwny element teatralny tkwi w samej obrzędowej stronie wesela na wsi; zrozumiał, że przydać tu jakąkolwiek bajeczkę, znaczyłoby rzecz osłabić. I nie dzieje się dosłownie nic, ponad to, co mówią tytuły aktów: Wypyty – Rajby (Swaty) – Rozpleciny – Oczepiny. Młody chłopak prosi o rękę dziewczyny, ojcowie po krótkim namyśle mu ją dają, odbywają się zrękowiny, potem weselisko. To wszystko. Gdyby mi ktoś opowiedział, nie wierzyłbym, że to może być takie zajmujące. Więcej jeszcze: że może być takie teatralne. To cała dola ludzka rozgrywa się w tych kilku obrazach. Mało znam rzeczy równie patetycznych jak ten moment oczepin na scenie.
I te melodje! Ktoby wiedział, jak małą rolę odgrywa pieśń w naszem miejskiem życiu, nie łatwoby uwierzył, że każda wieś nasza to przebogaty skarbiec najpiękniejszych melodyj. Od dawna twierdzę, że wygnanie z teatru śpiewu i zastąpienie go samem gadaniem jest aberacją naszej epoki: oby zacny ksiądz Skierkowski, który widocznie tak kocha piosenkę, stał się w tej mierze reformatorem.
Wykonanie Wesela na Kurpiach jest urocze. Przedewszystkiem proste. Nic tu nie jest przestylizowane, nic nie jest uszminkowaną niby–naiwnością. Wszystko jest tak jak trzeba. Pan młody, „psiankny” (mówiąc po kurpiowsku) chłopak, istny przasnyski Valentino, chwytał za serce młodością i urodą; panna młoda była go warta; starzy ględzili roztropnie, druchny piszczały i zawodziły dziewiczo; tańce, chóry i orkiestra szły czyściutko i składnie. I nie dziw: zespół który dyr. Skarżyński przywiózł nam z Płocka, gra już to Wesele blisko setkę razy. Żal mi trochę tych aktorów, bo przeczuwam, że będą je grali dziesięć lat z rzędu. Za kilka dni mają się podobno przenieść do teatru Małego, gdzie poleci oglądać ich ta Warszawa, dla której wybrzeże Kościuszkowskie nad Wisłą jest nazbyt egzotyczną dzielnicą. A warto iść i na to wybrzeże, choćby po to, aby zobaczyć teatr w domu kolejarzy, jedną z najwykwintniejszych i najestetyczniejszych sal warszawskich. Potem pewno zaczną wojażować: już słychać, że ich mają wozić do Westfalji, do Francji, do Barcelony na wystawę etnograficzną. No, a kiedy pojadą do Ameryki, to będą po niej jeździć parę lat z pewnością. Bo to Wesele na Kurpiach to jest idealny materjał propagandowy. Niema podobno cudzoziemca w Warszawie, któryby nie był na niem; sam konsul angielski, p. Savery, był siedem razy i za każdym razem jakiegoś dostojnego Anglika sprowadził. Słowem, udało się; cieszmy się, bo to jest bardzo przyjemne, kiedy się coś uda.
Źródło: Tadeusz Boy-Żeleński, Flirt z Melpomeną. Wieczór ósmy, Warszawa 1929, s. 206-209.
________________
Przypisy:
[1] W. Skierkowski, Wesele na Kurpiach, Płock 1933, s. 17.
[2] T. Żebrowski, Ksiądz Władysław Skierkowski (1886-1941). Folklorysta, zbieracz ludowych pieśni kurpiowskich, „Studia Płockie” 2011, t. 39, s. 219.
[3] A. Słonimski, Alfabet wspomnień, Warszawa 1989, s. 24.
[4] H. Markiewicz, Boy-Żeleński, Wrocław 2001, s. 79.
[5] A. Słonimski, op. cit., s. 24.
Opracował: Łukasz Gut







